17
2020
2012-02-16

W rocznicę wydarzeń sprzed lat


14 lutego minęła 70. rocznica przekształcenia Związku Walki Zbrojnej w Armię Krajową, natomiast 17 lutego przypada  65. rocznica jednego z wielu tragicznych wydarzeń związanych z polskim podziemiem niepodległościowym w naszym powiecie. Otóż tego dnia 1947 roku na kolonii wsi Kiełpiniec, w zabudowaniach Franciszka Goworka zginęli czterej partyzanci słynnej 6. Brygady Wileńskiej AK, dowodzonej przez kpt. Władysława Łukasiuka  Młota”. Jedni z wielu, którzy nie godząc się z podporządkowaniem Polski Związkowi Radzieckiemu stali się częścią antykomunistycznej partyzantki, tępionej przez ówczesne władze. Byli to st. sierż. Józef Babicz Żwirko, kpr. Franciszek Januszkiewicz Zbieg, szer. Jan Małyszko Grom oraz nieznany z imienia i nazwiska szer. Serdeczny. Ich losy przez wiele lat były prawie nieznane, w ostatnich latach wiemy więcej między innymi dzięki Instytutowi Pamięci Narodowej i Fundacji „Pamiętamy”. Zasługą Fundacji jest też odsłonięcie  w Kiełpińcu w 11 listopada 2005 roku pomnika poświęconego tym czterem poległych

Jednym z działaczy Fundacji „Pamiętamy” jest pan Grzegorz Wąsowski, rodzinnie związany z powiatem sokołowskim. Jego ojciec, pan Zbigniew Wąsowski to autor wydanej w 2004 roku znakomitej monografii parafii Rozbity Kamień. Pan Grzegorz Wąsowski, pasjonat historii najnowszej, kilka tygodni temu na stronie portalu wpolityce pl. opublikował obszerny fresk historyczny zatytułowany „Kochanemu bratu..., czyli rzecz o realności świata”.  Dowiadujemy się z niego nie tylko o szczegółach wydarzeń tamtej zimowej nocy, ale i znaczeniu wznoszonych pomników, jako znaków pamięci pokoleniowej dla zachowania „wielkiej historycznej i kulturowej wspólnoty, do której przynależymy, a której na imię Polska”.  

Co wydarzyło się w zabudowaniach rodziny Goworków, w których schronili się partyzanci? W wyniku donosu sołtysa jednej z okolicznych miejscowości, ze Sterdyni wyruszyła dwudziestopięcioosobowa grupa pościgowa Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zabudowania zostały okrążone przez żołnierzy KBW. Tak opisuje to Grzegorz Wąsowski: „Mieszkańcy wybiegli na podwórze, dzięki czemu uratowali życie. Natomiast partyzanci pozostali wewnątrz budynku i stamtąd podjęli desperacką obronę. Po krótkiej wymianie ognia  dowódca grupy KBW wezwał ich do poddania, krzycząc, że są otoczeni i nie mają możliwości ucieczki. […] Członkowie patrolu Żwirki nie mieli  zamiaru się poddać. Wtedy, na rozkaz dowódcy grupy KBW, w strzechę domostwa, w którym bronili się partyzanci, została wystrzelona rakieta zapalająca. Wkrótce cały budynek stanął w płomieniach. Pomimo to patrol Żwirki nie przerwał walki aż do samego końca. Dwóch jego członków spłonęło w podpalonych przez KBW zabudowaniach. Ich dwaj towarzysze broni i niedoli zdołali, pomimo ostrzału ze strony  żołnierzy KBW, wydostać się z płonącego budynku na podwórze. Jeden z nich zginął po przebiegnięciu ok. 100 metrów. Nieco dalej dobiegł Żwirko.  Poległ jakieś 150 metrów od zabudowań.”

Warto dodać, że Żwirko mimo młodego wieku (w chwili śmierci miał zaledwie 21 lat, był partyzantem od lutego 1944 roku) walczył w wielu potyczkach z Niemcami i Sowietami i zasłynął z odwagi. Są na ten temat publikacje.

Na uroczystości odsłonięcia pomnika nie było członków rodzin patrolu Żwirki. Jedynie Grom pochodził z Sokołowa, ale jego bliscy wyprowadzili się stąd kilka lat po wojnie. Wprawdzie organizatorzy uroczystości odnaleźli brata Groma, pana Zbigniewa Małyszko, lecz ten, z powodów zdrowotnych, nie przybył. Przysłał wzruszający list - podziękowanie opublikowane w wychodzącej wtedy w Sokołowie Gazecie Powiatowej, a do symbolicznej mogiły brata przyjechał później.  Nie udało się odnaleźć krewnych kolejnych dwóch znanych z nazwiska żołnierzy, pochodzących z Wileńszczyzny. Czwarty żołnierz patrolu, Serdeczny, był i jest znany tylko z pseudonimu.

To nie koniec historii. Latem ubiegłego roku pan Grzegorz Wąsowski był w Kiełpińcu i przeżył tam niebywałe wzruszenie. Ku swojemu zdumieniu na wyblakłej szarfie jednego z wieńców odczytał napis: KOCHANEMU BRATU FRANKOWI- SIOSTRA.... Wprawdzie wiedział, że poza granicami Polski żyje siostra Franciszka Januszkiewicza, ale nie wiedział, że ta starsza kobieta zdecyduje się na wyprawę do symbolicznej mogiły brata. Jakim cudem siostra Zbiega dowiedziała się o pomniku i miejscu śmierci brata? Otóż w 2009 roku współpracujący z Fundacją Pamiętamy Kazimierz Krajewski, historyk z  IPN - u, jeden z organizatorów uroczystości w Kiełpińcu był służbowo w Grodnie na Białorusi. Do dziś jest tam dużo Polaków i dla nich Kazimierz Krajewski wygłosił  wykład na temat dziejów Armii Krajowej na Grodzieńszczyźnie. Po wykładzie rozmawiał ze starszą kobieta, szukającą informacji o swoim bracie, Franciszku Januszkiewiczu, który „gdzieś na Podlasiu, po ucieczce z armii Berlinga, walczył w partyzantce”. Jak pisze pan Grzegorz Wąsowski w swoim eseju, „kobieta była w kompletnym szoku, gdy Kazimierz Krajewski z miejsca podał pseudonim, pod którym jej brat walczył w szeregach 6 Brygady Wileńskiej, pokrótce opowiedział jego partyzanckie dzieje, aż do tragicznego końca 17 lutego 1947 r. w Kiełpińcu, a także poinformował, że od 2005 roku stoi tam pomnik upamiętniający między innymi jej brata. W ten oto sposób, po ponad sześćdziesięciu latach od śmierci Zbiega, jego siostra dowiedziała się gdzie i w jakich okolicznościach zginął, a także usłyszała, że jego ofiara nie została przez współczesnych  w Ojczyźnie zapomniana. Nie dziwcie się więc, szanowni czytelnicy, że gdy Kazimierz Krajewski zrelacjonował mi  swoje spotkanie z siostrą Zbiega, coś ścisnęło mnie za gardło”.

Ważne, że są ludzie, dla których przypominanie zamordowanych, a później pohańbionych przez oficjalną propagandę komunistyczną bohaterów stało się celem życia i robią to bezinteresownie. Fundacja „Pamiętamy” nie tylko stawia pomniki, ale również publikuje broszury, wydaje książki i płyty oraz prowadzi różnego typu działania na przykład rekonstrukcje historyczne. Celem tych przedsięwzięć jest przywracanie w naszym społeczeństwie pamięci o ludziach, którzy w drugiej połowie lat 40-tych i na początku 50-tych ubiegłego stulecia podjęli walkę zbrojną z komunistycznym zniewoleniem. Inicjatywy Fundacji mają też wielkie znaczenie dla rodzin tamtych bohaterów.

Na zakończenie jako puentę przytoczę jeszcze fragment tekstu pana Grzegorza Wąsowskiego. „Wtedy w Kiełpińcu z całą ostrością dotarło do mnie jak niezwykły splot wielu zdarzeń wielkich (np. upadek komunizmu w Polsce), drobnych (np. działania Fundacji „Pamiętamy” czy  inicjatywy podjęte przez IPN z myślą o rodakach żyjących za wschodnią granicą) i nieprawdopodobnych (np. opisane wcześniej w tekście spotkanie w Grodnie) – spowodował, że siostrze Zbiega dane było odbyć pielgrzymkę z Białorusi do miejsca śmierci jej brata, że przy pomniku upamiętniającym ofiarę z życia, którą złożył na ołtarzu wolności mogła pozostawić wieniec, wyraz siostrzanej pamięci.”

 J.O.

 

« wróć | komentarze [3]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Wraca totalitaryzm, ginie Polka w UE, więc tacy jak AL plotą propagande prosowiecką

fik
2012-02-29 11:01:19

Widać że jesteś z AL a może z GL i widzisz tylko jedną stronę tej komunistycznej propagandy uprawianej przez lata. "Żolnierze wyklęci" wreszcie po latach doczekali się upamiętnienia. A że "Młot" rozwalił paru złodzieii,koniokradów i innej maści zdrajców marodu, to chwała mu za to. Od takich spraw był jego oddział.

Jan
2012-02-20 16:43:28

"Młota"a ilu Polaków ten młotek zabił z zimną krwią?Czy ci co pilnują morderców to wiedzą?

AL
2012-02-19 20:59:41
Strona 1/1






Dane kontaktowe