17
2020
2012-10-26

Rozkosz na godziny


Jeszcze kilka lat temu prostytucja w naszym kraju była tematem tabu. Po 1989 roku i szerokim otwarciu na zachód sfera usług seksualnych zaczęła rozwijać się bardzo dynamicznie. W Polsce nie ma domów publicznych, są za to agencje towarzyskie. I chociaż pojęcie raczej jest równoznaczne i zakres usług specjalnie się nie różni to sama nazwa wskazuje o cywilizacyjnym postępie także i w tej materii.
Prostytucja w Polsce nie jest karalna. Karze natomiast podlega nakłanianie do uprawiania nierządu, tzw. stręczycielstwo, czerpanie korzyści materialnych z cudzego nierządu, tzw. sutenerstwo jak również ułatwianie nierządu dla osiągnięcia korzyści majątkowej, tzw. kupierstwo.

Casanova dała początek
Pierwsza w Polsce, oficjalnie zarejestrowana agencja rozpoczęła działalność na początku lat dziewięćdziesiątych. „Casanova” mieściła się w Warszawie, na Sadybie. Kolejne mnożyły się jak „grzyby po deszczu” i dziś trudno powiedzieć ile takich przybytków funkcjonuje w Polsce. Jest ich kilkanaście tysięcy. Najwięcej wzdłuż zachodniej granicy kraju oraz w wielkich aglomeracjach miejskich, nad morzem i w górach. Chociaż działają one także nawet w niewielkich miasteczkach i wsiach. Samo założenie agencji towarzyskiej nie sprawia wielu kłopotów. Wystarczy wypełnić kwestionariusz działalności gospodarczej, określając przedmiot działalności. Nie oznacza to wcale, że w urzędzie podaje się jako działalność gospodarczą wykonywanie usług erotycznych. Możliwości są inne, na przykład salon masażu, nocny klub czy też usługi polegające na towarzystwie pań w bankietach, przy kolacjach czy też spotkaniach biznesowych. Po wpisie do rejestru wystarczy uiścić odpowiednią opłatę w urzędzie skarbowym i rozpocząć działalność.
Całodobowa ekstaza
Od kilku lat praktycznie w każdej gazecie, w rubryce ogłoszeniowej można się natknąć na anonsy usług towarzyskich. W dużych miastach wystarczy na chwilę zostawić zaparkowany samochód, by po powrocie zza wycieraczki wyjąć dziesiątki wizytówek zapraszających do skorzystania z usług „bezpruderyjnych pań”, a nawet przystojnych panów. Jeżeli kiedyś znaczenia anonsów typu „Atrakcyjna brunetka”, „Panie przyjadą”, „Dorota zaprasza” czy „Agnieszka zrobi wszystko” trzeba się było domyślać, to teraz wiadomo o co chodzi i można wybierać wśród „Perwersyjnych 30-tek”, „Całodobowo - full”, „Osiemnastolatki przyjadą”, „Super dziewczyny” „Spełnimy Twoje życzenia” lub inne mniej lub bardziej dosadne i czytelne.
Nazwa agencji musi być taka aby klient poczuł się egzotycznie i zapomniał o troskach dnia codziennego. „Orchidea”, „Extasy”, „Przybytek rozkoszy”, „Lady”, „Raj” to tylko niektóre z nich. Mieszczą się w komfortowo wyposażonych i urządzonych willach, domkach jednorodzinnych, a najczęściej w zwykłym M-3 w blokach. Różnica polega na standardzie lokalu, jakości usług i paniach je wykonujących.

Pogotowie seksualne
O tym, że prostytucja jest najstarszym zawodem świata wie chyba każdy. Zjawisko świadczenia usług seksualnych za korzyści występowało od najdawniejszych czasów, w różnych cywilizacjach i kulturach. Obecnie tym procederem trudnią się kobiety z różnych środowisk. W agencjach można spotkać dziewczyny, które uciekając ze wsi do miasta liczyły na zrobienie kariery, a skończyły w burdelu. Są uciekinierki z domów i zakładów poprawczych, których warunki finansowe zmusiły do zajęcia się właśnie taką pracą. Ale są i dziewczyny z tzw. dobrych domów: uczennice i studentki, które właśnie tak zarabiają na kosmetyki, ciuchy, studia. Jak powiedział człowiek obracający się w tym środowisku, w agencjach zatrudniają się także panie, które w ten sposób wspierają budżet rodzinny. O ich dodatkowym zarobku nie wie nikt z najbliższej rodziny, a ostatnim który się o tym dowiaduje jest najczęściej mąż owej kobiety. Coraz częściej prostytucją zajmują się uczennice szkół średnich, które traktują to jako sposób dorabiania do skromnego „kieszonkowego”. Rzecz jasna rodzice ani nauczyciele nie mają o tym zielonego pojęcia. Kim są najczęściej właściciele agencji towarzyskich? To przede wszystkim osoby, które w przeszłości zajmowały się nielegalnymi interesami. Paserzy, cinkciarze, alfonsi, byli taksówkarze chociaż zdarzają się i tacy, którzy z „burdelowym interesem” nie mieli nic wspólnego. Właścicielkami agencji bywają byłe prostytutki, które musiały odejść z zawodu ze względu na wiek czy chorobę. Z uwagi na doskonałą znajomość rynku i panujących na nim realiów ich interesy należą do jednych z lepszych. Wbrew pozorom i realiom gospodarczym usługi erotyczne świadczone w agencjach naszego regionu cieszą się dosyć dużym wzięciem. Wybór jest spory, pracują dziewczyny najczęściej w wieku od 19 do 26 lat, chociaż zdarzają się i starsze. I nie są to wcale osoby z tzw. marginesu. Obsługują klientów najczęściej z miejscowości w której agencja się znajduje, chociaż zdarzają się przypadki, że dowożone są do dosyć odległych rejonów. Wiadomo, że wówczas koszty podróży opłaca zamawiający.
Ceny usług w agencjach towarzyskich nie są zbyt zróżnicowane. - Zatrudniając się w agencji od początku wiedziałam, że nie będą robiła jakiegoś masażu. Każda z  nas musi robić to, na co ochotę ma klient. Godzina to najczęściej 150 zł, pół godziny 100 zł. Za specjalne atrakcje dopłata najczęściej około 50 zł. Ja osobiście mam z tej kwoty 70-90 zł, reszta należy do szefa. Jak mężczyzna spożytkuje ten czas zależy od jego sił witalnych. Istnieje możliwość spędzenia z nami całej nocy. Wówczas cena podlega negocjacji. Naszymi klientami są najczęściej mężczyźni wieku od 30 do 60 lat, chociaż zdarzają się odstępstwa od tej reguły. Przyjmujemy u siebie lub też jeździmy do zamawiającego. Większość z mężczyzn nie jest oryginalna w zaspokajaniu swoich potrzeb - „szybko i normalnie”, to najczęstszy sposób - mówi Amanda, 25-letnia prostytutka, z 8-letnim stażem. 

Jak to u nas bywa
Policja zjawiska prostytucji nie kontroluje, przynajmniej oficjalnie, i nie rejestruje, gdyż prostytucja jako płatna miłość jest niekaralna. - Nawet gdybyśmy chcieli, nie możemy ewidencjonować prostytutek – mówią policjanci. Przez polskie prawo ścigane jest jedynie sutenerstwo, czyli nakłanianie innej osoby do uprawiania nierządu oraz czerpanie z tego procederu korzyści majątkowych.
Dochodzi więc do paradoksalnej sytuacji, że opiekun prostytuujących się dziewcząt, zapewniający im lokum, transport albo klientów, i otrzymujący za swój wkład w interes odpowiedni udział w dochodach, może trafić na wiele lat do więzienia, a jego współpracowniczki będą bezkarne. Chyba, że są to obywatelki innych państw, którym skończyła się wiza pobytowa. Wtedy są deportowane z kraju.
Gdyby jeszcze prostytutka przyznała się, że zainkasowała gotówkę za usługę, można by dochodzić... podatku od działalności gospodarczej. Na to jednak nie ma co liczyć. Podobnie klient nie przyzna się, że zapłacił, bo rozgłos jest ostatnią rzeczą, na której mu zależy.

„Tirówki” na szosie
Przydrożne dziewczyny oferujące swoje wdzięki spotkał na drogach każdy zmotoryzowany Polak. Błędnie nazwane  „tirówkami” z uwagi na to, że ich głównymi klientami są jednak kierowcy samochodów osobowych czy mieszkańcy okolicznych miejscowości, rzadziej kierowcy ogromnych ciężarówek. Ale dalej pozostańmy przy tej nazwie. Ubrane w minispódniczki, najczęściej czerwone, wyzywająco wymalowane machają do każdego przejeżdżającego samochodu. Zdarza się, że pokazując to i owo chcą zmusić do zatrzymania potencjalnego klienta. Opanowały praktycznie wszystkie główne drogi. Według szacunkowych danych w ten sposób pracuje kilkanaście tysięcy prostytutek. Najczęściej to cudzoziemki, przede wszystkim Bułgarki, Rumunki, Ukrainki, Białorusinki. Mimo akcji przeprowadzanych przez policję procederu nie udaje się zlikwidować. Zatrzymane i deportowane po kilku miesiącach i tak wracają. Tutaj ceny są bardziej zróżnicowany. I jest to najczęściej 50-100 zł za tzw. „numerek” i 40-50 zł za miłość francuską. Tirówki pilnowane są przez swoich ochroniarzy, którzy skrzętnie zapisują numer samochodu do którego wsiada dziewczyna. Kierowcy nie mają pojęcia, że każdy ich ruch jest bacznie obserwowany. Zdaniem „opiekunów” ma to zapobiec pobiciu i okradzeniu dziewczyn przez niezbyt rzetelnych klientów. Zdarzały się bowiem przypadki, że po „wykonaniu usługi” kierowca odjeżdżał zostawiając dziewczynę w środku lasu, a często zabierał „utarg” z całego dnia. Płatna miłość uprawiana jest najczęściej na tylnim siedzeniu samochodu, a gdy jest ciepło na kocu przy nim. Jeżeli jednak trafi się wymagający klient, który swoją potrzebę chce załatwić w bardziej cywilizowanych warunkach, to za dodatkową dopłatą znajdzie pokój w zaprzyjaźnionym z tirówką motelu czy hotelu.
Nieostrożność i brak jakichkolwiek hamulców ze strony niektórych klientów tirówek jest przerażający. Dziewczyny, które w ciągu dnia przyjmują od 5 do 10 klientów, pozbawione warunków sanitarno-higienicznych, którym za jedyne źródło czystości służy butelka z wodą i chusteczka higieniczna mogą się przecież stać ogniskiem różnych chorób, szczególnie wenerycznych. Dlatego też klienci tirówek to także potencjalni klienci poradni                                                    
dermatologicznych. - Jak człowiek siedzi za kółkiem kilkanaście godzin, przez kilka dni, to „wariuje” i jest mu wszystko jedno z kim i jak. Jeżdżę po całej Europie i najwięcej prostytutek stoi właśnie przy polskich drogach. Większość to cudzoziemki, Polek spotkałem niewiele. Są o wiele tańsze niż te z zachodu - powiedział, zachowując anonimowość, kierowca TIR-a.
Agencje towarzyskie czy też tirówki, stojące na poboczach polskich dróg nie budzą już w społeczeństwie takich emocji jak kiedyś. Polacy jeżeli nie zaakceptowali to przynajmniej tolerują występujące zjawisko.
Leszek Koper

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe