28
2019
2012-04-30

Sokołowianin od pokoleń


Miejsce, w którym odbywało się spotkanie obudziło wspomnienia profesora z lat dziecięcych. - Czuję się tu bardzo swojsko - przyznaje Jan Izdebski. - To wprawdzie nie to samo miejsce, co kiedyś, bo dziś jest tu biblioteka, ale zostały te same mury. Pamiętam jak zawsze z walizeczką czekałem tutaj na pociąg do Małkini albo Siedlec. To tu rozpoczynałem swoje podróże, z tego dworca.

 

Nauka w szkole

Profesor Izdebski od zawsze lubił książki i spędzał na ich czytaniu wiele czasu. - Gdy chodziłem do szkoły, tak zwanej Jedenastolatki, nauczyciele chcieli popularyzować czytelnictwo - wspomina. - Przeprowadzono więc kwerendę w bibliotece szkolnej i miejskiej, która znajdowała się na ul. Lipowej. Sprawdzano ile książek przeczytali poszczególni uczniowie. Mój wynik był wysoki. Przeczytałem wtedy kilkadziesiąt książek. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, że coś osiągnąłem. Sokołowskie szkoły oraz biblioteki to instytucje, które rozbudziły moje zainteresowania. Pamiętam szkołę przy ul. Repkowskiej. Nauka odbywała się w barakach. Po pierwszym roku mojej nauki otrzymałem świadectwo w dwóch językach - po polsku i niemiecku. Rozdanie świadectw odbywało się pod kościołem św. Michała (dzisiaj w tym miejscu znajduje się konkatedra - przyp. red.). Dlaczego tam rozdawano świadectwa? Nie wiem, może uznano to za najlepsze miejsce. Moją opiekunką była pani Wierzbicka. Może są dziś w Sokołowie ludzie, którzy ją jeszcze pamiętają.

 

Drużyna harcerska

Jan Izdebski pamięta również bombardowanie Sokołowa przez wojska rosyjskie, chociaż nie przebywał wtedy w mieście. - Byłem wówczas około 10 km od Sokołowa u mojej rodziny, ale wszyscy wiedzieliśmy, co dzieje się w mieście - mówi. - Po wyzwoleniu chodziłem do szkoły przy tzw. ruskich dołach (obecnie Szkoła Podstawowa Nr 1 - przyp. red). Później uczęszczałem do Liceum Ogólnokształcącego na ul. Kupientyńskiej. Była też przygoda z zuchami i harcerstwem. Należałem do najlepszej Piątej Męskiej Drużyny Harcerskiej. Niestety, po pierwszy obozie harcerskim, w którym brałem udział organizację tę zlikwidowano. To bardzo smutne. Później pojawiły się inne organizacje, do których wszyscy należeli. Po skończeniu liceum dostałem się na studia. Wybrałem kierunek chemiczny.

 

Rodzinna historia

Profesor chętnie dzieli się swoimi wspomnieniami oraz informacjami o rodzinie. - Urodziłem się w domu na ul. Krzywej - wyjaśnia Jan Izdebski. - Dom ten kupił mój pradziadek, Antoni Piećko, uczestnik powstania styczniowego. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości został on porucznikiem. Nie miałem niestety do tej pory czasu, aby zajmować się szerzej przeszłością swoich przodków. Wiem jednak, że jestem siódmym pokoleniem ludzi, którzy mieszkali w Sokołowie, przynajmniej w jednej linii, bo rodzina mojego ojca, Izdebscy, pochodzili w okolic Mord i stamtąd przyjechali do Sokołowa. Piećko miał trzy córki i jednego syna. Jego syn wyjechał do Ameryki. Córki zaś wyszły za mąż tutaj: jednak za Sznajdera, druga za Gulika, trzecia za Izdebskiego.

Podczas spotkania mówiono też o karierze naukowej Jana Izdebskiego, którego droga życiowa z pewnością mogłaby być inspiracją dla wielu młodych mieszkańców miasta. Dowodzi, że również pochodząc z małej miejscowości można osiągnąć sukces w wybranej przez siebie dziedzinie. Czekamy na kolejne spotkania z ludźmi Sokołowa, na które wszystkich czytelników serdecznie zapraszamy!

 

Katarzyna Markusz

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe