17
2020
2014-07-18

Znani? Nieznani? - Stąd


Jakub Kulesza urodził się w Sokołowie, jest absolwentem Publicznego Gimnazjum nr 2 i Zespołu Szkół nr 1. Od kilku lat pracuje jako model w wielu krajach świata.

- Masz dopiero 20 lat, ale w branży modowej zrobiłeś już karierę. Jakie były jej początki?  
- Jestem w tej branży od 3 lat. Moje kontakty rozpoczęły  się, kiedy byłem w 2 klasie liceum.  Właściwie to nie myślałem o takiej karierze, chociaż czasami obejrzałem jakiś program modowy np. Fashion TV i myślałem sobie, że fajnie byłoby być modelem, ale za tym nie szły żadne działania.  Zaczęło się od tego, że kiedyś moja koleżanka stwierdziła, że powinienem zrobić sobie profesjonalne zdjęcie i pokazać je na jednym z portali społecznościowych, na którym założyłem sobie konto. Nie zależało mi właściwie na tym, ale dzięki niej zrobiłem sobie takie zdjęcie w Siedlcach,  wrzuciłem je na portal i  zaraz  zaczęły pojawiać się, „lajki”. Było ich w krótkim czasie  kilka tysięcy, zdjęcie znalazło się więc na pierwszej stronie. Wtedy ta koleżanka stwierdziła, że powinienem „iść na modela”. Wysłałem zgłoszenie do jednej z agencji. Nie odpisywali. „Trudno, nie nadaje się” stwierdziłem i po prostu odpuściłem. W końcu napisał do mnie fotograf z Warszawy i zrobił mi sesję zdjęciową. Moja znajoma rozesłała zdjęcia do kilku agencji, jedna odpisała, dostałem kontrakt i po trzech dniach poleciałem do Mediolanu. Byłem tam krótko, ponieważ okazało się, ze jestem za niski. Potem przez rok prawie nic się nie działo i zmieniłem agencje na Panda Models, po czym zaczęły się kontrakty, wyjazdy, zdjęcia.

- W czasie wyjazdu do Mediolanu byłeś jeszcze nieletni.  Jaki był stosunek rodziców do twojego wyboru?
- Miałem wtedy 16 lat. Rodzice na pewno mieli obawy, ale uznali, że mam swoje życie, a jeśli  jest j taka okazja, to szkoda  by było ją zmarnować.  Na ten pierwszy wyjazd musieli podpisać zgodę, leciałem sam. Dostałem bilet, mapkę, adresy i musiałem radzić sobie dalej sam. Byłem trochę przerażony, ale nie było źle.

- Wyjazdy zapewne kolidowały z nauką w szkole?
- Trochę tak, ale maturę udało mi się zdać  w terminie, chociaż miałem mały problem. Trafił mi się wyjazd i przyleciałem z Nowego Jorku dwa dni przed  rozpoczęciem się egzaminów. Na szczęście zdążyłem podejść do wszystkich egzaminów w przerwie miedzy kolejnymi kontraktami. Jako uczeń nie mogłem być  modelem cały czas, przysyłano mi jakieś zlecenia, a ja się na nie godziłem albo odrzucałem. Jak skończyłem szkołę, to korzystałem z większości kontraktów i leciałem w dane miejsce,   na pokazy czy sesję zdjęciową.  W tym zawodzie ważna jest dyspozycyjność, ktoś dzwoni  z propozycją wyjazdu i  z dnia na dzień po potwierdzeniu ma się bilet i trzeba lecieć.  Inne plany trzeba wtedy nagle trzeba zmieniać.

- Praca w tej branży to niepowtarzalna szansa zwiedzania świata…
- Tak, w wieku 18 lat zwiedziłem Mediolan, Paryż, Nowy Jork, Londyn, potem Chiny. Poza tym teraz płynnie posługuję się angielskim, którego naukę rozpocząłem właściwie dopiero w liceum. Nauczyłem się radzić w wielu sytuacjach.

- Jakie są stosunki międzyludzkie w branży modowej? Wyścig szczurów?
- Wbrew ogólnym przeświadczeniom – nie. Sam myślałem na początku, że będzie jakieś podgryzanie, konkurencja, ale nie. Ludzie są życzliwi, uśmiechnięci.  Można liczyć na wsparcie. Owszem, jest jakaś rywalizacja, szczególnie na castingach, ale nie narzekam na atmosferę. Towarzystwo jest międzynarodowe, ale jest też sporo Polaków.

- Gdzie najczęściej pracujesz?
- W Paryżu, stolicy mody. Przebywałem tam pięciokrotnie. Właśnie wróciłem z tegorocznego fashion week'a.
 
- Jak jest specyfika twojej pracy?
- Biorę udział w pokazach mody i nie tylko. W świecie mody są dwa główne tygodnie mody: wiosna/lato i jesień/zima, które odbywają sie miedzy innymi w Paryżu, Londynie, Mediolanie, Nowym Jorku. Agencje ściągają swoich modeli tydzień wcześniej na castingi. Wtedy na castingach wybierani  są modele, którzy pójdą w danym pokazie. Oczywiście wcześniej casting - dyrektorzy dostają zdjęcia modeli i wybierają tych, którzy pasują do kolekcji i danego sezonu. Później trzeba przejść przez kolejne „sito” – 15 castingów codziennie przez tydzień dla wszystkich projektantów. Dalszy etap to przymiarki, poprawki, a na końcu jest pokaz. Trwa to około miesiąca. Oprócz fashion week'ow trafiają się kontrakty w rożnych miejscach na świecie np. Chiny, Japonia, Taiwan, Izrael, Turcja, Hiszpania. W Chinach byłem trzy miesiące, chcieli mnie tam jeszcze raz,   ale zrezygnowałem. Ciężko przywyknąć do tamtejszego klimatu, azjatycka kuchnia, duże temperatury i wilgotność, smog. Kupno chleba graniczyło z cudem. Tęskni się za Polską.
Uczestniczę też w castingach do sesji zdjęciowych. Moje zdjęcia ukazały się w kilku magazynach miedzy innymi w polskich: „Logo”, „Fashion magazine”, „Label magazine”. Na zdjęciach nam, modelom, zależy również z tego względu, że są one dla nas reklamą, i mamy materiał dla klientów w „książce”.

- Które marki reklamowałeś?
- Myślę, że moim największym sukcesem była dwukrotna praca dla Calvin Kleina. Oprócz tego pracowałem dla projektantów i marek takich jak: Moschino, Kris Van Ashe, Philip Lim, Diesel.

- Jak twoja praca wygląda od strony organizacyjnej?
- Jeżeli chodzi o wyjazdy za granicę to o wszystko troszczy się agencja: kupuje bilety, opłaca mieszkanie, daje kieszonkowe no i zabiera sobie prowizję. Z tego powstaje dług na koncie, który musimy spłacić pracując, a dopiero potem pracuje się na własne konto. Agencjom zależy na nas, bo dzięki nam zarabiają. Mam swoją agencję - matkę w Warszawie, moimi agentami są Karolina i Łukasz. Oni kontaktują mnie oraz negocjują z agencjami w wielu miastach świata. Najłatwiej  o kontrakt w Azji. To jest największy rynek świata. W Europie model pracuje raz na jakiś czas, a w Chinach można codziennie, od 8 do 18.  Katalogi, magazyny, przymierzanie tysiąca par butów, tysiąca koszulek. Jest się manekinem obracającym się dookoła. Można zarobić. Pracy jest dużo. Ale też można szybko wypaść, w zależności od modowych trendów – jednego roku bardziej potrzebni są modele szczuplejsi, innego tężsi. Może być tak, że pól roku nic się nie kręci i nagle propozycje sypią się jak z rękawa.

- Jesteś młodym, atrakcyjnym i sympatycznym człowiekiem, wysportowanym i otwartym. Na pewno te cechy są ważne. Co jeszcze jest potrzebne, żeby osiągnąć sukces w branży?
- Cierpliwość. Szybko zrozumiałem, że to jest bardzo potrzebne. O tym od razu na początku mówiono mi w agencji. Gdybym nie był cierpliwy, to już dawno podziękowałbym i poszedł na studia, bo naprawdę czasami ma się dosyć oczekiwania na propozycje i  takiej niepewności. 

- Jakie masz plany na dalszą przyszłość, bo wiadomo, w tej branży można pracować kilka lat?
-To kobiety. Faceci mają lepiej, bo mogą trochę dłużej. Tak naprawdę męski modeling zaczyna się od 24-25 roku życia.

- Czyli ładnych kilka lat pracy przed tobą?
- Zobaczymy, jak się nie poddam. Chciałbym jeszcze trochę zarobić, pozwiedzać świat, ale pójście na studia też mam w planach.

- Jakie masz najbliższe plany zawodowe?
- Na początku sierpnia prawdopodobnie wyjeżdżam do Turcji. Jeszcze tam nie byłem. Podobno jestem dobry na tamten rynek, ale to się dopiero okaże. W planach mam jeszcze Tokio, Londyn i Hiszpanię. Tak naprawdę nie da się zaplanować życia w tym zawodzie, bo zależy to od wielu ludzi, jest się trybikiem w wielkiej  maszynie. Jeśli spodobam się w jakimś miejscu, to muszę tam lecieć, nawet jeśli totalnie mi się nie chce.

- Często bywasz w domu, w Sokołowie?
- W przerwach między kontraktami, teraz przyjechałem na cały lipiec. Pomagam rodzicom, dziadkom. Wyjeżdżałem ze znajomymi nad morze na festiwal. Mam cały czas bliskie kontakty z przyjaciółmi stąd.

- Jak już jesteśmy na tym naszym sokołowskim podwórku, to czy w dalekim świecie udaje ci się jakoś rozsławiać imię rodzinnego miasta?
- O tak, chociażby kabanosami z Sokołowa. Bardzo wszystkim smakują, szczególnie w Azji, gdzie kuchnia tak bardzo różni się od polskiej.

- Czy pomogłeś  komuś w podążaniu twoimi szlakami?
- Tak, dwie osoby dzięki mojej pomocy dostały się do agencji. Na dalsze ich losy nie mam wpływu.

-  Jakie masz zainteresowania pozazawodowe?
- Muzyka. Kiedyś uczyłem się grać na gitarze, teraz myślę, żeby do tego powrócić. Na codzień towarzyszy mi sport, trenuje juz od czasów gimnazjum, gdzie miałem niezłe osiągi w bieganiu. Teraz jest to głównie jest to siłownia. Interesuję się również motoryzacją, szczególnie starymi samochodami, marzę o tym, żeby kupić kiedyś starego klasyka, odrestaurować na swoje potrzeby i podróżować po świecie, ale na razie nie mam na to czasu.

-  Życzę ci sukcesów i realizacji wszystkich planów.  Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jadwiga Ostromecka

fot. www.pandamodels.pl

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe