17
2020
2021-12-21

Opowiem Ci o przeszłości - Jasełka pod okupacją


Opowiem Ci o przeszłości...

To tytuł cyklu, który rozpoczęliśmy z nowym rokiem szkolnym. Będą się w nim pojawiały moje opowiadania (lub ich fragmenty) pochodzące ze zbioru „ Mgliste sny minionych dni” oraz nowe teksty przygotowywane do druku. Wszystkie są oparte na prawdziwych relacjach ludzi - świadków bądź uczestników niezwykłych wydarzeń. Wielu z nich już nie ma wśród żyjących, więc zdążyłam w ostatniej chwili poznać i utrwalić ich historię. Mam nadzieję, że ten cykl zainspiruje Czytelników do uważnego wsłuchania się w to, co mają nam do powiedzenia dziadkowie czy pradziadkowie. Wysłuchają, a potem zechcą zapisać, przekazać innym. Chętnie poznam ciekawe opowieści, by potem je literacko wykorzystać w kolejnych opowiadaniach. Można się ze mną kontaktować elektronicznie: kwiek.wieslawa@gmail.com
***
 
To drugi fragment niepublikowanego dotychczas opowiadania „Matura w słoiku”, w którym narratorem jest, pochodzący z Dzięciołów Bliższych, sędzia Franciszek Krysiak - dyrektor tajnego gimnazjum w Sterdyni. Jedna z uczennic to Zosia Sulerzycka. Być może parasol ochronny, jaki nad kompletami roztoczył jej ojciec, pozwolił tej szkole szczęśliwie przetrwać ciężki, wojenny czas?

Jasełka pod okupacją

(…) Przyjęcie Sulerzyckiej do szkoły nie miało żadnych złych skutków. Mało kto wiedział, kim ona naprawdę jest, chociaż niektórzy się domyślali. Zbliżało się Boże Narodzenie. Profesor Julia Rutkowska - polonistka i siostra Sebastiana wspierane przez innych nauczycieli ze szkoły przygotowywały z młodzieżą przedstawienie „Betlejem polskie” według Lucjana Rydla. Najpierw były wielkie problemy z egzemplarzem sztuki. I tym razem niezawodna okazała się siostra doktora Graffsteina. Przemycony z Warszawy tekst został przeredagowany na potrzeby naszego widowiska. Usunięto postać Żyda, by widzowie nie musieli po raz kolejny wracać do traumy z września 1942 roku, kiedy w biały dzień strzelano do ich sąsiadów i kolegów, a Siwa szkapina ciągała wóz z trupami na kirkut znajdujący się poza miastem, przy drodze do Sokołowa.

Najważniejsza była trzecia, czyli ostatnia część widowiska. Do scenariusza dołożono sceny z historii Polski, wpisane w krajobraz najbliższej okolicy, czyli unitów, księdza Brzóskę, rannego żołnierza z 1939 roku, więźnia obozu koncentracyjnego w pasiaku. Pochód, by się pokłonić Dzieciątku, zamykali dwaj młodzieńcy w wypastowanych oficerkach jako żołnierze Armii Krajowej.

Przedstawieniu towarzyszyła niezwykła atmosfera. Głęboko patriotyczne teksty i korowód postaci sunących do żłóbka wyciskał łzy z oczu. Gdy umilkły brawa, uczniowie zbierali do czapki pieniądze na paczki dla żołnierzy polskich przebywających w obozach jenieckich.
W czasie przedstawienia miał miejsce pewien incydent, który zmroził mi krew w żyłach. Uczennica, pełniąca dyżur na czatach od strony rynku, zauważyła wchodzącego do Domu Zakonnego Niemca. Osłupiała, gdy ten zapytał:
- Czy tu jest szkoła?
Zdumiona zapomniała języka w gębie, stała jak wryta. Dopiero po chwili ochłonęła i wykrztusiła, że nie.
- Zaraz poproszę siostrę przełożoną - dodała, zostawiając przybyłego w przedsionku.
Zauważyłem przerażenie na twarzy siostry Sebastiany. Szepnęła w moją stronę dwa zdania:
- Na rynku żandarmi. Jeden w holu.
Te słowa przekazałem koleżance Rutkowskiej.
- Co robimy? - zapytała z przerażeniem w głosie.
- Nie przerywajcie. Grajcie dalej, jakby nigdy nic. Zorientuję się…
Wyszedłem do holu i od razu natknąłem się na Niemca.
- O co chodzi? W czym mogę pomóc? – zapytałem staranną niemczyzną, siląc się na spokój.
- Mam odwieźć panią Sulerzycką i jej córkę do domu – wyjaśnił.
- Rozumiem. Zaraz panie przyjdą. Proszę zaczekać na zewnątrz, bo tu jest dom zakonny - odpowiedziałem.
Wróciłem na przedstawienie i przekazałem informację pani Marii. Razem z córką Zosią opuściły pomieszczenie. Mogliśmy odetchnąć z ulgą.
- Żołnierz z ochrony Sulerzyckiego – rzuciłem wyjaśnienie do Julii Rutkowskiej.
- Pewnie popija u Mazurka, a po żonę przysłał swojego ochroniarza - dodałem.
- I tak mnie dziwi, że po tym postrzeleniu „Wichury” na początku miesiąca, ma odwagę gdzieś ruszać w teren - pokiwała głową.
W murowance przy rynku, po lewej stronie drogi prowadzącej do Sokołowa, Mazurek miał knajpę. Do niej czasami wstępował rządca z Paulinowa.

Jasełka z 1943 roku, w takiej wersji, jaką zaprezentowaliśmy młodzieży i rodzicom naszych uczniów, były potem wielokrotnie komentowane. Wszyscy podkreślali, że to wspaniała lekcja patriotyzmu. Pokazaliśmy się jako szkoła polska, w której się uczy geografii i historii, w której przypomina się zbrodnie okupanta i zasiewa nadzieję na odzyskanie wolności.(…)

Wiesława Kwiek
Ilustracja Aleksandra Kwiek


 
Święta

Wreszcie grudzień, biało wszędzie.
Krótkie dni, a długie noce.
Już niedługo, już za chwilę
wielkie święta - Gwiazdka będzie.

Jeszcze tydzień, jeszcze drugi.
Coraz większe zaspy, chłody.
- Co ty pleciesz? Jaka Gwiazdka?
Babcia mówi, że to Gody.

- Co za Gody? Jaka Gwiazdka?
Toż to zwykłe jest ględzenie.
Czy nie prościej jest powiedzieć:
Mamy Boże Narodzenie!

Wiesława Kwiek

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe