17
2020
2015-07-10

Znani? Nieznani? - Stąd


Marek Jezierski urodził się w Sokołowie, tutaj w 1989 roku zdał maturę. Od wielu lat w sobotni poranek prowadzi najstarszy i najbardziej znany program ogrodniczy w TVP 1 - „Rok w Ogrodzie”. Jednak to nie jedyny jego dorobek w TVP. 

- Kiedy i gdzie rozpoczęła się pana „przygoda z ogrodem”?
- Trudno jednoznacznie opowiedzieć kiedy i gdzie złapałem ogrodniczego bakcyla. Zaczęło się już w dzieciństwie, a zadecydowały o tym chyba geny - moi rodzice są po studiach biologicznych (SGGW w Warszawie), więc rolnictwo i ogrodnictwo było obecne wokół mnie od najmłodszych lat. Poza tym wakacje na wsi, w gospodarstwie u dziadków, gdzie wkoło było pełno roślin, kontakt z przyrodą – między innymi to wszystko miało wpływ na to czym się teraz zajmuję. Oczywiście również szkoła i nauczyciele, którzy trochę chyba mnie popchnęli 
w tym kierunku.

- Co zostało w pamięci ze szkolnych lat w Sokołowie?
- Szkoła to fantastyczni ludzie. Moja podstawówka – „Dwójka” to przede wszystkim niesamowici nauczyciele i fajna paczka ludzi, którzy teraz rozpierzchli się trochę po Polsce i świecie. Patrząc z perspektywy, generalnie miałem w życiu szczęście do ludzi. Nauczyciele z „Dwójki” z wychowawczynią p. Grażyną Tomczuk na czele, następnie sławna „dwójkowa” matematyczka – p. Krystyna Gumaniuk, która dawała nam nieźle popalić, ale dzięki temu coś nam z matematyki w głowach zostało. Moja „dwójkowa” nauczycielka od biologii i chemii – p. Jadwiga Stefaniuk, która także motywowała mnie, bym poszedł do liceum do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. 
W sumie fajne czasy i jak teraz wszedłem na stronę SP 2 to wśród pracujących tam nauczycieli oprócz np. moich przyjaciół z liceum zauważyłem jeszcze jedno znajome mi nazwisko - pan Andrzej Krysiak - to także mój nauczyciel, od techniki! 

- Czy wspomnienia z czasów licealnych są równie miłe?
- Liceum wtedy jeszcze mieściło się przy ul. Kupientyńskiej. Rewelacyjna klasa i fantastyczni ludzie, z którymi spotykamy się do dzisiaj. Nasza wychowawczyni - prof. Barbara Wrzosek, następnie niesamowita „biologiczka” – historia tej szkoły, prof. Janina Rozbicka, bardziej znana jako „Roza”, prof. Milena Gryglas, dzięki której nie traciłem czasu na naukę chemii na studiach, prof. Władysław Piecyk, który zmuszał nas do pisania, pisania i jeszcze raz pisania - recenzje, rozprawki, felietony. To naprawdę była  dobra szkoła. Oczywiście oprócz nauki mieliśmy czas na pasje, hobby, spotkania, imprezy. Zawsze dużo czasu poświęcałem na sport. Zarówno w podstawówce dzięki Ryszardowi Zalewskiemu, jak i w LO miałem szansę bawić się w sport. Za moich czasów w liceum powstawała silna sekcja koszykówki prowadzona przez Grzegorza Kobylińskiego. To były niesamowite czasy - treningi, wyjazdy, obozy, mecze i wspaniała grupa ludzi. Dzisiaj to już szacowni lekarze, menedżerowie, urzędnicy itp. ale jak gdzieś się spotykamy, to zawsze wspominamy tamte czasy. I jest w tym dużo prawdy, że sport kształtuje charakter, uczy funkcjonowania w grupie – tego, co później naprawdę przydaje się w dorosłym życiu. A przyjaźnie z tamtych czasów pozostają do dzisiaj, chociaż mamy może coraz mniej czasu, by się spotkać. Szkoda - chyba czas to zmienić.
 
- Po maturze decyzja o studiach…
- Studia to wcale nie był łatwy wybór. Sport tak mnie wciągnął, że niewiele brakowało, bardzo niewiele a wylądowałbym na AWF-ie. W sumie wyszło tak, że kontynuowałem rodzinne tradycje na SGGW. Wybrałem kierunek biologiczny - czyli to co lubiłem, po mocnej chemii i biologii. W sumie studia to był bardzo przyjemny okres. Przyjemny, bo to już na studiach zacząłem zajmować się tym, co robię do tej pory. Na trzecim roku rozpocząłem pracę w telewizji. 
 
- Jak do tego doszło? 
- W sumie to był przypadek. Przechodząc koło dziekanatu i uzupełniając informacje na tablicy swojego roku, zauważyłem małe ogłoszenie, że TVP poszukuje współpracowników. Pomyślałem: „Ok., pójdę, zobaczę czego oczekują. Może być ciekawie, kolejne doświadczenia”. Umówiłem się na spotkanie. Dzisiaj można je nazwać rozmową rekrutacyjną a raczej castingiem. Pytanie o studia, znajomość branży, fachowe zagadnienia z biologii czy produkcji żywności - jakoś sobie poradziłem. Musiałem jeszcze napisać dwa czy trzy teksty. Tu przydało się to, co wyniosłem ze szkoły. - Masz „lekkie pióro” - powiedziała moja przyszła szefowa. I tak się zaczęło, a trwa do dzisiaj - już 22 lata. 
 
- W telewizyjnej Jedynce prowadzi pan „Rok w ogrodzie”, program uwielbiany nie tylko przez działkowców… 
- „Rok w ogrodzie” to program, który realizuję od początku mojej zabawy 
z telewizją. To najstarszy program ogrodniczy w polskich mediach - 5 września stuknie nam 23 lata na antenie! I co ważne, cały czas chcemy robić go dalej. Jeszcze nas to kręci. Program się zmieniał. Na początku nie było prowadzących, były felietony czytane przez lektora lub tzw. „setki” czyli wypowiedzi. Ale doszliśmy do wniosku, że zaczynamy robić inaczej, zaczynamy pokazywać, że ogród jest zabawą, że to rewelacyjny sposób na relaks. Pojawili się prowadzący i tę formułę, choć cały czas lekko zmienianą, utrzymujemy do dzisiaj.

- Czy telewizja to dla pana tylko „Rok w ogrodzie”? 
- Nie. „Rok w ogrodzie”   jest programem tzw. montażowym, czyli nagrywamy materiały, montujemy i odcinek jest w sobotę rano. Robiłem reportaże, filmy dokumentalne, ale największym wyzwaniem jest telewizja na żywo. Przygotowywanie czy prowadzenie takich programów to największa adrenalina. Świadomość, że na żywo ogląda cię około 2 miliony ludzi powoduje dreszczyk emocji. Pracowałem i pracuję nadal przy tzw. programach śniadaniowych. „Kawa czy herbata” – pierwszy w Polsce tzw. morning show to była dobra szkoła telewizji. Szkoda, że już nie ma tego programu. Poranny, sobotni „Dzień dobry w sobotę” to kolejny telewizyjny projekt, który tworzę do tej pory. Na wakacje robimy małą przerwę, ale wracamy jesienią, a dokładnie 
15 sierpnia wydaniem specjalnym z aukcji koni arabskich w Janowie Podlaskim. 

- Te inne programy są na pewno większym wyzwaniem. Wróćmy jednak do „Roku w ogrodzie”. Program ma w Sokołowie tak jak i w kraju wielu fanów, również z racji osoby prowadzącej … 
- Na pewno „Rok w ogrodzie” daje dużo satysfakcji, Program jest bardzo silną pozycją sobotniej Jedynki. Cieszy także to, że gdy jesteśmy gdzieś w Polsce, ludzie są bardzo życzliwi i chętnie otwierają bramy swoich ogrodów, by nam je pokazać. „Rok w ogrodzie „ to typowy program poradnikowy. Naszym założeniem jest to pokazywać to, co osoba z drugiej strony szklanego ekranu może sobie sama zrobić po obejrzeniu programu. Podpowiadamy, co i jak robić, na co zwracać uwagę i jeszcze najważniejsze - jak czerpać z tego przyjemność. 
 
- To twórcom programu niewątpliwie się udaje. Co jeszcze jest pana pasją? Co jeszcze uważa pan za swój sukces i powód do radości? 
- Pasją jest oczywiście praca. I to chyba największe szczęście, gdy można połączyć jedno z drugim. Mi się to udało. Pasją jest także sport – czyli to, co zaszczepiono we mnie w szkole. Uwielbiam wszelką aktywność. Rower, narty, windsurfing, koszykówka, którą bawię się do tej pory. Uwielbiam kontakt z przyrodą. Nie lubię dużego miasta. Warszawa trochę mnie męczy, ale tutaj żyję i pracuję. Natomiast wypoczywam najlepiej gdzieś poza nią. W lesie, w górach, nad wodą, krótko mówiąc - aktywnie.
 
- Czy w życiu zawodowym jest pan spełniony?
- Mam nadzieję, że nie, że jeszcze wiele przede mną. Głowę mam pełną pomysłów, tylko czasu trochę brakuje. Oprócz telewizji prowadzę firmę, która zajmuje się  produkcją materiałów telewizyjnych, reklamowych,  do Internetu, organizacją eventów itp., piszę do prasy, Internetu itp. Cały czas obracam się wokół mediów. Od trzech lat  zawsze wiosną prowadzimy projekt „Ogród marzeń”. Jeździmy po Polsce i zarażamy zabawą w ogród. Krótko mówiąc, na nudę w życiu nie mogę narzekać.
 
- Czy często bywa pan w rodzinnym mieście?
- Na pewno za rzadko, chociaż staram się bywać jak najczęściej. Tutaj mieszkają moi rodzice, brat 
z rodziną i inni członkowie rodziny, tutaj mam wielu przyjaciół i znajomych z czasów szkolnych. 
 
- 11 maja gościł pan na spotkaniu Sokołowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Odbyło się ono w nietypowym dla SUTW miejscu - w ogrodzie działkowym i jest bardzo mile wspominane przez jego uczestników… 
- To, o czym mówiłem podczas tego spotkania to taka namiastka zarażania zabawą w ogród. Staram się przekonywać, że to naprawdę jest fajne. Bardzo lubię kontakt z ludźmi i okazuje się, że to, co opowiadam, nie jest nudne. Nie zdarzyło się, by ktoś przysnął. Zawsze na tego typu spotkaniach jest pełno pytań i zawsze za mało czasu, by na nie odpowiedzieć. Może będzie kolejna okazja? 
 
- Na pewno z radością słuchacze skorzystają z takiej możliwości. A nasz tygodnik na pewno zda relację z tego spotkania. Co powiedziałby pan czytelnikom Wieści Sokołowskich? 
- Pamiętajcie, by realizować swoje marzenia i stawiać sobie kolejne wyzwania. Jednocześnie warto pamiętać także o tych, którzy gdzieś, kiedyś trochę nam w tym pomogli… 

- A jakie są pana najbliższe plany i marzenia?
- W wakacje przede mną trochę pisania. Wydawnictwo przekonało mnie jednak, by napisać książkę o tym, jak bawić się w ogród na balkonie i tarasie, jak czerpać przyjemność z ogrodnictwa, nie będąc właścicielem ogrodu. Także czeka mnie pracowity okres, gdyż premiera ma być podczas wiosennych targów „Gardenia” w Poznaniu. Poza tym sporo pracy związanej z telewizją - „rodzą się” nowe pomysły. A marzenia ….. marzę, by mieć wreszcie trochę czasu, żeby pozwiedzać Polskę i Europę motocyklem. 
 
- Życzę więc powodzenia w ich realizacji i dziękuję za rozmowę. 

ROZMAWIAŁA JADWIGA OSTROMECKA

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe