17
2020
2013-02-01

Znani? Nieznani? - Stąd /wywiad z Franciszkiem Teodorem Pytlem c.d.


- Czy dzieli się pan swoimi umiejętnościami z  młodzieżą?
- Tak. Czasami jestem zapraszany do szkół na krótkie prezentacje, prowadziłem też warsztaty rzeźbiarskie w szkole w Urlach.
- Czy poza sukcesami na plenerach zdobył pan jeszcze jakieś inne laury?
- Kilkakrotnie brałem udział w konkursie „Sztuka Ludowa Południowego Podlasia i Wschodniego Mazowsza”, organizowanym przez muzea w Łukowie, Siedlcach i Białej Podl. Zdobyłem tam wyróżnienie i II nagrodę. Jestem też laureatem „Kosowskiej Malwy”.
- Czy ma Pan swoją ulubioną rzeźbę?
- Dwa lata temu na plenerze pod hasłem „Anioły” wyrzeźbiłem postać, która mi bardzo przypadła do gustu. Niestety, zgodnie z zasadami pleneru musiałem ja zostawić w Urlach. Stoi przed kościołem. Ten mój anioł był później reprodukowany na podziękowaniach.
Widocznie organizatorom też się podobał. Rzeźbiłem inne anioły, ale tamten był najlepszy. Sentymentem darzę też szopkę, którą wyrzeźbiłem już dawno.
- A inne zainteresowania?
- Kwiaty. Podziwiam je, fotografuję. W zbliżeniu widać wszystkie szczególiki, które stworzyła natura. Lubię wykonywać płaskorzeźby kwiatów. Wychowany obok lasu, wśród pól, zachwycam się przyrodą. Teraz chodzę do lasu i fotografuje sarenki. Piękne są.
- Wrażliwość artysty, który dostrzega więcej niż przeciętny człowiek.
- Mam wiele innych zainteresowań. Rzeźbię ligawki, a nawet kiedyś uczestniczyłem w prezentacjach gry na ligawkach w  Sokołowie
i w Chlewiskach za Siedlcami. Interesuje mnie historia, różne „starocia”. Zgromadziłem trochę dawnych dokumentów i przedmiotów, które udało mi się uratować przed zniszczeniem. Niektórzy nie zdają sobie sprawy, jak cenne rzeczy znajdują się w ich domach, na strychach. Kiedyś niedaleko stąd w ziemi znalazłem resztki starych naczyń. Archeolodzy z Płocka ocenili to znalezisko na I lub II wiek przed Chrystusem. Odesłali mi te skorupki razem z opisem. Paradoks – tego cennego znaleziska nikt nie chce. Miałem też krzemienny grot od strzały. Moja pasją jest poszukiwanie „skarbów” w ziemi. Skarbów nie znalazłem, ale jakieś guziki, nawet napoleoński, stare monety, medalik, hełm rosyjski z czasów carskich. Takie drobiazgi bardzo cieszą. Jest nas w Polsce takich poszukiwaczy wielu. Dzięki Internetowi pozostajemy ze sobą w kontakcie na specjalnej stronie Odkrywca.pl Próbowałem reagować na naszej stronie, kiedy niektórzy zbieracze
o polskich orłach na guzikach pisali lekceważąco „nasze ptaszki”, a o pruskich orłach na hełmach – tak jak należy – orły. Widocznie moderatorowi to nie przeszkadza, bo moje uwagi nie ukazały się, a ptaszki nadal są. Szkoda. To boli mnie jako Polaka.
- Wspomniał pan o zainteresowaniach historią. Ostatnie słowa świadczą o tym, że godność i narodu jest dla pana wartością. To chyba dzisiaj rzadka cecha. Skąd ona u pana?
- To taka rodzinna „przypadłość”. Mój ojciec, rolnik i stolarz, odkąd pamiętam interesował się historią. Jest skarbnicą wiedzy historycznej, szczególnie tej o najbliższym regionie. Wspomnę jeszcze mojego dziadka, Ludwika Pytla, który służył w wojsku II Rzeczypospolitej, brał udział w kampanii wrześniowej, a wzięty przez Niemców do niewoli przebywał tam do 1945 roku. Po uwolnieniu, wstąpił do II Korpusu Polskiego we Włoszech. Potem wrócił do Polski, ale przez wiele lat komunizmu w Polsce swój epizod służenia w Armii Andersa musiał ukrywać dla bezpieczeństwa swojego i rodziny. Pamiątką po dziadku są fotografie z lat wojny. Zmarł w marcu 1990 roku.
Dodam też, że mój stryj, doc. dr hab. Stanisław Mateusz Pytel też był znawcą  polskiej historii, chociaż wykładał weterynarię
w warszawskiej SGGW-u. Niestety,  zginął tragicznie, a w miejscu jego śmierci w alei lipowej między Ceranowem a Sterdynią znajduje się  kapliczka.
- Pamiętam, że w listopadzie prof. Kobryńczuk na promocji zbioru wierszy w Kosowie wspominał swojego przyjaciela stąd – właśnie tegoż Stanisława Pytla, nawet mówił wiersz mu poświecony.
- Miło słyszeć.
- Zbliżając się do końca naszej rozmowy, zapytam o marzenia i plany artystyczne?
- Na pewno chciałbym mieć indywidualną wystawę swoich prac, co byłoby bodźcem do tworzenia. A takim przyziemnym marzeniem jest nagromadzenie surowca, bo już nie bardzo mam w czym rzeźbić. Pracy nie brakuje, zamówienia są. Chciałbym, żeby wyszło  mi to, co zaplanuję. Marzę jeszcze o znalezieniu szabli, bo mój dziadek służył w ułanach. Nie kupić, ale znaleźć samodzielnie, chociażby
w szczątkowej postaci.
- Życzę więc pomyślnych poszukiwań i tego, żeby żadna rzeźba nie lądowała w piecu. Mam też nadzieję, że czytelnicy Wieści Sokołowskich będą mieli możliwość podziwiania pańskich prac na wystawie. A jest czym się zachwycać.

Rozmawiała Jadwiga Ostromecka

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe