24
2018
2018-01-09

„Podlaska Odyseja" w GOKiS


 W niedzielę 17 grudnia w Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Sterdyni odbyła się promocja książki „Podlaska odyseja", zbeletryzowanych wspomnień Stefana Pawluka (1919-1981), urodzonego w miejscowości Garnek (gmina Ceranów). Wydarzenie zostało zorganizowane przez GOKiS i Towarzystwo Miłośników Ziemi Sterdyńskiej.

Wydanie wspomnień drukiem było wielkim marzeniem autora, który rękopis ukończył w sierpniu 1979 r. Z różnych względów książka wydana została dopiero po 38 latach. Wcześniej wspomnienia ukazały się w maszynopisie i książka powstała na jego podstawie. Rękopis nie był dostępny dla wydawcy (MGOK w Kosowie Lackim), prawdopodobnie żona autora przepisała wspomnienia na maszynie, dokonując w nich pewnych zmian.

Mówił o tym na spotkaniu w Sterdyni historyk literatury i pracownik kosowskiego MGOK Artur Ziontek, autor obszernego wstępu. Jak zaznaczył, maszynopisem zainteresował go dwa lata temu Janusz Kur, mieszkaniec Garnka, strażnik przyrody i przede wszystkim pasjonat, podobnie jak Stefan Pawluk, nadbużańskiego Podlasia. Historyk opowiadał o pracy badawczej w archiwach, która poprzedziła wydanie książki. Zaprezentował postać autora, który występuje w tekście w 3 osobie. Stefan Pawluk, syn sołtysa z Garnka, chłopiec obdarzony wieloma talentami, szczególnie artystycznymi, jeden z pokolenia Kolumbów. Wspomnienia rozpoczynają się od roku 1942 i przeżycia autora związane z II wojną światową są w nich potraktowane najszerzej. Czytamy o życiu mieszkańców nadbużańskiego Podlasia i jego krajobrazie, przynależności Pawluka do AK, wywózce na roboty do Niemiec, dramatycznej ucieczce z transportu i cudownym powrocie do domu, pomocy innym i od innych. Powojenne losy Pawluka są również dramatyczne: bez błogosławieństwa ojca opuszcza rodzinną wieś, rozpoczyna pracę, a potem artystyczne studia w Gdańsku, czemu kres kładzie uwięzienie przez Urząd Bezpieczeństwa. Dalsze lata to nieustająca wędrówka po Polsce w celu ukrycia się przed „zbirami z UB”, życie w tragicznych warunkach i wyczerpujące zajęcia, niezgodne z predyspozycjami bohatera. Zmiana nadeszła po październikowej Odwilży 1956 r., mimo że „rany duszy i ciała zadane mu kiedyś powoli się zabliźniały”. Nie brak w książce wspomnień o ludziach, którym Stefan Pawluk wiele zawdzięczał i o tych, którzy jemu wiele zawdzięczali, a także licznych przemyśleń i dygresji świadczących o wrażliwości, specyficznym poczuciu humoru i mądrości autora.

Warto zacytować tutaj dla naszych czytelników na początek roku fragmenty końcowej części wspomnień. „Dziś (…) Stefan nie zmienił swojego pozytywnego stosunku do życia. Nikt go nie przekona, że na świecie jest więcej zła niż dobra, jest pewny, że ma się wprost przeciwnie. Uważa nawet, że trochę zła wyjdzie światu i ludziom na dobre, gdyż (…) można właściwie ocenić i uszanować dobro. (…) Jeżeli człowiek koniecznie musi się starzeć, to niech najpierw zacznie od ciała, może by naprawdę tragicznie, jeżeli stanie się inaczej. Dewizą Stefana było (…), że duch stanowi o wartości człowieka. Świadomość tej prawdy może się okazać źródłem radości dla wielu z nas.”

Muzyczną oprawę wydarzenia zapewnił kosowianin Witold Radomski, który akompaniując sobie na gitarze zaśpiewał kilka piosenek znakomicie wpisywały się w klimat czytanych przez Artura Ziontka fragmentów książki. Wszyscy zebrani na spotkaniu skorzystali z możliwości nabycia wydawnictwa, cennego szczególnie dla nas, Podlasiaków. Książka jest dostępna u wydawcy.

J.O.

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe