17
2020
2015-05-16

Znani? Nieznani? - Stąd/wywiad z s. Stefanią Korbuszewską


S. Stefania Grażyna Korbuszewska ze Zgromadzenia Sióstr Loretanek pochodzi z Sokołowa Podlaskiego. Od 2011 roku jest przełożoną generalną Loretanek. 
 
- Od siostry szkolnych lat w Sokołowie minęło już prawie 30 lat, ale w pamięci na pewno zostali ludzie i wydarzenia?
- Sięgając pamięcią w przeszłość, mogę pokazać ją w kilku odsłonach. Rodzina, a w niej wspólny wieczorny pacierz, pracowici rodzice, ich wymagająca miłość, serdeczna miłość starszego brata, pomoc w pracach domowych, wyjazdy na żniwa i wykopki do rodziny na wieś, bardzo często razem całą „czwórką”, zresztą nie tylko do pracy, ale również w celach rodzinnych wizyt. W pamięci pozostały różne dziecięce przygody: nauka jazdy na rowerze, zabawy z koleżankami i kolegami z sąsiedztwa, wypady na rower lub łyżwy. W przedszkolu i szkole ceniłam sobie dość rodzinną atmosferę, jaka tam panowała, różnorodność zajęć, bezpośredniość nauczycieli oraz żywy kontakt między nami uczniami. I chociaż zainteresowania moje były bardziej humanistyczne, to w Liceum wybrałam kierunek biologiczno-chemiczny. SZKOŁA nie była w moim życiu ponad wszystko, znajdowałam czas na cotygodniowe próby śpiewu, spotkania oazowe i pomoc przy kościele parafialnym. Podczas wakacji były rodzinne wyjazdy, kolonie, kilkudniowe pielgrzymki scholi parafialnej z ks. Władysławem Pietrzakiem do polskich sanktuariów maryjnych oraz rekolekcje oazowe. Zawsze ceniłam sobie ks. Stanisława Falkowskiego, który kształtował w nas ducha prawdziwie patriotycznego. Lubiłam śpiewać, więc wykorzystywałam wszystkie możliwe okazje, śpiewałam w scholi parafialnej, chórze szkolnym, w gronie rodzinnym i w młodzieżowym zespole oazowym. 
 
- Jakie były wtedy siostry marzenia?
- Jedno pragnienie z lat szkolnych, które przypomina mi się wyraźnie, dotyczy zamiarów związanych z planowaną pracą zawodową. Wówczas to czytałam dosyć dużo książek, choć może niekoniecznie lektur szkolnych. Były to m.in. baśnie Andersena, książki podróżniczo-przygodowe i młodzieżowe lektury dorastającej nastolatki typu ANIA z Zielonego Wzgórza” czy też książki autorstwa Małgorzaty Musierowicz i Edmunda Niziurskiego, a następnie książki religijne, o które było wówczas trudno. Pierwsze lektury religijne, które zapadły w mojej pamięci i miały szczególny wpływ na kształtowanie życia duchowego to „Cień ojca” Jana Dobraczyńskiego, „Modlitwa i czyn” Michela Quasta wydawana przez Wydawnictwo Sióstr Loretanek oraz „Naśladowanie Chrystusa” Tomasza a Kempis. Lubiłam poświęcać czas na lekturę książek i pragnęłam być bibliotekarką. 
 
- Kto pomógł siostrze w rozpoznaniu powołania zakonnego?
- Myśli o powołaniu zakonnym pojawiły się już w czasie szkoły podstawowej, gdy nawiedzaliśmy kościół i klasztor, w którym żyła św. Kinga w Starym Sączu. Na usłyszane słowa siostry klaryski, która opowiadała nam o tym miejscu dałam sobie następującą odpowiedź w sercu: „Tak, jak tylko skończę szkołę, pójdę do klasztoru”. 
Wyjeżdżałam na rekolekcje oazowe, także na tzw. rekolekcje powołaniowe organizowane przez siostry loretanki w Loretto/k Wyszkowa, uczestniczyłam w codziennej Mszy Świętej, lubiłam przebywać z Panem Jezusem sam na sam. Umocnienie przychodziło podczas modlitwy osobistej i ze słów Pisma Świętego. W dojrzewaniu powołania zakonnego i podjęciu ostatecznej decyzji towarzyszyła mi s. Alojza, loretanka. Loretanki poznawałam na rekolekcjach oazowych. Częste spotkania przeradzały się w bliższe znajomości i dawały możliwość lepszego przypatrywania się ich życiu oraz powołaniu. Można było porozmawiać, pośmiać się i pomodlić, poczuć się po prostu jak w rodzinie, a wszystko to z uwzględnieniem duchowej płaszczyzny życia.
 
- Jakie były etapy życia zakonnego siostry?  
- Do Zgromadzenia Sióstr Loretanek wstąpiłam po maturze, we wrześniu 1986 r. Ostatnie wczasy z rodzicami w Zakopanem, zebranie swoich rzeczy, rodzinny pożegnalny obiad i przekroczenie progu klasztoru w Warszawie na Pradze, do którego odwiózł mnie Tatuś nazywany przez jedną z sióstr loretanek „Abrahamem”. Rzeczywiście w porównaniu z Mamusią to rozstanie przeżył dzielnie, prawdziwie po męsku. Obecnie żyję w domu generalnym zgromadzenia w Warszawie na Pradze, tam, stawiałam pierwsze kroki w życiu zakonnym. W międzyczasie byłam 7 lat przełożoną domu w warszawskim Rembertowie, przebywałam też w innych wspólnotach. Prawie dwadzieścia lat byłam zaangażowana bezpośrednio w apostolstwo słowa drukowanego w Wydawnictwie Sióstr Loretanek. Od 2011 r. pełnię w zgromadzeniu posługę przełożonej generalnej, a wcześniej przez sześć lat byłam Asystentką Matki Generalnej. Zadania te związane są z dużą odpowiedzialnością, wymagają podejmowania decyzji dotyczących całej wspólnoty i poszczególnych jej członkiń, biorąc pod uwagę przede wszystkim dobro duchowe i zachowanie charyzmatu zgromadzenia.
 
- Czym dla siostry jest powołanie?
- Powołanie zakonne jest dla mnie odpowiedzią na Boże wezwanie do tego, aby wejść na drogę, która prowadzi do Boga i jest Jego nieustannym poszukiwaniem. Złożyć Bogu dar ze swojego życia dla Chrystusa i Ewangelii. Żyć w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie, aby iść śladami Pana Jezusa. Takie trwanie przy Bogu daje mi szczęście nieporównywalne z czymkolwiek innym.
 
- Co powiedziałaby siostra o swoim zgromadzeniu?
- Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej Loretańskiej zostało założone w 1920 r. w Warszawie przez błogosławionego ks. Ignacego Kłopotowskiego, który urodził się w Korzeniówce niedaleko Drohiczyna. Ten niezwykle gorliwy kapłan, aby odwdzięczyć się Panu Bogu za łaskę powołania kapłańskiego, podejmował różne inicjatywy duszpasterskie. Były to m.in. opieka nad sierotami, starcami, bezdomnymi, dziewczętami trudniącymi się prostytucją, zakładanie domów zarobkowych itp. Do współpracy zapraszał różne zgromadzenia zakonne. Na sercu leżały temu kapłanowi niedomagania duchowe człowieka. Dlatego rozpoczął działalność wydawniczą, dzięki której dostarczał czytelnikom „chleba dla duszy”, gdyż tak nazywał książkę i prasę katolicką. Do kontynuacji apostolstwa słowa drukowanego powołał nasze zgromadzenie. I tak siostry loretanki, za przykładem swego Założyciela, już przez dziewięćdziesiąt pięć lat posługują Kościołowi podejmując zadania wydawnicze, starają się kształtować postawy moralne dzieci i młodzieży oraz nieść pomoc duchową i materialną ludziom potrzebującym. Obecnie religijne książki i czasopisma wychodzą z loretańskiej drukarni w Warszawie, w Pessano pod Mediolanem, a także w Baia Mare w Rumunii i Bracławiu na Ukrainie. Wydawnictwa w Polsce i w Italii mają własne studio nagrań, co pozwala na wizualny i dźwiękowy przekaz prawd Bożych. Prowadzimy katechezę w szkołach i przedszkolach, dla dzieci zaniedbanych niesiemy pomoc prowadząc między innymi Dom Ojca Ignacego w Warszawie. Osobom starszym służymy w domach spokojnej starości - w Loretto koło Wyszkowa, w Bergamo we Włoszech. Obecnie jest nas ok. 205. Zgromadzenie posiada 20 domów, 
w tym 7 za granicą.

- W dzieciństwie myślała siostra o pracy w zawodzie bibliotekarki.  W zgromadzeniu loretanek dzięki apostolstwu słowa drukowanego to marzenie z lat dziecięcych w pewnym stopniu jest realizowane. Jakie czasopisma loretanki wydają w Polsce?
- W naszej pracy wydawniczej najważniejsze miejsce zajmują miesięczniki: dla dorosłych – „Różaniec”, dla rodziców: „Tak rodzinie”, dla dzieci „Anioł Stróż”.
 
- O jakich ważnych wydarzeniach ze swojego zakonnego życia opowiedziałaby siostra naszym czytelnikom? 
- Szczególnym momentem oddania się Panu Bogu jest złożenie ślubów zakonnych. Po nowicjacie składamy pierwsze śluby, odnawiając je co roku. Pamiętam przeżycie, jakie towarzyszyło temu wydarzeniu. Dopiero po kilku latach zostaje podjęta decyzja złożenia ślubów wieczystych. 
W sierpniu 2014 r. minęło już dwadzieścia pięć lat od moich pierwszych ślubów. Jestem wdzięczna Panu Bogu, że podtrzymuje we mnie ogień swojej miłości i chroni przed zwątpieniem i rezygnacją. Złożone śluby odnawiam w różnych okolicznościach, lecz codzienny udział we Mszy Świętej i przyjmowanie Najświętszego Ciała Chrystusa oraz słuchanie Jego Słowa codziennie daje nowe siły i okazję do składania ofiary z własnego życia. Uroczystości 25-lecia złożenia pierwszej profesji zakonnej odbyły się w sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej w Loretto31 lipca 2014 roku. To było ważne wydarzenie dziękczynne. 
 
- Czy inne siostry z Sokołowa są w Zgromadzeniu?
- Oprócz mnie w naszej wspólnocie z Sokołowa jest jeszcze s. Zuzanna Barbara Chomka, która od 2005 r. pełni w zgromadzeniu obowiązek ekonomki generalnej. Wstąpiłyśmy do zgromadzenia w tym samym roku, wyszłyśmy z tej samej parafii, z jednej scholi parafialnej i wspólnoty oazowej, a teraz dzielimy radości i trudy życia zakonnego.  Poza tym są również siostry, które urodziły się w Sokołowie, czy też kończyły tu szkołę.
 
- Jakie trudności wiążą się z życiem we wspólnocie zakonnej?
- Siostry zakonne to też ludzie, kobiety, które tworzą rodzinę nie z krwi i kości, lecz rodzinę zgromadzoną na wezwanie Pana i w Jego imię. Nie omijają nas zatem trudności natury ludzkiej, stawiamy też czoła różnym chorobom, a także trudnościom natury materialnej. Jednak, gdy w centrum życia staramy się stawiać Pana Jezusa, tj. miłość, modlitwę, ofiarę i pracę, zachowywać złożone śluby, przestrzegać zasad życia wspólnego i troszczyć się nade wszystko o rozszerzanie królestwa Bożego, wtedy trudności schodzą na drugi plan, wręcz jakby ich nie było. Oczywiście nie jest to wszystko takie łatwe, więc ciągle zaczynamy od nowa.
 
- Czy często siostra bywa w Sokołowie?
- Można by w tym miejscu przywołać słowa Pana Jezusa wypowiedziane do Szymona Piotra, gdy otrzymywał władzę pasterską: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz” (J 21, 18). Chcę przez to powiedzieć, że gdy byłam młodsza i pełniłam inne obowiązki spędzałam urlop w domu rodzinnym, obecnie „wpadam” na krótko i od czasu do czasu. Kocham jednak moją rodzinę i modlę się za nich codziennie, tak za żyjących jak i zmarłych.
 
- Co chciałaby siostra powiedzieć czytelnikom?
- Moje rodzinne strony pozostały dla mnie bliskie, wspominam osoby, które Pan Bóg postawił tam na drodze mojego życia, modlę się zwłaszcza za parafię, z której pochodzę, Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. W Roku Życia Konsekrowanego proszę,  pamiętajcie również o mnie i moich siostrach loretankach upraszając Pana Boga, aby z naszej sokołowskiej ziemi powoływał dziewczęta, które zechcą być Siostrami Matki Bożej Loretańskiej.
 
- Jakie ma siostra pragnienia?
- Przynależę do zgromadzenia, któremu patronuje Matka Boża Loretańska czczona w każdej naszej klasztornej kaplicy, ale przede wszystkim w Sanktuarium w Loretto (położone nad Liwcem, przy drodze między Łochowem a Wyszkowem). Moim pragnieniem jest to, aby jak najwięcej ludzi odkryło Jej macierzyńską troskę i przybywało do tego miejsca, prosząc Pana Boga o potrzebne łaski za wstawiennictwem Matki Bożej Loretańskiej. Tak, więc zapraszam Czytelników, przybywajcie do Loretto razem ze swoimi rodzinami, tam czeka na Was Maryja, najlepsza Matka, której macierzyństwo, jak nauczał błogosławiony ks. Ignacy Kłopotowski, jest ratunkiem dla świata i każdego człowieka.
 
- Mam nadzieje, że czytelnicy odpowiedzą na siostry zaproszenie. Loretto to nie Tylko ważne ale i niezwykle piękne miejsce. A ja serdecznie dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA JADWIGA OSTROMECKA

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe