17
2020
2012-04-30

Otrzymaliśmy kolejny list od pana Waldemara Kamonciaka


Okupacja niemiecka. Wieś Kupientyn, 5 km. od powiatowego Sokołowa Podlaskiego. Spokojni, ciężko pracujący mieszkańcy. Początkowo nie odczuwają zbliżającego się terroru, jednak i dla Kupientyna nadchodzą ciężkie czasy. Okupant wysiedla rodziny z domów, zajmując je na kwatery dla żołnierzy niemieckich posuwających się na Wschód, na Związek Radziecki. Nałożono kontyngent, zobowiązano mieszkańców do pilnowania torów kolejowych, po których dniem i nocą Suna pociągi wiozące tysiące ludzi, głównie Żydów, do Treblinki na stracenie.

Jak w całym kraju, tak i u nas nastąpiła mobilizacja do walki z terrorem. Powstające oddziały partyzanckie organizują różnego rodzaju akcje przeciwko Niemcom. W odwecie za ponoszone szkody hitlerowcy urządzają tzw. łapanki młodych ludzi na ciężkie roboty do Rzeszy, starszych do Treblinki na stracenie.

Urządzano na partyzantów zasadzki, które często kończyły się tragicznie. Jako mały chłopiec byłem świadkiem „polowania” na Tadeusza Łacha. Droga jego ucieczki przed Niemcami prowadziła przez nasze podwórko. Okupanci myśląc, że uciekający schował się w naszym domu, aresztowali mojego ojca Stanisława, który rankiem przy naftowej lampie kroił tytoń na papierosy. Został zabrany tak jak siedział – w kalesonach, przykryty kożuszkiem. Dla Niemców było jasne, że tutaj ukrył się zbieg. ojciec znalazł się w remizie strażackiej, wśród innych pojmanych. Stali odwróceni twarzami do ściany, a przy każdym poruszeniu byli szarpani przez psa.

Ojciec mój aresztowany był przez dwa razy. W pierwszym przypadku możliwie szybko został wykupiony. Koszt to pieniądze za dwie sprzedane krowy i tuczniki. Ponadto kiełbasy, szynki, jaja dla załatwiającego. Był Wielki Czwartek, w domu pojawił się rządca majątku w Paulinowie i łamaną polszczyzną powiedział, że tata na święta będzie w domu. Słowa dotrzymał. Podobnie rodziny wykupiły T. Rosochackiego i jeszcze jednego z aresztowanych, którego nazwiska nie pamiętam. Natomiast moi sąsiedzi – Marchel, Chiczewski i K. Osipiak zostali zamordowani. Ojciec wrócił w wielka sobotę, wychudzony i uboższy o kilka zębów.

Nie pamiętam, w jakich okolicznościach ojciec był aresztowany po raz drugi. W czasie jego pobytu w areszcie partyzanci szykowali się do ataku na więzienie w Sokołowie, gdzie przebywał. Późnym wieczorem zobaczyłem na naszym podwórku kilka wozów zaprzężonych w konie i mężczyzn z karabinami. Pan Stanisław Łach zorganizował im poczęstunek- szklankę wódki i biała kiełbasa na gorąco. Dowodził ktoś nieznany. Wówczas powiedziano do mojej mamy: „Genia, dziś Stasiek będzie wolny, idziemy rozbić  pakę” (więzienie). Wręczono mamie plik dowodów osobistych do ukrycia. Widziałam, jak mama rozpruła pierzynę, którą byliśmy nakryci z bratem, schowała dowody i ponownie zaszyła.

Było już późno, gdy partyzanci ruszyli do Sokołowa. Więzienie rozbito. Uciekających więźniów Niemcy wyłapali i stracili w Treblince. Ojciec pozostał w celi i chyba to go uratowało, bo wkrótce dzięki staraniom mamy znów do nas wrócił.

Inne tragiczne zdarzenie, które zapamiętałem, to śmierć poszukiwanego przez Niemców Tadeusza Łacha. Zdarzenie miało miejsce w końcowym etapie niemieckiego terroru.

Była wczesna wiosna. Poprzedniego dnia wspólnie z dziećmi sąsiadów bawiliśmy się na podwórku. Naprzeciwko naszego domu mieszkała rodzina p. Łacha, który prowadził rzeźnię i sprzedaż wyrobów masarskich. Jeden z synów pana Łacha - Tadeusz, był poszukiwany przez Gestapo. Udawało mu się ukrywać, w domu nie pokazywał się, szczególnie w dzień. Tym razem jednak opuściło go szczęście. Odwiedził w dzień swoją ciężarną żonę Jadwigę. Był już w odwrocie, gdy żona zawołała, żeby przyniósł drzewa. Zrobił to, ale chyba przez okno zauważył niebezpieczeństwo - nadjeżdżający niemiecki samochód z gestapowcami przygotowanymi do strzału. Wybiegł z domu w rozpiętym kożuchu kierując się nad rzekę w pobliskie zarośla. Ale nie zdążył. Padł na kopcu ziemniaków za stodołą sąsiada, Stanisława Bartnika. Do leżącego oddano jeszcze wiele strzałów, by dokończyć dzieło, a na czole postawiono odbitą pieczątkę SS. Przybiegła żona i sąsiedzi, ale zabitego nie pozwolono ruszać. Dopiero późnym wieczorem partyzanci zabrali ciało. Zabitego pochowano na cmentarzu w pobliskiej Niecieczy. Ja i moi koledzy na miejscu zbrodni znaleźliśmy mnóstwo łusek po nabojach.

Chociaż podobnych przypadków zbrodni w czasie okupacji było wiele, moje przemyślenia dotyczą tego, skąd gestapo w Sokołowie Podlaskim w tak krótkim czasie dowiedziało się o odwiedzinach T. Łacha w domu. Mieszkańcy Kupientyna długo snuli domysły. Przecież telefonów nie było, rowerów na wsi niewiele. Powstaje konkluzja, że zrobił to ktoś z organizacji partyzanckiej, znający pory odwiedzin T. Łacha w domu. Wniosek jeden – komuś zależało na tym, by powiadomić władze niemieckie i jak to zostało zrobione, to w krótkim czasie gestapo pojawiło się we wsi.

Waldemar Kamonciak

opr. J. O.

« wróć | komentarze [1]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Znam tę opowieść od mojej babci Stanisławy Grudziewskiej z domu Kamonciak.Wspomniana żona Tadeusza Łacha to Jadwiga z domu Grudziewska. Ja znam syna Tadeusza Lacha też Tadeusz był świadkiem na slubie mojej mamy.


2013-04-10 19:51:59
Strona 1/1






Dane kontaktowe