29
2022
2022-12-05

Opowiem Ci o przeszłości...


Już od roku w Wieściach Sokołowskich ukazuje się cykl pod hasłem „Opowiem Ci o przeszłości…”. Pojawiają się w nim fragmenty mojej książki „Mgliste sny minionych dni” oraz nowe opowiadania pisane z myślą o kolejnej publikacji. Cykl cieszy się dużym zainteresowaniem Czytelników gazety. Uświadamia Im, że wiele wydarzeń zasługuje na upamiętnienie. Pod jego wpływem doszło już do kilku spotkań z ludźmi, którzy podzielili się ze mną swoją rodzinną historią. Czekam na kolejne sygnały. Można ze mną nawiązać kontakt poprzez Sokołowski Ośrodek Kultury i biblioteki (miejską i pedagogiczną), a także za pomocą poczty elektronicznej: kwiek.wieslawa@gmail.com

***
Te wydarzenia działy się na początku grudnia 1943 roku. Pamiętnik został napisany wiele lat po wojnie. Udostępnił mi go pan Jerzy Tomczuk z Sabni.
Pamięć o Henryku Oleksiaku - „Wichurze” wśród starszych mieszkańców Sokołowa jest wciąż żywa. Jego imieniem nazwano jedną z ulic. Mnie opowiadali o nim panowie: Lucjan Dzieciątko i Tadeusz Łach. Wykorzystałam też publikacje pana Mariana Pietrzaka.

„Wichura”

Z pamiętnika „Maka” - Witolda Ręczmienia

„(...) Jaki był „Wichura”? Wysoki, dobrze zbudowany. Włosy miał kręcone. Był to mężczyzna przystojny i elegancki. I trudno było się dziwić, że oglądały się za nim kobiety. Z jego zachowania i postawy widać było, że to przedwojenny oficer. (…) Zarzucano mu, że prowadzi jakby prywatną wojnę z okupantem. Ja uważam, że (…) niektórzy po prostu mu zazdrościli sławy i sukcesów. A prawda była taka, że on nie chciał stać i czekać z bronią u nogi. Dla niego liczyła się tylko walka z Niemcami. Jedno nie ulega wątpliwości, że był to wspaniały dowódca. (...)

W drugiej połowie listopada wreszcie pojawił się na naszym terenie i „Wichura”. Znad Buga wrócił wypoczęty, zdrowy i znów pełen energii, chęci do walki z Niemcami. Co z tego, jak dowództwo naszego okręgu zawiesiło go w czynnościach właśnie za tę samowolną akcję na rezydencję niemieckiego starosty Ernsta Gramssa. Niektórzy byli nawet za tym, aby go zdegradować, odsunąć od konspiracji. (…) W pewnym momencie „Wichura dostrzegł jadącą od Sterdyni bryczkę, którą powoził sam Sulerzycki.
- „Mak”, ty tu zostaniesz, a ja pobiegnę przez ten lasek na skróty i zatrzymam rządcę. Ty mnie ubezpieczaj, a ja sobie w tym czasie trochę
z nim porozmawiam.(...)

Jak tylko usłyszałem strzały i zobaczyłem, że Wichura się chwieje, wiedziałem, że stało się coś niedobrego, że „Wichura” oberwał i to dość porządnie. (…) Z miejsca też wybiegłem z zarośli, by pomóc „Wichurze”. Dobiegam do niego, chwytam go z tylu za ramiona, ale on chwieje się i przewraca. Nie byłem w stanie go utrzymać, choć mówili, że za młodu byłem sztywny, mocny w łapach.(…)

Kiedy wróciłem do „Wichury” z jego czapką i pistoletem, zobaczyłem, że Heniek coraz bardziej krwawi. Całą twarz i głowę miał we krwi. Dostał postrzał w brodę i policzek. Strasznie to wyglądało…
- Witek, dobij mnie, proszę. Nie zostawiaj mnie tu rannego. ”Mak”, ty mnie wykończ, bo ja nie chcę żywy wpaść w ręce Niemców...(…)
- I jeszcze jedno. „Papiery”. Nie zapomnij ich zniszczyć.

Właśnie, „papiery”. Słowa te chwilowo jakby mnie otrzeźwiły. Przypomniałem sobie, że „Wichura” już wcześniej wspominał mi, że ma jakąś kartkę z nazwiskami i adresami naszych chłopców należących do Armii Krajowej, których zamierzał przedstawić dowództwu obwodu do awansów i odznaczeń. (…) Jeszcze tamtego ranka żartował, że gdyby ta kartka wpadła w ręce Niemców, to byłby dla nich najlepszy prezent mikołajowy. (...)

Zdawałem sobie sprawę, że z ciężko rannym „Wichurą” nie mam żadnych szans na ucieczkę. Wiedziałem, że lada chwila mogą się pojawić na sterdyńskiej szosie Niemcy i żandarmi z Sokołowa Podlaskiego, którzy zapewne już zostali wezwani telefonicznie przez Sulerzyckiego.(…). Nie, ucieczka by się nam nie powiodła. Szybko by nas wytropili. Na żadną pomoc też nie mogliśmy liczyć. Nikt z naszych ludzi nie wiedział, że tego dnia akurat jesteśmy w Paulinowie. (…)

Wiesława Kwiek

« wróć | komentarze [2]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

do popo. Pewnie potomkowie ruskich na czołgach ci takie rewelacje o Wichurze podrzucili.


2023-01-09 19:35:03

A mnie opowiadali ludzie dobrze wiedzący, kto to był tzw. "Wichura". Lepiej nie przytaczać. Z tego co pamiętam, to z ich opowieści wynika, że "Wichura" jadąc bryczką z zarządcą niemieckim, miał dubeltówkę, zawsze się o nią opierał kolbą do góry. Był za bardzo wstawiony i tym razem oparł się o lufy, niechcący nacisną spust i po "partyzancie. Ale po co rozdrapywać rany. Gdy nadawano ulicy jego imię, nie zgłębiano jego życiorysu. Ale po kilku latach, chyba 1998r., gdy wyszły fakty z życia "partyzanta", chciano zmienić nazwę tej ulicy na "Solidarności". Coś nie wyszło.

popo
2022-12-05 14:30:08
Strona 1/1






Dane kontaktowe