18
2019
2012-03-02

Wyjątkowe ostatki na Podlasiu


Ostatniego dnia karnawału, tuż przed środą popielcową, do Sokołowskiego Ośrodka Kultury przybyło wielu gości chcących podziwiać tańce Sokołowian i przypomnieć sobie dawne zwyczaje. Nikt z pewnością się nie zawiódł, bo na scenie królowała dobra zabawa, do której zapraszali nie tylko młodzi tancerze, ale i ich rodzice. Ci ostatni tego wieczoru debiutowali na deskach SOK. - Nie tylko w Polsce ten ostatni dzień karnawału obchodzony jest hucznie - przypomina dyrektor SOK, Maria Koc. - W telewizji możemy obserwować, jak te ostatnie dni karnawału świętowane są w Brazylii lub Wenecji. Tamte karnawały są najbardziej znane na świecie i tam ściągają turyści z wielu krajów.

 

Ostatnie dni

Ale i nasze tradycje dotyczące karnawału są bardzo bogate. - To ostatnie dni przed czterdziestodniowym postem, przed czasem kiedy trzeba się umartwiać, odmawiać sobie różnych potraw. To ostatnie dni, kiedy można swawolić wśród tańca, muzyki, śpiewu i dobrego jadła - mówi Maria Koc. - W naszej kulturze, w każdej sferze społecznej w te ostatnie dni karnawału bawiono się na różne sposoby. Szlachta oczywiście urządzała kuligi. Jak zaczynał się kulig w jednym dworze to trwał nawet tydzień. Towarzystwo za pomocą sani przemieszczało się z miejsca do miejsca. W kolejnych dworach jedli wszystko, co było do zjedzenia, pili wszystko, co było do picia, po czym zabierali gospodarza na sanie i jechali dalej. Niektórzy byli zadowoleni z takich gości, inni niezbyt, bo ciężko było później uzupełnić zapasy w spiżarni. W kulturze ludowej przez te ostatnie dni karnawału również intensywnie się bawiono. Ten okres nazywano zapusty, ostatki lub kuse dni. Dlaczego kuse dni? Kusy oznacza diabła, a wierzono, że przez te ostatnie dni karnawału zło, które zwykle jest schowane i nie może funkcjonować, wychodzi na ziemię i namawia ludzi do grzechu. Nie trudno przecież namówić do złego ludzi, którzy dobrze się bawią i przy okazji piją dobre nalewki. Różnych sytuacji więc można się było spodziewać.

 

Symbol czekania

Dawniej najważniejsze były ostatnie trzy dni karnawału. - Zarówno starsi, jak i młodsi, tańczyli, bawili się przy muzyce. Jedli to, co najlepsze i najtłustsze - wyjaśnia Maria Koc. - Wiadomo było, że od środy popielcowej żadnego tłuszczu nie można było już zjeść. Odmawiano sobie nawet śmietany, mleka, mięsa. Była to bardzo postna kuchnia. Był to symbol czekania na zmartwychwstanie Jezusa. Z pewnością wychodziło to też w pewien sposób na zdrowie. Jednocześnie był to czas przednówku więc na wsi wielu rzeczy brakowało. W czasie zapustów po wsiach chodzili też zapustnicy. Byli to różnego rodzaju przebierańcy. Oni zwiastowali nadejście wiosny. Gdy przychodzili do jakiejś chałupy, musieli głośno stukać obcasami w podłogę. To miało obudzić ziemię do życia i zwiastować nadejście długo wyczekiwanej wiosny.

Takich zapustników można było zobaczyć na scenie SOK. Dzięki zespołowi Sokołowianie mogliśmy przenieść się do karczmy, w której królowały tańce, śpiewy i znakomita zabawa. Nie brakowało też niespodzianek. Uczestnicy zabawy wciągnęli na scenę widzów, którzy również musieli tańczyć razem z nimi. Zrobili to zresztą z ogromną przyjemnością. Na zakończenie wszyscy otrzymali słodki poczęstunek.

 

Katarzyna Markusz

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe