15
2020
2012-09-14

Uroczystości w muzeum w Treblince


1 września na terenie Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince odbyła się tradycyjna uroczystość patriotyczno-religijna. W programie uroczystości była droga krzyżowa od żwirowni do pomnika w miejscu straceń karnego obozu pracy oraz msza.

W uroczystości wzięli udział: senator Waldemar Kraska, Jarosław Madejczuk, reprezentant Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, Ewa Izdebska, przedstawiciel Wojewody Mazowieckiego, Mateusz Babicki, dyrektor Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Romów oraz Ofiar Holokaustu, Artur Stępień, reprezentujący IPN, Jan Słomiak, burmistrz miasta i gminy Kosów Lacki, młodzież i harcerze z Kosowa Lackiego, Sokołowa Podlaskiego, Jasienicy, Kalinowa i Prostyni. Gości przywitał Edward Kopówka, kierownik Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince. - Dziękuję, że poświęcacie swój wolny czas, aby oddać hołd wszystkim, którzy zginęli na tej ziemi. Kontynuowanie wieloletniej tradycji zadumy i modlitwy w tym szczególnym miejscu jest niezmiernie ważne nie tylko dla nas samych, ale również dla pamięci ofiar Treblinki - mówił
Edward Kopówka.

Pielęgnować powołanie
- Mało kto z nas wie, że podstawowym powołaniem jest człowieczeństwo i godność ludzka - mówił podczas uroczystości biskup Antoni Dydycz. - Nieraz pytamy, jak to możliwe jakoby to człowiek człowiekowi coś podobnego zrobił. Czy nasze ludzkie powołanie nie bywa zbyt często i łatwo zapominane? Czy go nie lekceważmy? Dlatego należy pytać siebie jakim jestem człowiekiem, jakie miejsce zajmuje człowiek w moich planach dotyczących pracy i życia. To, co stało się tutaj, mogło się dokonać właśnie dlatego, że ogromna rzesza ludzi zapomniała, zlekceważyła, bądź znienawidziła człowieka. Kiedy o tym myślimy, nie możemy tylko wyrażać żalu, ale także musimy zastanawiać się, jak my postępujemy i czy w naszych czasach są stwarzane warunki, które mogą wywoływać pogardę do bliźniego. Przypatrzcie się swojemu powołaniu i je pielęgnujcie. Im bardziej będziemy świadomi tego, że Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, tym głębiej zastanawiajmy się, ile w naszym życiu jest tego bożego obrazu, heroizmu i poświęceni.

Dla „opornych elementów”
Powstanie obozu pracy wiąże się bezpośrednio z istniejącą tam żwirownią. Z inicjatywy Ernsta Gramssa, starosty powiatu Sokołów-Węgrów, powstała spółka, która miała czerpać zyski z produkcji związanej z tą właśnie żwirownią. Szybko jednak okazało się, że płatni robotnicy nie wpływają pozytywnie na sukces ekonomiczny tej spółki. Trzeba było znaleźć siłę roboczą, która będzie pracować za darmo. Wtedy Gramss postanowił utworzyć obóz pracy. Stało się to w 1941 roku, a komendantem obozu został Theo van Eupen.
„Po szybkim marszu na wschód pozostał majątek wojskowy zgromadzony w Sokołowie Podlaskim, Węgrowie, Kosowie Lackim i obozie leśnym koło Repek” - czytamy w książce „Dam im imię na wieki”. - „Najprawdopodobniej baraki magazynowe z tych miejsc posłużyły do budowy obozu, który przeznaczony został dla „opornych elementów” z powiatu sokołowsko-węgrowskiego, i liczył w pierwszych dniach istnienia kilkudziesięciu więźniów. Mieścił się on w zabudowaniach gospodarczych przy żwirowni, w pobliżu rampy kolejowej i podlegał lokalnym władzom administracyjnym. Oficjalnie usankcjonowano funkcjonowanie obozu zarządzeniem gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera z 15 listopada 1941 r.”

Z łapanek i za karę
Wyraźny podział na więźniów polskich i żydowskich nastąpił w 1942 roku. Wtedy to zaczęto do obozu kierować większą liczbę Żydów, szczególnie fachowców. Potrzebni oni byli do różnego rodzaju prac wykonywanych w obozie. Kierowano tu też przypadkowych ludzi zatrzymanych w czasie łapanek oraz wysyłano jako więźniów, dla których pobyt w obozie miał stanowić karę. „Za spalenie budynku Urzędu Gminy w Prostyni i za zamieszanie z wójtem Aleksandrem Sochą, który prawdopodobnie uciekł, zesłano do obozu 105 osób” - możemy przeczytać we wspomnianej publikacji. - „Za sprzyjanie partyzantom - 80 osób z Rogowa.
W odwecie za nieudaną akcję Niemców wobec członków podziemia w Legionowie - kilkanaście przypadkowych osób zatrzymanych w tym czasie na ulicy. Za zniszczenie akt gminnych w Mordach - 16 osób. Za pobieranie wyższych cen niż urzędowe - 49 właścicieli i kierowników warszawskich sklepów. Podstawową grupę więźniów stanowiły osoby, które na czas nie oddały wyznaczonych kontyngentów - przymusowych dostaw. Z Korczewa trafiło tu kilkanaście osób, siedmiu więźniów zmarło, czterech wróciło, a kilku osobom z tego transportu udało się zbiec.”

Pielgrzymka do Treblinki
Wśród więźniów karnego obozu pracy w Treblince był też Zygmunt Chłopek. - Trafiłem do obozu w czerwcu 1943 r. - wspomina. - Po jakimś czasie dostałem się do szpitala w Węgrowie. Tam pewnego wieczora lekarz wytłumaczył mi, że jestem zdrowy i jeśli chcę, mogę zniknąć. Oni za to nie odpowiadają, bo zajmują się leczeniem, a nie pilnowaniem więźniów. Powiedział mi też, że więźniowie, którzy razem ze mną przyszli do obozu z Rogowa już zostali zwolnieni. Lekarz miał do mnie jednak pewną prośbę. Chciał, abym wrócił do Treblinki. Miał nadzieję, że jeśli Niemcy zobaczą, że ze szpitala ktoś wrócił z powrotem do obozu, zgodzą się tu przysyłać kolejnych chorych. Był tam ze mną Stefan Szymański z Rogowa. Zgodził się jechać ze mną do obozu. Granatowa policja odwiozła nas do Treblinki. Wartownicy nie byli jednak powiadomieni, że ktoś może przyjechać. Jeden ze strażników stwierdził, że następnego dnia ktoś z nami porozmawia. Poszedłem więc spokojnie na swój blok. Następnego dnia rano podczas apelu zameldowano jedynie, że jest dwóch więźniów więcej i na tym się skończyło. Nie wiedziałem, co z nami będzie. Dopiero trzeciego dnia przyjechał do nas wachman z komendy. Oddano nam depozyty i powiedziano, że jesteśmy wolni. Dziś przyjazd do Treblinki to dla mnie jakby pielgrzymka. Póki będę mógł, póty będę tu przyjeżdżał.

OPR.KM

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe