32
2019
2013-05-17

W cuda już nikt nie wierzy


Społeczeństwo ubożeje, szczególnie widoczne jest to w małych miasteczkach i na wsi.
Od pewnego czasu jedną z najpopularniejszych form zakupu jest otrzymanie towaru na tzw. kreskę. Zadłużają się nie tylko emeryci czy bezrobotni, ale i ci, którym pensji nie wystarcza do pierwszego. Dobrze, gdy właściciele sklepów zgadzają się na taką sprzedaż. Gorzej, gdy trzeba płacić od razu. – Do takiej formy zakupu zmusiła mnie sytuacji materialna. Niewielka pensja męża, troje dzieci na utrzymaniu. Dobrze, że to znajomi prowadzą ten sklep. Co kilka dni biorę najpotrzebniejsze artykuły. Płacę zawsze na koniec miesiąca. Wiem, że nie jestem jedyną taką klientką. Początkowo czułam się upokorzona taką sytuacją. Później zrozumiałam, że innego wyjścia nie mam – opowiada mieszkanka jednej z wsi. Nie wszędzie jednak możliwość zakupu na kredyt istnieje. W dużych sklepach czy marketach za towar trzeba płacić przy kasie. I nie chodzi tutaj tylko o zaufanie. – Dawałam na kredyty kilkunastu osobom. Byli to najczęściej emeryci, kobiety mające na utrzymaniu kilkoro dzieci i bezrobotni. Teraz przestałam. Przypadkiem zobaczyłam jak jeden z „moich” klientów zakupiony na kreskę towar oddaje za kilka flaszek wódki – opowiada właścicielka niedużego sklepu.
Niestety, miejsc pracy nie przybywa. Mury szkół opuszczają zachłanni na życie, a już stopniowo frustrujący się młodzi ludzie, zasilające szeregi osób nikomu w Polsce nie potrzebnych. – Bez pracy jestem już drugi rok. Cały czas chodzę po firmach. Niestety, w mieście jest to niemożliwe. Byłem w kilku zakładach oraz kilkunastu firmach prywatnych. Wszędzie słyszałem, że pracy nie ma i nie wiadomo kiedy będą zatrudniać. A żyć trzeba. Dlatego „łapię każdą fuchę”. Powoli tracę nadzieję na poprawę – mówi 23-letni mieszkaniec Sokołowa.
O tym, że społeczeństwo biednieje świadczą zakupy towarów tzw. luksusowych. Właściciele sklepów z AGD, kosmetycznych czy ze sprzętem elektronicznym mówią wprost o spadku obrotów. – Owszem, klienci odwiedzają nasze sklepy. Jednak kupuje jeden na dziesięciu – twierdzi jeden z nich. Wiele osób decyduje się na używane sprzęty gospodarstwa domowego, telewizory, a nawet meble. Są tańsze. Ale czy lepsze? Te osoby, które mogą tzn. mają stałe miejsce pracy decydują się na zakup droższego sprzętu na kredyt. Dobrze, gdy mogą spłacać, gorzej, kiedy płynność finansowa zawodzi i zaczynają się problemy.- Zdecydowaliśmy się na kupno telewizora na raty, takiego dużego, plazmowego. Pierwsze raty wpłacałam regularnie. Potem zaczęły się kłopoty. Dzisiaj już tego telewizora nie mamy – opowiada mieszkanka jednej ze wsi spod Sokołowa.
Według psychologów szczególnie dramatycznym zjawiskiem, o trudnych do przewidzenia konsekwencjach jest wieloletnie, przedłużające się bezrobocie. - Mówi się nawet o „bezrobociu dziedziczonym” w ramach rodziny, o „bezrobociu rodzinnym”, a w konsekwencji o biedzie na tyle utrwalonej, że przekazywanej następnemu pokoleniu. Młodzież i dzieci z tych środowisk potrzebują pomocy, by uniknąć tego rodzaju dziedziczenia – z goryczą mówi sokołowski psycholog.
Zakupy w sklepach z odzieżą używaną są dla wielu szansą na dostanie czegoś taniego, modnego i w dobrym stanie. Początkowo wydawało się, że istnienie tego typu sklepów stanowi zagrożenia dla polskiego przemysłu tekstylnego. Okazało się, że stało się  alternatywą dla tanich ubrań sprowadzanych z Azji. Poza tym w tej branży pracuje ponad kilkadziesiąt tysięcy osób.
Ceny ubrań nowych znacznie przewyższają te, które proponują nam tzw. „ciuchlandy”, zaś przy istniejącej  biedzie, nie wszystkich stać na zakup towaru nowego. Choć w dużych miastach zaopatrywanie się w takich sklepach stanowi element mody, to na naszych terenach ich klientami są najczęściej emeryci i renciści, bezrobotni, rolnicy oraz rodziny wielodzietne, wszyscy o bardzo niskich dochodach. Niektórzy zaglądają do takich sklepów co kilka dni. Powstaje ich coraz więcej i na stałe wpisały się w krajobraz naszego handlu.
Dziennikarzom, politykom i socjologom od kilku miesięcy nie schodzi z ust jedno słowo - bezrobocie.
- Ratunku, ludzie, ono rośnie! Wynosi już w tej chwili około 15 procent, a prognozy niektórych ekonomistów zapowiadają, że jeszcze wzrośnie. Co zabawne, większość polityków odnosi sie do sprawy tak, jakby bezrobocie zrobiło się nagle, z soboty na niedzielę... Jakby było brzydkim psikusem, splatanym nam przez nie wiadomo kogo i nie wiadomo dlaczego. Nikt nie ma dobrego pomysłu, co z tym fantem zrobić. Jakieś rozwiązania się znajdą, …przed wyborami – mówi znajomy warszawski dziennikarz.
Tragiczna sytuacja życiowa dotyczy wielu ludzi. Są wśród nich tacy, którzy znajdują się wręcz na dnie. Szukają wyjścia, często nie wiedzą do kogo zwrócić się o pomoc. Z przerażeniem patrzą na nadchodzące dni. W podświadomości jednak wierzą, że ich los się zmieni...

LESZEK KOPER

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe