28
2019
2012-09-28

Sokołowski ratusz. Nieznana kartka z XVIII wieku


Ratusz w prywatnym mieście magnackim był miejscem istotnym. Jeszcze ważniejszym był w tych ośrodkach, które pozostając prywatnymi, nie były siedzibami właścicieli. Tak było w przypadku Węgrowa, którego właściciele mieszkali na co dzień w Starejwsi, i tak było w Sokołowie, którego właściciele mieszkali w położonej nieodlegle Ptrzeździatce. Stanowił administracyjne centrum życia mieszczan. Niemniej poza ściśle pragmatycznymi pełnił też funkcje prestiżowe.
Stanisław August zwykł bywać w rezydencjach swych popleczników, lecz były to wizyty, które niosąc prestiż, dość poważnie nadużywały kasę właścicieli. W Siedlcach przygotowywano się do wizyty króla blisko dwa lata, m.in. remontowano pałac Aleksandry Ogińskiej, konsultując plany architektoniczne z monarchą. W tym jednak przypadku było to o tyle naturalne, że Stanisław August był znanym miłośnikiem sztuki architektonicznej a poza tym bratem Ogińskiej, hetmanowej wielkiej litewskiej. Zgotowana gościna warunkowała zadowolenie lub nie odwiedzającej świty, a to znowuż rzutowało na popularność rezydencji. Ogińska bać się nie musiała, opis przyjęcia jakie zgotowała swemu ciotecznemu bratu wkrótce ukazał się w formie maleńkiej książeczki dołączanej do „Gazety Warszawskiej”.
Poza wizytami planowanymi były jednak i takie, które wynikały z planu większej podróży. Nie były to wbrew pozorom wydarzenia małe. Przyjęcie króla choćby na odpoczynek i podjęcie go obiadem rzutowało na późniejsze względy. W Sokołowie, należącym ówcześnie do Michała Kleofasa Ogińskiego, kuzyna Michała Kazimierza Ogińskiego hetmana wielkiego litewskiego, Stanisław August stanął na chwilę w trakcie podróży na sejm grodzieński 28 sierpnia 1784 roku. Relacjonujący całą podróż Adam Naruszewicz pisał: „Król jegomość wyjechał z Węgrowa po 7 godzinie z rana, pożegnawszy obywatelów ziemskich, z których jedni tamże, w Węgrowie nocowali, drudzy nazajutrz przybyli na powitanie. W pojeździe bawił się najjaśniejszy pan czytaniem przysłanych z Warszawy raportów oraz nowin zagranicznych, zawsze zdrowy i wesoły. Przy wjeździe do Sokołowa proboszcz tameczny witał króla strzelaniem na cmentarzu z moździerzy. Potem najjaśniejszy pan, stanąwszy w domu pocztowym, jadł tam śniadanie, po którego skończeniu przyjechała z Siedlec jaśnie wielmożna hetmanowa Ogińska z kasztelanową gostyńską i Szymanowską, regentowi koronną. Bawił się z nimi król przez pół godziny, nim zaś wyjechał na nocleg, rozdysponował, aby powozy cięższe dążyły wprzód dla przeprawienia się przez Bug. Sam zaś wkrótce za nimi pospieszył”. Tyle sam Naruszewicz. Opis wydaje się niepozorny, ale należy pamiętać że obok celów relaksacyjnych, król zawsze oglądał miasto a najpewniej budynki administracyjne. Czy widział ratusz? Zapewne tak. Mniej czuły na względy architektoniczne Naruszewicz tego nie odnotował.
Jak ważne i doniosłe dla miasta było postawienie, czy nawet wyremontowanie ratusza pokazują inne wydarzenia. I znowuż na chwilę wspomnijmy Siedlce. Gdy zakładano tam piorunochron, a było to drugie takie urządzenie w Polsce (po zamku królewskim w Warszawie) i jedno z pierwszych w Europie, towarzyszyła mu ogromna feta. Piorunochron zamontowano na budynku ratusza, dziś popularnie zwanego Jackiem. W kuli trzymanej przez Atlasa umieszczono wtedy cały opis tego wydarzenia, wymieniono wszystkich obecnych, oraz dołączono wiersz, który specjalnie na tę okazję ułożył Franciszek Karpiński, jeden z najwybitniejszych ówcześnie poetów.
Gdy Sokołów stał się własnością Ogińskiego, magnat również postanowił swe włości doprowadzić do świetności. Własnym sumptem odnowił kilka kamienic, wzniósł kilka nowych na cele przemysłowe i rzemieślnicze oraz odnowił ratusz miejski. Opis tego doniosłego dla miasta wydarzenia ukazał się w formie osobnego druku, można nawet powiedzieć - jednodniówki. Zatytułowana była tak, jak dawniej chętnie nazywano okolicznościowe druczki okolicznościowe – „Nowiny”. Dodano też dopis informacyjny „Z Sokołowa dnia 7 sierpnia 1791 r.”. Wtedy bowiem dokonało się uroczyste oddanie wspomnianych budynków do użytku. Druk, o którym mowa, nie stał się jak dotąd przedmiotem prac badawczych. Pomijają go zarówno autorzy najnowszej monografii Sokołowa i okolic, jak i wszyscy, którzy się historią miasta zajmowali. Toteż po 221 latach są Państwo Czytelnicy pierwszymi, którzy do tej lektury zasiadają. Wyobraźmy sobie zatem piękny klasycystyczny pałac w Przeździatce, okalający go park i zadbany staw, wciąż trwający entuzjazm po uchwalonej trzy miesiące wcześniej konstytucji, panie w bufiastych sukniach i dumnych panów, uczestniczących w tym zacnym wydarzeniu. Czytajmy: Jaśnie wielmożny Michał Kleofas hrabia z Kozielska Ogiński miecznik Wielkiego Księstwa Litewskiego kawaler orderów polskich, w roku teraźniejszym pełnomocny poseł do Rzeczypospolitej Holenderskiej, miasta swoje dziedziczne w województwie podlaskim, ziemi drohickiej, znaczną ekspensą przyozdobiwszy i kilkanaście kamienic dla obywatelów i rzemieślników wymurowawszy, ratusz w mieście Sokołowie powiększył, wieżą do niego przymurować kazał, na której wieży, gdy gałka wielka w ogniu wyzłacana przy odgłosie trąby zakładaną była, sama jaśnie wielmożna Ogińska kilka godzin w tymże mieście bawiąc, dla potomnej wiadomości, do tejże gałki następujące pismo ręką swoją włożyła: „Za najjaśniejszego Stanisława Augusta Poniatowskiego Polaka króla, panowania jego 27 roku, jaśnie wielmożny Ogiński miecznik Wielkiego Księstwa Litewskiego z jaśnie wielmożną Izabelą z Lasockich kasztelanką gostyńską małżonką, restaurując w dobrach swoich dziedzicznych w województwie podlaskim, ziemi drohickiej miasto Sokołów znaczną ekspensą, przy zafundowaniu ratusza i wieży u niego, w gałce tej na pamiątkę Familii i sukcesorów swoich, pismo niniejsze, dla wiadomości z monetą z wieku tego, kurs swój mającą, przy wyciśnięciu pieczęci swojej zostawuję. Działo się w Sokołowie dnia 6 miesiąca sierpnia roku 1791”.
Potym taż jaśnie wielmożna pani między majstrów około tej wieży robiących z łaskawości swojej pieniądze rozdać kazała; zaś tamtejsi obywatele, na znak wdzięczności, z ochoty i radości wielkiej, z moździerzów i strzelby ręcznej do samego wieczora ognia dawali, i złożywszy winne podziękowanie, z wszelkim ukontentowaniem tę chwalebną ceremonią zakończyli.
Osobliwie zaś pojawia się tylko pytanie, gdzie ratusz ten stał...

ARTUR ZIONTEK

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe