17
2020
2021-09-07

Opowiem Ci o przeszłości…


„Przeszłość jest to...” To tytuł cyklu, który rozpoczęliśmy z nowym rokiem szkolnym. Będą się w nim pojawiały moje opowiadania (lub ich fragmenty) pochodzące ze zbioru „ Mgliste sny minionych dni” oraz nowe teksty przygotowywane do druku. Wszystkie są oparte na prawdziwych relacjach ludzi - świadków bądź uczestników niezwykłych wydarzeń. Wielu z nich już nie ma wśród żyjących, więc zdążyłam w ostatniej chwili poznać i utrwalić ich historię. Mam nadzieję, że ten cykl zainspiruje Czytelników do uważnego wsłuchania się w to, co mają nam do powiedzenia dziadkowie czy pradziadkowie. Wysłuchają, a potem zechcą zapisać, przekazać innym. Chętnie poznam ciekawe opowieści, by potem je literacko wykorzystać w kolejnych opowiadaniach. Można się ze mną kontaktować elektronicznie kwiek.wieslawa@gmail.com
***
Początek września kojarzy się Polakom (i nie tylko) z wybuchem II wojny światowej. Życie w przedwojennym Sokołowie biegło utartym rytmem, czasami zakłócanym wieściami zza zachodniej granicy. W tym opowiadaniu patrzymy na świat oczami małego chłopca z Jabłonny Lackiej...

Na targu w Sokołowie
(…) Miasto powitało nas pianiem kogutów i porykiwaniem bydła. Pomyślałem, że to prawie jak u nas na wsi. Rozglądałem się na boki i byłem bardzo rozczarowany. Dopiero kiedy wjechaliśmy głębiej między ulice, zobaczyłem i poczułem różnicę. Chociaż było jeszcze bardzo wcześnie, panował duży ruch. Otwierano sklepy i sklepiki. Pachniało chlebem i bułkami. Aż mnie skręciło w środku i ślina napłynęła mi do ust.(…)
Dziadek pozwolił mi zejść z wozu i się rozejrzeć. Ależ tu było tłoczno i głośno. Część towarów sprzedawano wprost z wozów.
W ten sposób dziadek szybko pozbył się owsa i pszenicy. W jednej części rynku ustawiono drewniane kramy. Wzrok przyciągały kolorowe chustki, wełniaki i korale. Mężczyźni tłoczyli się przy stołach z uprzężą dla koni, siodłami i wyrobami kowalskimi. Między kramami biegały rozwrzeszczane dzieciaki, sycąc oczy rzeczami, na których kupno nie było stać ich rodziców. Niektórzy pogwizdywali na glinianych kogutkach albo chrupali obwarzanki, mlaskając przy tym, by wzbudzić zazdrość tych, którzy musieli obejść się smakiem. Ryczały krowy i cielęta, pokwikiwały świnie. Gdakanie, kwakanie mieszało się z nawoływaniem do kupna tego czy owego. Między furmankami krążyli Żydzi, wyróżniający się spośród tłumu swoimi długimi kapotami, czarnymi brodami i charakterystycznymi czapkami z daszkiem.(…)
Zaniepokoiłem się, gdy przy naszym wozie zatrzymał się jakiś Żyd i zaczął się przyglądać jałoszce. Przyszedł z chłopcem w moim wieku o ciemnych oczach
i z czarnymi kręconymi włosami. Był taką pomniejszoną wersją starego, bo mieli takie same czapki i kapoty. Duży kazał sobie otworzyć klatkę z kurami, wyjął jedną, potrzymał w dłoniach, jakby sprawdzał jej wagę, po czym zwrócił się do mnie słowami:
– Chciałbym kupić twoje kury i cielaka. Idź, zawołaj ojca.
– Ja... Ja tu jestem z dziadkiem, ale cielak... to jałoszka. I nie jest na sprzedaż.(…)
Widziałem, jak tamten Żyd kupił cielę od innego chłopa, ale o tym już dziadkowi nie powiedziałem.
A potem zrobiło się późno. Wrócił dziadek z dwoma worami kapusty, worem cebuli, solą, cukrem i naftą. Pomogłem mu to załadować na wóz i ruszyliśmy z powrotem. Teraz już mi humor dopisywał. Podgryzaliśmy chałę i zakąszaliśmy gruszkami, które dziadek znalazł pod drzewem przy drodze, gdzieśmy się na chwilę zatrzymali. Gadaliśmy o tych cudeńkach, które widzieliśmy na targu. Do wsi dotarliśmy późnym popołudniem.
– Mówią, że będzie wojna – powiedział dziadek pochylony nad talerzem zacierek, które babcia przed nim postawiła.
– Jaka wojna? Kto tak gada? – zainteresował się ojciec.
– Chłopy mówili, że do tego rzeźnika z Pięknej przyjechał brat z Niemiec. Tam teraz rządzi Hitler i szykuje się do wojny. Straszne czasy nadchodzą. Najgorsze dla tych wyznania Mojżeszowego. W III Rzeszy Żydom zabierają domy, zabraniają handlu, wypędzają z kraju. Nawet ponoć doktory żydowskie nie mogą leczyć Niemców. Złe czasy idą...
– A dobrego nic się nie dzieje? Możeś i czego dobrego się dowiedział? – zainteresowała się mama.
– Kościół salezjanie nowy budują. Już prawie gotowy. Święcić go będą.
– To Pan Bóg i od wojny może obroni? – z nadzieją
w głosie rzekła babcia.
– Może i obroni. Nie wiadomo tylko, czy po tej naszej ziemi więcej grzeszników chodzi, czy więcej tych dobrych...
– A czegoś jałoszkę z powrotem przywiózł? – zagadnął ojciec. – Nie było na nią kupca?
– Ano nie było. Sam się dziwię, bo i Franek Wacków swoją sprzedał i Bolek Józwów.
– A wiesz, może to i lepiej. Ładna jest i taka zgrabna. Co prawda parę groszy by się przydało, ale może lepiej ją zostawić na krowę. Jeśli czasy niepewne, to lepiej mieć w oborze dodatkowy ogon niż parę złotych w kufrze – głośno myślał ojciec.(…)

 

Zdjęcie ze zbiorów Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sokołowie Podlaskim. Przedstawia budynek starostwa. który znajdował się między ulicami Długą i Kilińskiego.
 

Wiesława Kwiek

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe