17
2020
2015-05-08

Znani? Nieznani? - Stąd


Wywiad z Marianną Bakońską

- W 2001 r. ukazał się pierwszy pani tomik – „Kapliczka“. Jak do tego doszło? 
- Zawdzięczam to przede wszystkim panu Henrykowi Muzylakowi z Warszawy, nieżyjącemu już absolwentowi wspomnianego tu sterdyńskiego samorządowego gimnazjum. Byłam na słynnym spotkaniu absolwentow tej szkoły po 40 latach i zaśpiewałam z koleżanką na melodię piosenki „Płonie ognisko i szumią knieje“ własne slowa. Pan Muzylak wzruszył się i zainteresował wtedy moimi wierszami. Wziął je i pokazał profesorowi SGGW Franciszkowi Kobryńczukowi, poecie, również uczniowi tamtego gimnazjum. Profesor dokonał wyboru i mój debiutancki tomik ukazał się w Wydawnictwie Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Promocyjne spotkania odbyły się w Sokołowie Podlaskim, w Repkach i w Sterdyni, gdzie obecny był prof. Kobryńczuk.
 
- W 2010 roku ukazał się drugi zbiorek pani wierszy – ‚Miłość i przemijanie“, z pięknym posłowiem prof. Kobryńczuka „Wiersze nie tylko smutkiem pisane“. Wydawcą drugiego tomiku było Towarzystwo Miłośników Ziemi Sterdyńskiej. Pamiętam, że profesor był obecny na promocji tego tomiku w GOKiS w Sterdyni i odczytał swoje posłowie.
- Miałam wielki zaszczyt spotkać na swojej życiowej drodze wielu wspaniałych ludzi, takich jak wspominana wcześniej Mira Zimińska-Sygietyńska, Henryk Muzylak, Jerzy Krysiak (bratanek słynnego prof. Franciszka Krysiaka) i wreszcie prof. Kobryńczuk. Oni są, byli kimś. Stanęli na mojej drodze ludzie, którzy mnie ukształtowali. Prof. Kobryńczuk, wspaniały twórca, naukowiec, który nigdy swoich korzeni się nie wyrzeka i podkreśla, że pochodzi z małej nadbużańskiej wioski. Pamiętam naszą rozmowę u mnie w domu przed wydaniem pierwszego tomiku. Pytał wtedy, dlaczego się nie uczyłam dalej. Mówił też, że poetyckiej wrażliwości żadne studia nie nauczą, to trzeba mieć w sobie. Niektórzy dziwią się, że nie mam żadnej tremy. Rzeczywiście tak jest.  
 
- Proszę opowiedzieć więc o swoim pisaniu…
 - Rzeczywiście, weny do pisania żadne studia nie nauczą mogą nauczyć. Nieraz jak miałam natchnienie i wzięłam do ręki pióro, to musiało ono zdążyć za umysłem. Zanim jedną zwrotkę zapisałam, to już druga była ułożona w pamięci. Czasami i miesiąc nie pisałam, a jak usiadłam i coś mnie zainspirowało, to powstawały od razu i dwa wiersze. Można nauczyć się stylu, techniki, liczenia zgłosek, stosowania średniówki. Jednak ja nieuczona muszę coś takiego mieć, że wiedziałam, jak pisać wiersz trzynastozgłoskowy, gdzie podzielić. Samo wychodziło. 
 
- Czy w pani rodzinie były poetyckie lub inne artystyczne tradycje?
- Właściwie nie. Wiem, że tato miał piękny charakter pisma i mimo że skończył tylko cztery klasy szkoły powszechnej, to sterdyński hrabia chciał go zatrudnić w swojej kancelarii. Mama miała zdolnosci rymotwórcze, układała różne rymowanki, ale niczego nie zapisała z prostej przyczyny – nie umiała pisać. Potrafiła natomiast czytać i czytała bardzo dużo książek. Teraz moja wnuczka, córka mojego zmałego syna Leszka, próbuje tworzyć. Napisała na przykład wiersz na konkurs „Jedenastozgłoskowiec o lecie“ i otrzymała nagrodę.
 
- Pani wiersze od lat uświetniają uroczystości na terenie gminy – w kościele, w GOKiS, w szkole, wielokrotnie młodzież recytowała je różnych poetyckich imprezach. Co jeszcze uważa pani za swoje sukcesy?
- W 1999 roku byłam laureatką konkursu literackiego Ośrodka Kultury Ochoty w Warszawie, w wyniku czego zostałam zaproszona na ‚Biesiadę Literacką“ do Galerii Porczyńskich. Do Warszawy jeździlłam też razem z innymi twórcami Ziemi Sterdyńskiej na prezentacje kultury ludowej przy Pałacu Łazienkowskim. W konkursie na najpiękniejszy wiersz inspirowany pontyfikatem Papieża-Polaka, zorganizowanym przez Klub Literacki ‚Erato“ i oratorium przy parafii salezjańskiej w Sokołowie w pierwszą rocznicę śmierci Jana Pawła II otrzymałam wyróżnienie w kategorii dorośli. Wielokrotnie z sukcesami brałam udział w konkursie „Węgrowskie Barwy Jesieni”, a moje wiersze dwukrotnie znalazły się w pokonkursowym tomiku. W Sterdyni zdobyłam I miejsce w konkursie „Barwy Jesieni” i II miejsce w konkursie na trzynastozgłoskowiec o zimie. Dużym moim sukcesem było I miejsce w konkursie „Pieśń ujdzie cało” klubu „Erato” na najpiękniej spisaną legendę podlaską. Mam też Złotą Odznakę Honorową za szczególne zasługi dla Związku Emerytów i Rencistów. 
W ubiegłym roku dostałam z GOK w Repkach rzecz niezwykle dla mnie cenną - płaskorzeźbę z brązu przedstawiającą Jana Pawła II. To nagroda za III miejsce w konkursie poetyckim „Jan Paweł II Apostoł Miłosierdzia”. Oczywiście były i inne konkursy, trudno o wszystkich pamiętać.
Cieszy mnie udział w spotkaniach z młodymi czytelnikami. Wielokrotnie uczestniczyłam w Powiatowych Spotkaniach z Prozą i Poezją Podlasia – święcie regionalnej twórczości zainicjowanym przez Wiesławę Kwiek, w sterdyńskich „Wakacyjnych spotkaniach pod gruszą”, czasami bywam na spotkaniach autorskich w szkołach np. w SP nr 1 już dwukrotnie., W ubiegłym roku w ramach projektu „Cudze chwalicie, swego nie znacie, a za własnym płotem wielkie skarby macie” prowadziłam warsztaty w przedszkolu w Sterdyni.
To wszystko było ważne, ale moje pięć minut już minęło, utrata oka niestety bardzo mnie ogranicza.
 
- Dodam, że informacje o pani lub wiersze znajdują się w różnych wydawnictwach - w zbiorze poezji „Erato” pod red. Wiesławy Kwiek i Bożeny Mrozowskiej z 2004 r., książkach „Twórcy rodem z Podlasia” wydanej przez Bibliotekę Pedagogiczną w Sokołowie i „Pieśń ujdzie cało", oraz w słynnej książce Edwarda Kopówki i ks. Pawla Rytela-Andrianika „Dam im imię na wieki“, w wydawnictwie „Kultura na przestrzeni 60 lat w Gminie Sterdyń” pod red. Marianny Kobylińskiej.
- A ja ostatnio dowiedziałam się, że o moim zaangażowaniu w życie parafii napisał w niedawno wydanych „Wspomnieniach“ nasz poprzedni proboszcz, ks. Terlecki. Bywał tu u mnie też pan Artur Ziontek, kiedy zbierał materiały do przewodnika wydanego przez Wieści Sokołowskie. Moje skromne progi otwarte dla wszystkich.
 
- Co powiedziałaby pani czytelnikom Wieści Sokołowskich na zakończenie naszej rozmowy?
- Dziękuję pani za spotkanie i rozmowę, a czytelnikom dedykuję wiersz „Pragnienie“.
 
Pragnęłam pisać coś wesołego
By swymi wierszami nieść radość wokoło
Lecz gdy życie smutne
Jak pisać wesoło?
Nie piszę dla zysku
Nie piszę dla sławy
Piszę dla relaksu,
Czasem dla zabawy.
Kiedy chcę wypocząć
To po pióro sięgam
W pisaniu jest ukryta 
Jakaś potęga.
W myślach rozgrzebuję
Młodzieńcze wspomnienia
Ileż w nich radości 
I  zadowolenia.
I nieraz się serce 
Z tęsknoty ścisnęło
Że szczęście i młodość
Z latami minęło. 
Dziś pragnę, by każdy
Wspomniał mnie choć raz,
By moje wiersze
Zostały wśrod Was.
 
- Na pewno zostaną. Dziękuję pani za gościnne przyjęcie. Życzę zdrowia i jeszcze wielu nowych poetyckich inspiracji. 

ROZMAWIAŁA JADWIGA OSTROMECKA

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe