40
2019
2017-12-19

"W kuchni najchętniej pomagają najmłodsi" – Wywiad z Bożeną Cieślak


Pani Bożena Cieślak z Trebnia to otwarta, pozytywnie nastawiona do życia osoba. Jej największą pasją jest gotowanie. W ciągu roku prowadzi liczne warsztaty i szkolenia organizowane przez urzędy gmin i ośrodki kultury. Od lat prowadzi firmę cateringową "Kuchnia Bożeny", w ramach której przygotowuje potrawy na uroczystości rodzinne, wydarzenia kulturalne czy imprezy firmowe.

- Skąd wzięła się u Pani pasja do gotowania?
- Mam pięcioro dzieci i zawsze musiałam kombinować, aby miały coś smacznego do zjedzenia. Nie chciałam, aby codziennie jadły to samo, więc wymyślałam co raz nowe modyfikacje znanych potraw. Każde dziecko miało też trochę inny gust i nie wszystkie lubiły to samo. Musiałam zatem eksperymentować w kuchni. Zresztą zawsze wolałam gotować niż sprzątać.

- Jakie było ulubione danie Pani dzieci?
- Moje dzieci nie miały ulubionych dań. Zjadały ze smakiem różne potrawy, ale na pewno uwielbiały pączki i ciasteczka. W rodzinie nazywali mnie "ciasteczkową ciocią", bo robiłam je dla wszystkich, nawet dla kolegów i koleżanek moich dzieci. Często w mojej kuchni gościł rosół, ponieważ hodowałam własne kury. Podawałam go zawsze z domowym zagniatanym makaronem.

- Często uczestniczy Pani w różnych warsztatach, targach i jarmarkach. Pani potrawy zdobywają też liczne nagrody.
- Pierwszy raz wzięłam udział w takim wydarzeniu za namową Pani Haliny Krochmal, która śpiewała w zespole "Węgrowianie". Powiedziała do mnie: "Masz pojęcie o gotowaniu. Wystartuj w konkursie". To był mój pierwszy konkurs w Węgrowie, w którym wystawiłam swoje łabądki, babeczki, ciasta i ciasteczka. W 2000 roku na Biesiadę Węgrowską zrobiłam tort Titanica i kroiłam go później na scenie wraz ze Sławkiem Świerzyńskim. Od tamtej pory systematycznie próbuję swoich sił w różnych kulinarnych konkursach i odnoszę w nich liczne sukcesy. Wygrałam kiedyś konkurs na najlepszą babę wielkanocną. Pomagały mi w tym dzieci, bo mieliśmy bardzo mało czasu na jej wykonanie. W Sokołowie zajęłam pierwsze miejsce w świątecznym konkursie na najlepszy pasztet. Były też liczne wyróżnienia, lecz nie sposób wszystkiego zapamiętać.

- Kto w Pani rodzinie najbardziej pomaga w kuchni?
- Zdecydowanie najmłodsi. W ciągu roku, gdy odwiedzają mnie wnuki, robimy razem ciasteczka. Cały dom jest wtedy w lukrze, ale ciasteczka są ważniejsze niż sprzątanie. Mój najstarszy wnuk Mateusz powiedział ostatnio do mnie: "Babciu, ja będę twoim osobistym kelnerem" i gdy robiliśmy ciasteczka, podawał mi wszystkie niezbędne składniki. Dzieci mojej najstarszej córki również chętnie pomagają. Gdy wspólnie robimy ciasto, jest zawsze mnóstwo zabawy. Czasem jakaś skorupka od jajka wpadnie do miski, ale przecież można ją później wyjąć.

- Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Jakie świąteczne potrawy gościły na stole, gdy była Pani dzieckiem?
- Kiedyś nie było dużego wyboru słodyczy, więc samemu wykonywało się różne słodkości. Gdy zbliżały się Święta, moja mama dokładała wszelkich starań, aby coś słodkiego na stole się znalazło. Taką propozycją była kutia wykonana z pszenicy, orzechów i miodu. Wraz z rodzeństwem podjadaliśmy ją jeszcze przed wieczerzą. Mama zawsze wtedy na nas krzyczała, ale było warto. Teraz jest większy wybór słodyczy i moje dzieci już za kutią tak nie przepadają. Zdecydowanie wolą pierogi czy kapustę. Pomimo tego, kutia zawsze na moim stole jest, ewentualnie zamieniam ją na łazanki albo kluski z makiem i miodem.

- Jakie dania aktualnie goszczą u Pani na Wigilijnym stole?
- Obowiązkowo jest ich dwanaście. Jestem tradycjonalistką tak jak moja mama. Na stole zawsze jest kapusta z grzybami, pierogi, barszcz z uszkami, śledzie i inne ryby. Wprowadziłam także bliny z mąki, jajek i wody. Podaję je z musem jabłkowym. Wprowadziłam je dlatego, że moja rodzina nie przepada za ciastami. Jedynym wypiekiem, które z racji tradycji gości na naszym stole, jest makowiec.

- Jaka jest Pani ulubiona wigilijna potrawa?
- Wszystkie, bo lubię jeść. A tak na poważnie, to trzeba spróbować wszystkich dwunastu potraw, aby później w przyszłym roku nic nas nie ominęło.

- Wspomniała Pani, że zgodnie z tradycją przygotowuje dwanaście potraw. Jakie tradycje bożonarodzeniowe kultywuje się w Pani domu?
- Zawsze jest jedno wolne miejsce dla niespodziewanego gościa. Jest także pieniążek pod talerzem i sianko pod obrusem. Czepiamy również jemiołę zgodnie z polskim przysłowiem, które mówi, że "bez jemioły roczek goły". Przed świętami ściągamy starą jemiołę i wieszamy nową. Wigilijną wieczerzę zaczynamy zawsze od modlitwy. Rozpoczyna ją matka, czyli ja.

- Dla ilu osób przygotowuje Pani potrawy na wieczerzę wigilijną?
- Tych potraw jest naprawdę bardzo dużo, ponieważ prowadzę również firmę cateringową, a także organizuję spotkania wigilijne. Nie da się określić w liczbach wszystkich tych dań. W domu jest nas także bardzo dużo. Mam pięcioro dzieci, a należy jeszcze doliczyć ich małżonków i dzieci.

- Czy ma Pani jakąś ulubioną historię związaną ze Świętami?
- Jako dziecko wierzyłam oczywiście w Świętego Mikołaja. Denerwowało mnie to, że przynosi mi co roku tylko jeden prezent. W pewien wigilijny wieczór postanowiłam przed domem poczekać na tego łobuza. Stałam tam bardzo długo, ale się nie doczekałam. Gdy zrezygnowałam i wróciłam do domu, zobaczyłam, że prezenty już leżą pod choinką. To była właśnie magia świąt. Boże Narodzenie kojarzyło mi się w dzieciństwie z wykonywaniem ozdób choinkowych. Kiedyś nie było tak pięknych ozdób, jak są teraz. Wraz z rodzeństwem wyklejałam łańcuchy z bibuły i papieru kolorowego. Malowaliśmy orzechy albo owijaliśmy je w złotka i czepialiśmy na choince. Teraz wszystko jest gotowe do kupienia w sklepach. Zapanowała komercja. Nawet prezenty już tak nie cieszą, jak kiedyś. Dawniej skalaliśmy z radości, gdy dostaliśmy czekoladę czy pomarańcze.

- Co chciałaby Pani z okazji Świąt Bożego Narodzenia przekazać czytelnikom "Wieści Sokołowskich"?
- Chciałabym wszystkim czytelnikom życzyć pogodnych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Pamiętajmy, że warto przeżyć je skromniej, ale w niepowtarzalnej rodzinnej atmosferze. Niech wszyscy uczestniczą w świątecznych przygotowaniach. W kuchni najlepiej zatrudnić do tego najmłodszych. Oni doskonale radzą sobie z lepieniem pierogów czy uszek, a już wyjątkową frajdę mają przy dekorowaniu pierniczków. To właśnie obecność dzieci sprawia, że święta są tak wyjątkowe.

Z Bożeną Cieślak rozmawiała Katarzyna Dybowska


Polędwiczki z niespodzianką

Składniki:
- 4 polędwiczki wieprzowe
- 1 kg mięsa mielonego
- 1 papryka
- natka pietruszki
- 0,5 puszki kukurydzy
- bułka tarta
- jajko
- 2 ząbki czosnku
- sos sojowy
- Vegeta
- przyprawa do gyrosa
- sól
- majeranek

Przygotowanie:
Polędwiczki umyć i osuszyć ręcznikiem kuchennym. W każdej zrobić dziurkę i powiększyć ją palcem. Otwór ma przechodzić wzdłuż przez całą polędwiczkę. Mięso mielone wymieszać z pokrojoną drobno papryką, posiekaną natką pietruszki i kukurydzą. Do farszu wbić jajko, dodać przyprawę do gyrosa, vegetę i sól. Wsypać bułkę tartą i wymieszać, aż otrzymamy konsystencję gęstej masy. Polędwiczki nadziewać po kolei przygotowanym farszem, natrzeć sosem sojowym i obsypać majerankiem. Gotowe mięso zawinąć w papier do pieczenia i piec około 40 min. w 200 st. C.

Smacznego!

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe