17
2020
2014-09-25

Znani? Nieznani?- Stąd/ wywiad z Joanną Banaszkiewicz (Wróblewską)


Joanna Wróblewska urodziła się w Sokołowie Podlaskim. Jest absolwentką Szkoły Podstawowej nr 4, Gimnazjum Salezjańskiego i I Liceum Ogólnokształcącego. Mieszka w Warszawie, ale często przyjeżdża do rodzinnego miasta. Od kilku lat jej wielką pasją jest śpiewanie, w którym odnosi coraz większe sukcesy. 
 
- Czy śpiew był twoją pasją od dzieciństwa?
- Nie. W szkole podstawowej i gimnazjum bardziej interesowałam się sportem. Kilka lat trenowałam koszykówkę u p. Mariusza Świerka oraz u p. Krzysztofa Iwańskiego, co było dla mnie wtedy największą pasją. To były wspaniałe lata. Przez sześć lat uczyłam się grać w klasie fortepianu p. Krystyny Kowalewskiej, śpiewałam też w chórze szkolnym u p. Hanny Grochowskiej, w scholii konkatedralnej u p. Zbigniewa Orzełowskiego, ale jeszcze wtedy nie wiązałam swojej przyszłości z muzyką. Bardziej ciągnęło mnie do sportu, zwłaszcza że w domu nikt nie zajmował się muzyką, natomiast tata interesował się sportem, przez pewien czas był też nauczycielem w-f. W domu graliśmy także w szachy, z bratem jeździliśmy na turnieje. W trakcie nauki w gimnazjum zaczęłam wyjeżdżać na oazy. Niewiele wcześniej nauczyłam się grać na gitarze i m.in. ks. Wiesław Niemyjski, którego do dziś bardzo dobrze wspominam, zadecydował, że zostanę animatorem muzycznym. To była ważna funkcja. Przez 15 dni rekolekcji grałam tylko ja. Śpiewanie niekoniecznie mnie interesowało. W liceum natomiast zafascynowałam się angielskim. Także śpiewanie przewijało się, ale zupełnie nie było pomysłem na moje życie.
 
- Kiedy więc śpiewanie stało się twoim głównym zajęciem? 
- Przygoda ze śpiewaniem rozpoczęła się dopiero na studiach. Studiowałam anglistykę w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i przypadkiem przechodząc przez podziemia ronda Waszyngtona przeczytałam informację na plakacie reklamującym warsztaty gospel. Prowadzącymi mieli być instruktorzy z USA. Bardzo mnie to zainteresowało, bo na studiach mieliśmy brytyjski, a mi bardzo podoba się amerykański. Chciałam jedynie posłuchać żywego amerykańskiego, nie myślałam o śpiewaniu, a wyszło tak, że poszłam tam i poznałam moją nauczycielkę śpiewu - Annę Bajak, która jest również dyrygentem Sienna Gospel Choir oraz kompozytorem w teatrze muzycznym Tintilo. Po warsztatach postanowiłam zapisać się do Anny Bajak na lekcje emisji głosu, a po roku indywidualnych lekcji śpiewu wstąpiłam do chóru Sienna Gospel.

- I tak zaczął się nowy etap twojego życia?
–Tak. Śpiewu wciąż uczę się od 7 lat. A w chórze jestem od lat 6. Sienna Gospel Choir to chrześcijański chór gospelowy działający od 2002 r. jako agenda Kościoła Zielonoświątkowego. Jest to chór ekumeniczny, ponad wyznaniowy, aktualnie liczy ponad 50 chórzystów. Poznałam tam przecudownych ludzi, moi przyjaciele to głównie ludzie z chóru. Poznałam tamten kościół, również pastora i jego żonę – wspaniali ludzie! Muszę dodać, że nikt mnie tam nigdy nie zachęcał do zmiany wyznania, każdy szanuje to, że jestem katoliczką i nikt nie ma z tym problemu. Bóg jest wszędzie jeden i taki sam. A na Siennej czuję się jak u siebie w domu!
 
- Ten gatunek muzyki jest raczej mało znany w Sokołowie…
- Nazwa gospel oznacza Dobrą Nowinę, Ewangelię o zbawieniu w Jezusie Chrystusie. Gospel jest więc muzyką chrześcijańską. Ma ona swój początek w dziewiętnastowiecznej kulturze czarnoskórych mieszkańców USA. W gospel ważny jest przekaz i tekst, ważne jest, o czym śpiewamy. W Polsce gospel rozwija się od kilku ładnych lat. Organizowane są warsztaty, odbywają się festiwale. Warto wiedzieć, że tak znane gwiazdy muzyki pop jak Aretha Franklin czy Whitney Houston swoją karierę zaczynały od śpiewania w kościelnych chórach gospelowych. Gospel wyróżnia głębokie, duchowe znaczenie. Wykonawcy gospel śpiewając o Bogu starają się zarazić słuchaczy Dobrą Nowiną. Jest to muzyka żywiołowa, energetyczna.  Pokochałam gospel, a także soul i w tą stronę muzycznie zmierzam. 
 
- Gdzie można usłyszeć Sienna Gospel Choir?
-  Dwa razy w roku (czasami i częściej) występujemy na Siennej dla przyjaciół i znajomych. Poza tym uczestniczymy w festiwalach, również za granicą, kampaniach społecznych i inicjatywach medialnych. Zagraliśmy setki koncertów. Wymienię tutaj na przykład koncert charytatywny „Solidarni z Ukrainą" w Teatrze Żydowskim, Wieczór Galowy dla Kobiet w Teatrze Roma, Galę Finałową akcji charytatywnej „Szlachetna Paczka 2011”, koncerty z okazji świątecznej iluminacji Warszawy, Koncert Charytatywny Fundacji „Pokonaj siebie”. Zawsze w grudniu organizujemy koncerty świąteczne. Gościnnie występujemy w programach telewizyjnych m.in. „Jaka to melodia?”, „Pytanie na śniadanie”, programach radiowych. Nagrywamy płyty. Dodam, że na Siennej mamy Szkołę Gospel (www.szkolagospel.pl), to jedna z dwóch w Polsce. Każdy może wybrać odpowiednie dla niego zajęcia i się zapisać, bez względu na wiek i umiejętności i uczyć się śpiewania, czy to grania, czy kształcić swój słuch. 
 
- Śpiewanie w chórze jest bardzo absorbujące. Wiem jednak, że to nie była jedyna dziedzina twojej muzycznej aktywności podczas studiów…
- To prawda. Na Siennej próby mamy dwa razy w tygodniu po dwie godziny, przed koncertami pracujemy spotykając się nawet parę razy w tygodniu, więc jest to absorbujące zajecie, ale trzeba pracować, żeby mieć efekty. Poza tym będąc jeszcze na studiach przez pewien czas byłam związana z dziecięcym teatrem muzycznym Tintilo, którym jak wspominałam wcześniej od strony muzycznej opiekuje się Ania Bajak. To właśnie ona zaprosiła mnie do współpracy. Prowadziłam tam zajęcia, chodziłam też na lekcje do Ani. I jeszcze chór. Tak więc tego śpiewania w moim życiu zrobiło się bardzo dużo. 
 
- Masz aktualnie też związki z Uniwersytetem Muzycznym Fryderyka Chopina…
- To jest po prostu moje miejsce pracy. W 2010 roku skończyłam studia i po roku poszukiwania stałej pracy znalazłam ją na tej uczelni. Pracuję w administracji. Poznaję wybitnych ludzi z całego świata związanych z muzyką klasyczną. Wcześniej kompletnie ich nie znałam, bo zajmuję się muzyką rozrywkową. Niesamowite w mojej pracy jest to, że jestem w otoczeniu muzyków, mogę pójść na Salę Koncertową i posłuchać prób. Idę korytarzem i wszyscy grają, czy śpiewają. Pracuję 8 godzin, moi przełożeni wiedzą, że śpiewam, ale praca jest pracą.
 
- A język angielski?
- Wcześniej przez pewien czas uczyłam w szkole językowej, uczę angielskiego prywatnie, ale na to mam już coraz mniej czasu. Wszystko układa się w stronę muzyki, co potwierdza ważne dla mnie wydarzenie. Po pewnym koncercie, który zaśpiewaliśmy z chórem dostałam proroctwo, które przekazała mi pewna młoda osoba. Powiedziała mi, że Bóg mnie posyła do śpiewania i to jest moja droga. Jeżeli będę śpiewać, to będzie mi otwierał wszystkie drzwi, o których nawet nie marzyłam. Teraz mogę z karteczką w ręku odhaczać wydarzenia, o których ona mi wtedy powiedziała i które się wypełniły, między innymi to, co dotyczy sfery życia prywatnego. Zawierzyłam, że mam iść w stronę śpiewania i tak się to układa. Oddaję to Bogu, niech On to prowadzi.
 
- Podjęłaś również studia w tym kierunku…
- Tak. Studiuję w Lublinie na wydziale artystycznym UMCS, kierunek emisja głosu. Są to podyplomowe studia, został mi jeszcze rok. Wybrałam ten kierunek ze względu na higienę głosu. To zagadnienie jest dla mnie bardzo ciekawe.
 
- Jest też zespół „jokasound" i piosenki autorskie. Jak to się zaczęło?
- Jakiś czas temu postanowiłam śpiewać na własny rachunek. Dałam ogłoszenie na jednym z muzycznych portali, że jestem wokalistką, chciałabym spróbować coś swojego, pograć, pomuzykować na własne konto. Po moim ogłoszeniu odezwał się  Kamil Kucharczyk, muzyk, cudowny człowiek, który ma podobne poglądy do moich, co dla mnie jest ważne. Zaprzyjaźniłam się z nim i jego rodziną. Założyliśmy duet autorski, którego nazwa wywodzi się od pierwszych liter naszych imion Jo(anna) i Ka(mil). Chcieliśmy, żeby to było nasze brzmienie, czyli „jokasound”. Przez pierwsze pół roku nie zrobiliśmy nic. W pewnym momencie napisałam swój pierwszy tekst o tym, że mam swoje marzenia i pragnę po nie iść, że Bóg mi obiecał ich spełnienie i że nie ma się czego bać, mam czerpać radość z ich realizacji. Napisałam też melodię do tego tekstu, Kamil jeszcze ją dopracował i tak powstała nasza wspólna pierwsza piosenka. Był styczeń 2013. Wrzuciliśmy ją do Internetu i to był początek „jokasound”. Obecnie mamy w repertuarze 5 autorskich piosenek. Pracujemy ze sobą już dwa lata, ja piszę słowa, Kamil muzykę. Zbieramy materiał na płytę, mamy pragnienie ją nagrać, wydać i koncertować z własnym materiałem. Podchodzę do tego spokojnie. Nie rzucamy się od razu na głęboką wodę. Oboje jesteśmy przecież bardzo zajęci w innych muzycznych inicjatywach, ja mam chór, pracuję, mam studia. Myślę, że na wszystko przyjdzie czas.
 
- Czy już wcześniej pisałaś jakieś teksty? Jak wygląda wasze muzykowanie?
- W gimnazjum, do szuflady pisałam wiersze, które czytał jedynie mój przyjaciel. Spaliłam je, bo uznałam, że są niedojrzałe. Tekstów piosenek nie pisałam. Pierwsze teksty powstały dopiero w dorosłym życiu. Kiedy zaczęły powstawać, traktowałam je jako realizację tego, co powiedziała mi 4 lata temu ta szesnastolatka, że to jest moje powołanie. Tutaj ogromnie pomaga mi moje wykształcenie, swobodnie piszę w języku angielskim. Jest to ogromny atut.
Nawiązując do naszego muzykowania, to muszę przyznać, że mieliśmy bardzo dobry start. Otóż pierwszy nasz koncert odbył się w czerwcu na otwartej scenie w centrum Paryża, niedaleko Luwru, z okazji Święta Muzyki. Święto Muzyki wygląda tak, że ludzie gromadzą się tego dnia na ulicach, placach, gdzie trwają występy. Niektórzy wychodzą spontanicznie, grają, śpiewają, inni wykonawcy są zapraszani. Do Paryża pojechaliśmy na zaproszenie ks. Piotra Wróblewskiego (zbieżność nazwisk przypadkowa) pochodzącego z naszej diecezji drohiczyńskiej.
 
- Wasze piosenki można czasami usłyszeć w Katolickim Radio Podlasie, w magazynie „Na scenie i estradzie” prowadzonym przez Pawła Kryszczuka z Sokołowskiego Ośrodka Kultury. W jednej audycji zapowiadała je inna sokołowianka z branży artystycznej, aktorka Lidia Sadowa. 
- Tak, Lidka to cudowny człowiek o ogromnym talencie! Uwielbiam ją i wspieram jej karierę, życząc samych sukcesów! Paweł Kryszczuk chętnie podjął inicjatywę reklamowania nas na antenie radia, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni i zachęcamy do słuchania audycji!
 
- Miejmy nadzieję, że po remoncie SOK-ubędziemy mogli cię usłyszeć i w rodzinnym mieście. 
- Też mam taką nadzieję. 
 
- Wielu wykonawców próbuje wejść na muzyczny rynek poprzez udział w programach typu talent show.
- Tak, to jest jakaś droga. Natomiast ja osobiście pragnę dążyć do tego, by jednak nie przez program wejść na rynek muzyczny w Polsce, chociaż nigdy nie mówię nigdy, bo nie wiem, jak będzie. Możliwe, że kiedyś się skuszę na któryś program, na razie nie próbowałam. 
 
-  Jakie masz najbliższe plany?
- Chciałabym spokojnie pisać jak najwięcej piosenek i po prostu śpiewać. Bardzo zależy mi na rozwoju „jokasound”, aczkolwiek współpracuję również z innymi osobami. Przede wszystkim nieustająco śpiewam w Sienna Gospel Choir, z którym ciągle koncertuję. Ponadto, mój kolega Patryk Huńkowski ma swoje studio (H&P STUDIO), w którym od czasu do czasu się nagrywam i robię wspólnie z nim małe projekty. Wkrótce będę nagrywać utwór z raperami chrześcijańskimi, dla których ten gatunek muzyki jest już sposobem na życie. Także powoli dzieje się. Na razie spokojnie, ale kroczek po kroczku do przodu. 
- Co chciałabyś powiedzieć czytelnikom Wieści Sokołowskich, szczególnie tym młodszym?
- Pragnę wszystkim życzyć, żeby szli za swoimi marzeniami. Trzeba patrzeć, co ma się w sercu i po to sięgać. Dodam tylko, że nie wszystko jest podane na tacy, nie wszystko przychodzi ot tak sobie, trzeba również ciężko pracować, uczyć się i pracować. 
Ponadto zapraszam wszystkich do odwiedzenia na Facebooku strony mojego chóru https://www.facebook.com/SiennaGospelChoir?fref=ts oraz strony autorskiej naszego duetu jokasound https://www.facebook.com/jokasound.joannakamil i zapoznania się z naszymi utworami. Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za wywiad!
 
- Ja również dziękuję, że znalazłaś czas dla naszych czytelników. Życzę ci dalszych sukcesów i realizacji marzeń. Będziemy śledzić twoją artystyczną drogę. 
Rozmawiała JADWIGA OSTROMECKA

fot. Kara Rokita www.kararokita.pl




« wróć | komentarze [2]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Wywiad z Lidią Sadową już był - otwierał cykl Znani / Nieznani. A może autorka porozmawia ponownie po trzech latach? Trochę u naszej Lidki się zmieniło.

Basia
2014-10-08 20:45:32

Brawa dla Joanny! Miło poczytać o młodych, utalentowanych ludziach z naszego małego miasta, którym udało się zaistnieć gdzieś dalej. Powodzenia! Może udałoby się przeprowadzić kiedyś wywiad z Lidią Sadową.

teresa
2014-09-29 17:17:17
Strona 1/1






Dane kontaktowe