15
2020
2012-06-06

Wyjątkowe spotkanie z historią


Wizyta wyjątkowych gości w naszym mieście rozpoczęła się od zwiedzania. Zobaczyli oni stary cmentarz żydowski, miejsce, w którym stała kiedyś synagoga oraz dom rabina Morgensterna. Później przyszła kolej na spotkanie z uczniami. Gości przywitała dyrektor szkoły Zofia Steć. Wiesława Kwiek, która uczy w SP1 języka polskiego, była jednym z organizatorów tego spotkania. Na wstępie opowiedziała ona o sokołowskich Żydach i ich życiu w mieście. Uczniowie przed spotkaniem oglądali fragmenty filmu "Korczak" oraz zapoznali się z książkami napisanymi przez Batszewę Dagan.

 

Wybuch wojny

Batszewa Dagan urodziła się w 1926 roku w Łodzi jako Izabella Rubinstein. Jest byłą więźniarką KL Auschwitz-Birkenau i KL Ravensbruck. Po wojnie wyemigrowała do Izraela, gdzie mieszka do dziś. Zajmuje się nauczaniem o Holokauście. Prowadzi zajęcia dla nauczycieli, młodzieży oraz dzieci. - Miałam trzy siostry i pięciu braci - wspomina. - Kiedy wybuchła wojna naziści ogłosili, że nie będzie szkół i nauki dla dzieci żydowskich. Gdy w Łodzi utworzono getto mój ojciec nie chciał, abyśmy tam zamieszkali. Łódź stała się częścią Trzeciej Rzeszy. Moje starsze rodzeństwo uciekło. Wyjechaliśmy więc do Radomia. Tutaj też chcieliśmy się uczyć, ale nie było takiej możliwości. Zbuntowaliśmy się więc i postanowiliśmy uczyć się potajemnie w prywatnych mieszkaniach w getcie. Gdy w pobliżu przechodzili żołnierze chowaliśmy zeszyty i książki.

 

Pożegnanie z rodzicami

Życie w radomskim getcie również nie należało do łatwych. Podobnie jak w wielu innych gettach i tutaj toczyła się codzienna walka o przetrwanie. Dzieci miały w niej najmniejsze szanse. - W łóżku nie można było spać wzdłuż tylko wszerz - mówi Batszewa Dagan. - Nogi dyndały w powietrzu, bo nie było miejsca dla wszystkich. Ciągle stało się w kolejce do ubikacji albo do kuchni. Jedzenie było na kartki. Kto nie miał kartek, ten nie miał nic do jedzenia. Żyliśmy ze strachem, że może następnego dnia nas zabiją. Nikt nie miał doświadczenia z takim życiem. Nie rozumieliśmy, jak można tak gnębić ludzi. Nie mieliśmy lidera, który bym na pokazał drogę, powiedział jak to przeżyć.

W czasie gdy funkcjonowały getta wśród ich mieszkańców pojawiło się słowo "akcja". Oznaczało ono tzw. przesiedlenia, które kończyły się najczęściej śmiercią. W Radomiu akcja rozpoczęła się w nocy z 4 na 5 sierpnia 1942 roku. - Wydano rozkaz, aby zebrać się w jednym miejscu. Nastąpiła selekcja. Wybierano, kto ma żyć, a kto ma iść na śmierć. Młodych ustawiono po jednej stronie, a starszych po drugiej. I to było moje pożegnanie z rodzicami. Nie wiedziałam co się z nimi później stało. Ja byłam wtedy młoda i chciałam żyć. Na aryjskich papierach uciekłam do Niemiec, bo oni tam nie potrafili rozróżnić, kto jest Żydem, a kto nie. Miałam książeczkę do nabożeństwa, znałam modlitwy, żyłam jako aryjka. Pracowałam u nazistowskiej rodziny i codziennie rano odkurzałam portret Hitlera.

 

Chciałyśmy przeżyć

Ktoś jednak w końcu domyślił się, że młoda pracownica z Polski nie jest tą, za którą się podaje. Batszewa została aresztowana przez gestapo. W Niemczech siedziała w sześciu więzieniach. W końcu trafiła do Auschwitz. W obozie spędziła dwadzieścia miesięcy. - Każda sekunda naładowana była strachem. Nie wiedziałam, czy ja to przeżyję, czy nie. Pracowałam w czterech komandach. W komandzie Kanada, gdzie sortowałam ubrania i przedmioty pozostawione przez więźniów, zastanawiałam się na tym, kto te rzeczy nosił, kto się nimi cieszył. Przez wiele lat głodowałam i dlatego dziś szanuję chleb. Dziś wciąż są na świecie ludzie głodni i dlatego nie wolno nam lekceważyć chleba.

Będąc z Auschwitz Batszewa nauczyła się francuskiego od Belgijki, którą poznała w obozie. Uczyła się również na pamięć wierszy, które pisali inni więźniowie. Opublikowała je później w jednej ze swoich książek.

Książki Batszewy Dagan mogą służyć nauczycielom i rodzicom do uczenia dzieci na temat Holokaustu. - Na ręce mam wytatuowany numer. Moi uczniowie często mnie o niego pytali. Stąd też wziął się pomysł na pisanie dla nich książek. Bo my, będąc w obozie, chciałyśmy przeżyć, aby światu opowiedzieć o tym, co nas spotkało. Przecież inaczej nikt by w to nie uwierzył. I tak zdarzają się dziś ludzie, którzy w to nie wierzą.

 

Katarzyna Markusz

« wróć | komentarze [4]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Michał.Nie zadzieraj.

icek
2012-06-10 11:43:30

Żydzi to obecnie największy agresor na świecie.Widocznie nic ich cierpienia nie nauczyły.To bardzo zła nacja.

Michał
2012-06-09 14:37:28

Uważam,że nie należy młodzieży straszyć II wojną światową i zagładą żydów. To już głęboka historia i dziś nieprzyjmowana przez pokolenie III RP.

Matylda z Kosowa
2012-06-07 19:27:34

Co za bzdury."Opowiedziała o życiu sokołowskich żydów",a nie mieszkała w Sokołowie Podlaskim. Kto pozwala na opowiadanie ludziom takich bredni.

jarosz
2012-06-07 19:18:01
Strona 1/1






Dane kontaktowe