17
2020
2011-04-18

Wspomnienia o sokołowskim fotografie


Społecznik, fotograf i burmistrz miasta - Jan Pędich pełnił w swoim życiu wiele funkcji. Dzięki robionym przez niego zdjęciom dziś możemy zobaczyć jak Sokołów i jego okolice wyglądały wiele lat temu. W Sokołowskim Ośrodku Kulury o swoim ojcu opowiadał prof. Wojciech Pędich.

SOK od kilku lat organizuje spotkania z cyklu „Album rodzinny Sokołowa Podlaskiego". Biorą w nich udział ludzie związani z miastem, znani i szanowani oraz ci, którzy przysłużyli się do jego rozwoju. Taką osobą bez wątpienia był Jan Pędich, który urodził się w 1890 r. w gminie Sterdyń "z ojca Jana małorolnego chłopa", jak napisze później w swoim życiorysie.
Jana Pędicha wspominał jego syn Wojciech, który Sokołów darzy szczególnym sentymentem. Jest profesorem związanym Akademią Medyczną w Białymstoku

Stypendium od hrabiego
- Mój ojciec po skończeniu trzech klas szkoły podstawowej otrzymał od hrabiego Krasińskiego stypendium, dzięki któremu mógł kontynuować naukę w gimnazjum w Siedlcach - mówił prof. Wojciech Pędich. - Miał szczęście, później jednak pojawiły się pewne problemy. W 1902 roku wybuchł strajk młodzieży szkolnej. Uczniowie protestowali przeciwko nauczaniu w języku rosyjskim. Chcieli w szkole posługiwać się swoim ojczystym językiem. Doszło do tego, że nawet wyrzucali przez okno szkolne ławki. Mój ojciec oczywiście również brał w tym udział. W efekcie wszystkich uczniów ze szkoły relegowano.
Jan Pędich, nie mogąc kontynuować nauki, postanowił kształcić się w inny sposób. Wybrał praktyczną naukę zawodu u znanego siedleckiego fotografa Adolfa Gancwola Ganiewskiego.
Być może to od Gancwola Pędich przejął zwyczaj fotografowania miasta, budynków oraz miejskich uroczystości. Dzięki temu dziś na archiwalnych fotografiach możemy zobaczyć jak Sokołów wyglądał sto lat temu i porównać to z dzisiejszym obrazem miasta.
- Fotograf wtedy nie był traktowany jak rzemieślnik, ale jak artysta - wyjaśnia prof. Wojciech Pędich. - Mimo że mój ojciec nie był człowiekiem wykształconym, nie miał przecież matury, obracał się w artystycznym towarzystwie. Fotografię traktowano jak sztukę.

Dobrze gotowała
W 1910 r. Pędich postanowił wrócić w rodzinne strony i otworzyć w Sokołowie zakład fotograficzny. Dwa lata później ożenił się z Adelą Pocztalską.
- Kiedy patrzę na zdjęcia mojego ojca sprzed ślubu widzę młodego, szczupłego i przystojnego mężczyznę. Mama jednak musiała dobrze go karmić, bo na późniejszych fotografiach znacznie przybyło mu ciała. Pod koniec życia ważył około 100 kg - wspomina Wojciech Pędich. - Po powrocie do Sokołowa ojciec szybko zaczął angażować się w działalność społeczną. Organizował ochotnicze straże pożarne w mieście i okolicznych miejscowościach. Trudno było wówczas założyć jakąkolwiek organizację ze względu na ostre restrykcje w zaborze rosyjskim, ale strażacy byli przecież potrzebni więc na tę działalność władze musiały się zgodzić. Ojciec wspominał, że w 1918 r. to właśnie oni rozbrajali Niemców jeszcze przed przyjściem armii.
Jan i Adela mieli dwóch synów. Starszy z nich, Januszek, zmarł gdy był dzieckiem. Pędichowie lubili też zwierzęta. - Mama miała takie wielkie pudło na kapelusze - mówi Wojciech Pędich. - Nasza kotka wybrała je jako miejsce gdzie będzie wydawać na świat swoje dzieci. I to właśnie w tym pudle regularnie rodziły się młode kociaki. Z kotką związana jest również historia naszego koguta. Przywiozła go nam któraś z ciotek. Matce szkoda było go zabić i pozwoliła mu chodzić po podwórku. Kogut ten szybko zakochał się w naszej kotce i nie odstępował jej niemal na krok. Uwielbiał się też fotografować. Chętnie pozował przed aparatem, pokazując się z jak najlepszej strony.

Burmistrz i więzień
Jan Pędich był nie tylko fotografem, burmistrzem Sokołowa, członkiem teatru amatorskiego, działaczem społecznym, ale również jednym z założycieli komitetu, którego zadaniem było zbudowanie pomnika księdza Brzóski. - W komitecie tym znalazł się również pan Olucha - wspomina Wojciech Pędich. - Był to prosty człowiek. Dlaczego więc wzięto go do komitetu? Bo on jako jedyny pamiętał tamte wydarzenia. Był świadkiem jak na sokołowskim rynku wieszano księdza Brzóskę.
Pomnik zbudowano w 1925 roku. Już po wojnie Jan Pędich został burmistrzem Sokołowa. Historyk Jacek Odziemczyk odnalazł napisany przez niego własnoręcznie życiorys. W dokumencie tym Pędich podaje, że pochodzi z rodziny chłopów małorolnych. - Taką informację podawało wówczas wiele osób, bo władze przychylnym okiem patrzyły na takie pochodzenie - wyjaśnia Wojciech Pędich. - Pamiętam jednak, że ojciec wspominał swojego ojca jako niezwykle silnego kowala.
Pędichowie mieszkali przy ul. Kilińskiego. - Jeszcze w 1943 r. ojciec miał być aresztowany przez gestapo. Skąd dowiedział się o planowanym aresztowaniu? Nie wiem. Szybko jednak wyjechał do Warszawy i tam spędził prawie rok. Wrócił, gdy wojna w zasadzie się już skończyła. To jednak nie koniec jego problemów. Już po wojnie na tej samej ulicy co nasz dom znajdowała się siedziba UB. Ubecy aresztowali ojca na 6 tygodni. Przez cały czas pobytu w areszcie nie dowiedział się o co jest podejrzewany. Do dziś nikt z nas tego nie wie.
Jan Pędich zmarł 28 sierpnia 1951 r. Jego ostatnie zdjęcie zostało zrobione rok wcześniej. Wiele lat później na Domu Rzemiosła odsłonięto poświęconą mu tablicę.
TEKST/FOT. KATARZYNA MARKUSZ
ZDJĘCIE NA GÓRZE: PROFESOR WOJCIECH PĘDICH

ZDĘCIE NA DOLE:
PODPIS: JAN PĘDICH Z RODZICAMI I RODZEŃSTWEM - FOT. ARCHIWUM

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe