17
2020
2010-10-24

Z czysto ludzkich pobudek


Izraelski Instytut Yad Vashem od lat 60. przyznaje tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Wśród mieszkańców Sokołowa Podlaskiego i ludzi związanych z  miastem również jest kilka osób uhonorowanych tym tytułem.

Pierwszą osobą, związaną z Sokołowem, która została odznaczona tym medalem był Kazimierz Miłobędzki. Od maja 1938 r. pracował w Sądzie Grodzkim jako praktykant. Po wybuchu wojny i kilkusetkilometrowej tułaczce próbował wrócić do pracy. - Zgłosiłem się do Sądu Grodzkiego w Warszawie, lecz jako najmłodszy pracownik nie zostałem zatrudniony – wspominał. - Otrzymałem tylko dokument, że pracuję w sądzie jako protokolant.

Pracowali w Sokołowie
Rodzina Kasprzaków – Roman, Stanisława oraz ich czworo dzieci, pochodziła z Wielkopolski. Wkrótce po wybuchu wojny zostali przesiedleni do Sokołowa. Zamieszkali tu w jednym pokoju. W marcu 1940 r. córka Kasprzaków, Zofia, rozpoczęła pracę w ciastkarni przy ul. Pięknej. Ciastka do sklepu dostarczała rodzina Skowrońskich z sokołowskiego getta. Skowrońscy pochodzili z Poznania. Po wybuchu wojny przenieśli się do Warszawy, a później do Sokołowa. Latem 1941 r. wyjechali z miasta, a córkę – Ruth, ukryli u mieszkańców jednej z pobliskich wsi.
W kwietniu 1941 r. do Sokołowa wrócił Kazimierz Miłobędzki. Pracował jako administrator rejonu w Komisarycznym Zarządzie Zabezpieczonych Nieruchomości. Do jego biura były dwa wejścia: jedno od strony getta, drugie od ul. Długiej. Żydzi, właściciele domów, płacili tu czynsz. Pracowało tu też dwoje Żydów: goniec Perec Bocian i nastoletnia Gołda Hochberg. – Znałem ich od dzieciństwa, ponieważ ojciec Gołdy prowadził warsztat naprawy rowerów, a ojciec Pereca zajmował się handlem – mówił. – Ponieważ miałem przepustkę do getta, mogłem swobodnie poruszać się po mieście i jeszcze prowadzić ze sobą pięciu Żydów. W getcie była straszna nędza, ludzie chorowali na tyfus plamisty i mieli wszy. Podobne getta powstały w Sterdyni i Kosowie. Była też grupa robocza we wsi Czerkwisko, którą przeniesiono do Szczeglacina, gdzie pracowała przy regulacji rzeki Kołodziejki.
Kazimierz Miłobędzki woził członkom tej grupy jedzenie, a nawet pościel i bieliznę.

Z fałszywymi papierami
Jeszcze przed likwidacją getta z Miłobędzkim skontaktował się lekarz Holcer, który prosił o załatwienie wyjazdu jego kuzynki do Niemiec na roboty. - Mając dobre układy w Urzędzie Pracy, sprawę załatwiłem. Ta kobieta miała polską Kenkartę na nazwisko „Korczak”. Imienia nie pamiętam. Osoby tej w ogóle nie znałem, nie była ona mieszkanką Sokołowa. Odwiozłem ją do Warszawy, do obozu przejściowego na ul. Skaryszewską, gdzie był punkt zborny. Prawdopodobnie przeżyła. Gdyby zdradziła się, to Niemcy potrafiliby zmusić ją do podania, kto jej załatwił wyjazd.
W lipcu 1941r. Zofia Kasprzak dowiedziała się, że gospodarze odstawili małą Ruth z powrotem do getta. Dziewczynka była tam sama. Kasprzakowie wzięli Ruth do siebie. Przez cały okres pobytu w ich domu nie mogła wychodzić na dwór. Nazywano ją Krysią.

Likwidacja getta
Sokołowskie getto zlikwidowano 30 września 1942 r. Tego dnia Żydzi obchodzić mieli jedno z największych świąt – Jom Kippur (Dzień Pojednania). 10-letni wówczas Aaron Elster z ojcem i 6-letnią siostrzyczką, Sarą, schowali się w kryjówce w ich domu. Były tu też inne osoby, m.in. matka z dzieckiem. „Starsi nalegają, by uspokoiła zanoszące się płaczem dziecko, bojąc się, że gestapo nas znajdzie i wszyscy zostaniemy zamordowani (...). Oszalała matka kładzie dłoń na ustach i nosie córki, zaciskając je. Nogi dziecka zaczynają gwałtownie młócić i kopać, aż przestają się ruszać. Cisza zalega pokój, gdy dziecko chwyta ostatni oddech i nagle wiotczeje. Łzy wypełniają mi oczy i natychmiast zastanawiam się, czy moja matka zrobiłaby mi to samo” – wspomina Elster w swojej książce „I still see her haunting eyes” („Wciąż widzę jej natarczywe spojrzenie”).
Likwidację getta pamiętał również Kazimierz Miłobędzki. - Początkowo spędzono do magazynu przy ul. Pięknej ludzi zebranych w pierwszym rzucie, których następnie wyprowadzono, ustawiono nad wykopanym grobem i rozstrzelano. Pozostałych ustawiono w kolumny i prowadzono do dworca kolejowego, gdzie były podstawione wagony do Treblinki.
Na rynku znalazł się również Aaron, jego ojciec i mała Sara. Ich kryjówkę odkryli Niemcy. „Łzy wypełniają jej oczy, na twarzy widzę przerażenie i panikę – wspomina Elster swoją siostrę. – Patrzy na mnie, jakbym mógł coś zrobić... cokolwiek”.
To właśnie ten widok, pełne smutku oczy małej siostrzyczki, będzie towarzyszył Aaronowi przez następne lata. Wtedy właśnie widzieli się po raz ostatni. Ojciec kazał mu uciec i iść do domu, w którym ukrywała się jego starsza siostra, Irena. Gdy chłopiec wydostał się z rynku, chciał jak najszybciej odnaleźć matkę. Ta odesłała go do polskiej rodziny, u której znajdowała się Irena. Aaron miał do niej żal, że nie pozwoliła mu zostać ze sobą. Mimo to postąpił tak, jak chciała matka. Franciszka i Hipolit Górscy ukrywali go na strychu przez dwa lata.

Miała szczęście
- Po kilku dniach od likwidacji getta przyszła do mnie moja pracowniczka Gołda Hochberg oraz policjant żydowski Rubin Figowy – wspominał Kazimierz Miłobędzki. - Chcieli pojechać do Szczeglacina, żeby zobaczyć co dziej się z grupą, w której były ich rodziny. Ojciec mój zaprzągł konia do bryczki i pojechali. Gdy dojechali do Skrzeszewa, z oddali zauważyli kolumnę samochodów niemieckich. Ojciec natychmiast skręcił w najbliższe podwórze i tam udawał, że rozprzęga konia, a pasażerowie schowali się. W przejeżdżającej kolumnie zobaczyli narzędzia - szpadle, łopaty, kilofy i z tego wysnuli wniosek, że kolumna robocza w Szczeglacinie została zlikwidowana. Rubin Figowy miał gdzieś zapewnione schronienie, zresztą była jeszcze grupa w Sokołowie, która porządkowała getto.
Dzięki pomocy koleżanek z Urzędu Pracy, Miłobędzki załatwił wysłanie Gołdy Hochberg (pod nazwiskiem Franciszki Drewicz) na roboty do Niemiec. Prawdopodobnie pracowała w fabryce amunicji w Berlinie. Kolejną uratowaną osobą była Perla Morgenstern (wnuczka sokołowskiego rabina), która przyjaźniła się z żoną Jana Wrotnowskiego, sekretarza gminy Korczew. Perla należała do grupy roboczej w Szczeglacinie i od czasu do czasu odwiedzała swoją koleżankę. Pewnego razy zasiedziała się i przenocowała u Wrotnowskich. To uratowało jej życie, bo następnego dnia wymordowano całą grupę robotników ze Szczeglacina. Perla również wyjechała do Niemiec na roboty. Ukrywała się pod nazwiskiem Genowefa Głowacka.

Powojenne losy
W 1943 r. Kasprzakowie otrzymali anonim. Nadawca radził im „pozbyć się niepotrzebnego mebla”. Podejrzewali, że mógł to zrobić znajomy polski policjant, który wraz z żoną, jako jedyny, odwiedzał ich w domu. Mimo iż Ruth miała już wtedy fałszywą polską metrykę, zrozumieli, że nie mogą zostać w Sokołowie. Hanna Skowrońska pracowała wtedy jako pomoc domowa w Warszawie. Jej męża kilka miesięcy wcześniej zastrzeliło gestapo. Kobiecie udało się załatwić pokój dla Kasprzaków w Warszawie, później w Skolimowie oraz Konstancinie.
Z rodziny Skowrońskich wojnę przetrwała tylko matka Ruth. Obie wyjechały do Kalisza, później do Francji, a w 1949 r. do Izraela. Kasprzakowie wrócili do rodzinnej miejscowości – Rogoźna Wielkopolskiego.
„Mijają dni i ostatni ocaleni wracają do miasta – wspomina ten powojenny okres Aaron Elster. – Z całej 5-tysięcznej żydowskiej populacji, która zamieszkiwała Sokołów, przeżyło tylko 29 osób! Tylko dwoje dzieci przetrwało na własna rękę okropieństwa wojny, moja siostra Irena i ja”. Wkrótce Aaron trafił do sierocińca w Łodzi, obozu dla uchodźców w Niemczech, a w końcu wyemigrował do USA. Tam mieszka do dziś. Prowadzi wykłady w amerykańskich szkołach, opowiadając swoją historię o Zagładzie.
Po wojnie do Sokołowa wróciły Gołda Hochberg i Perla Morgenstern, która wyszła za mąż za siedleckiego rabina. Jej obecne nazwisko to Newman. Obie wyjechały do USA.

Sokołowscy Sprawiedliwi
Dołączenie do grona Sprawiedliwych nie jest proste. Medal ten jest najwyższym izraelskim odznaczeniem cywilnym nadawanym ludziom, którzy w czasie wojny skutecznie ratowali Żydów, narażając się na niebezpieczeństwo.
Tytuł Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata Kazimierzowi Miłobędzkiemu przyznano w 1999 r. Rodzina Kasprzaków otrzymała medal w 2009 r. Krewni Franciszki i Hipolita Górskich odbiorą odznaczenie w Sokołowie w czerwcu 2010 r.
KATARZYNA MARKUSZ
FOT. ARCHIWUM - NA ZDJĘCIU KAZIMIERZ MIŁOBĘDZKI (1919-2007)

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe