18
2019
2010-11-17

O represjach wobec niepokornych


Joanna Siedlecka, znawczyni literatury oraz znakomita pisarka, była gościem Sokołowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. 10 listopada opowiadała słuchaczom o swojej książce „Obława. Losy pisarzy represjonowanych".

To nie pierwsza wizyta Joanny Siedleckiej w Sokołowie Podlaskim.

Odnalazła Anielę
Jakiś czas temu przyjechała tu, by mówić o swojej książce „Jaśniepanicz", której bohaterem jest Witold Gombrowicz. W książce tej pojawia się wątek sokołowski - Aniela, gospodyni rodziny Gombrowiczów, która pochodziła właśnie z naszego miasta.
- Już umawiamy się na kolejne spotkanie poświęcone właśnie Anieli - zapewnia dyrektor SOK, Maria Koc. - Pojawiły się nowe dokumenty, listy, zdjęcia dotyczące jej osoby.
- Kocham Sokołów, bo można powiedzieć, że jest współtwórcą mojego sukcesu - oznajmiła Joanna Siedlecka na wstępie. - Książka o Gombrowiczu stała się popularna m.in. dzięki Anieli, która była rewelacją tej publikacji. Gdy pisałam książkę, chciałam odnaleźć Anielę, ale nie było to łatwe. Całe życie była ona stanu wolnego, a po powrocie do Sokołowa, gdy miała już ok. 70 lat, wyszła za mąż za sąsiada wdowca. Nie znając jej nowego nazwiska, przyjechałam do Sokołowa, by spróbować ją odnaleźć. Wiedziałam jedynie w jakim jest wieku i to, że jest osobą pobożną, ale nie dewotką. Zaczepiałam na ulicach jej rówieśnice, pytając o nią, aż w końcu jedna z nich mnie do niej zaprowadziła.

Pod ścianę za pisanie
Tematem wykładu pisarki byli jednak autorzy napiętnowani w czasach komunizmu. - Dlaczego komuniści prześladowali niezależnych literatów? Bo ówczesna władza traktowała literaturę jako propagandę, coś co miało jej służyć, a autorzy mieli popierać władzę – mówiła Joanna Siedlecka. - Ci, którzy się temu przeciwstawiali nie mieli lekko. Różne to były represje, najcięższe spotykały wtedy pisarzy rosyjskich. W Związku Sowieckim, gdzie komunizm trwał najdłużej i był najbardziej krwawy, niepokorna literatura została zniszczona fizycznie. Tam szło się pod ścianę za pisanie utworów nieprzychylnych władzy. Niektórych doprowadzano do samobójstwa, innym aresztowano dzieci. Wszyscy znamy „Mistrza i Małgorzatę" Michaiła Bułhakowa. Książka ta nie wyszła za jego życia. Pisarz zmarł w nędzy i osamotnieniu. Nie wydawano jego utworów.
W Polsce represje wobec pisarzy nie były tak silne. - U nas nie unicestwiano fizycznie, ale to nie znaczy, że nie było represji wobec niepokornych literatów. To bardzo bolesna i wstydliwa karta naszej historii, ale warta poznania – zaznaczyła prowadząca wykład. - Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że byli pisarze, którzy płacili bardzo wysoką cenę za swoją niepokorną twórczość. Sowieckim zwyczajem zsyłano niektórych do szpitala psychiatrycznego. To często było gorsze niż więzienie, do którego po jawnym procesie trafiało się na określoną ilość lat. W szpitalu można było przebywać w nieskończoność, dopóki lekarz nie stwierdził, że pacjent wyzdrowiał.

Zesłać do psychiatryka
Jednym z pisarzy potraktowanych w ten sposób był poznański poeta Wojciech Bąk. - Wtedy wszystkich pisarzy starano się lokować blisko siebie, np. na ulicy Krupniczej w Krakowie, żeby mogli sobie nawzajem zaglądać do garnków i pod kołdry. Nawzajem też na siebie donosili.
Tak było również w Poznaniu – opowiadała pisarka. - Początkowo Bąk był prezesem tamtejszego oddziału związku literatów i otrzymał najlepsze mieszkanie - dwa pokoje z kuchnią. Całe życie był jednak kawalerem, więc młodsi koledzy, obarczeni rodzinami, zapragnęli mu to lokum odebrać. W ten sposób trafił do zakładu psychiatrycznego, gdzie w dalszym ciągu tworzył wspaniałe wiersze. Drugim z pisarzy, którego próbowano umieścić w szpitalu był January Grzędziński, który w młodości był adiutantem Piłsudskiego. Gdy w Polsce miał kłopoty wydawnicze, zaczął pisać do paryskiej „Kultury". Pisał tam pod własnym nazwiskiem, bo uznał, że nie przystoi mu ukrywanie się pod pseudonimem. Władza postanowiła wezwać go na badania do Tworek. Uratowała go siostra, Nelli Strugowa, która ukrywała go przez wiele miesięcy.

Uważał, że knują…
Najbardziej czarny okres polskiej literatury przypadł na czas rządów Gomułki. - Gomułka nie był człowiekiem wykształconym - mówi Joanna Siedlecka. - Był prostym robotnikiem i nienawidził inteligencji. Wynikało to z tego, że ich nie rozumiał, a tym samym obawiał się, że coś knują. Nie lubił sztuki awangardowej i ją niszczył. Zdarzały się wyroki więzienia za nieopublikowane utwory, które autor wygłaszał w towarzystwie znajomych. Największa uwagę świata przyciągnął jednak proces Wańkowicza, oskarżonego o szkalowanie PRL-u. Przechwycono jego list do córki, która mieszkała w USA. Wańkowicz relacjonował tam dość szczerze zebranie Związku Literatów, również krytyczne głosy, jakie tam padały. Władzy nie podobało się, że Wańkowicz podpisał List 34 oraz to, że nie zrzekł się amerykańskiego obywatelstwa, gdy wrócił do Polski.
Kolejne spotkanie z Joanną Siedlecką w ramach sokołowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku najprawdopodobniej w marcu. Będzie ono poświęcone Anieli, gospodyni rodziny Gombrowiczów.
INFO/FOT. KATARZYNA MARKUSZ

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe