17
2020
2011-04-07

Nadbużański Gródek znów będzie znany…


Czas pokaże, czy uda się nowemu właścicielowi ośrodka wypoczynkowego przywrócić mu popularność i sławę jaką cieszył się w latach 80. a nawet wcześniej - kiedy przed wojną, pani prezydentowa Mościcka organizowała w tej wsi kolonie letnie dla ubogich dzieci z Warszawy.

„Ty podlaska piękna ziemio, ziemio ukochana/ Wystrojona jak dzieweczka na Niedzielę z rana/Strojna w kwiaty i bławaty ponad Bugiem siedzisz/ Taka cicha i spokojna, jakby po spowiedzi”.

Znad wody – nad wodę
Do tych nadbużańskich łąk, do spokojnej rzeki - jakże innej od Sanu, nad którym żyła rodzina Brochockich w Rudniku nad Sanem… W sierpniu 1946 roku pani Maria Brochocka dostała nakaz pracy w Szkole Podstawowej w Gródku. Z czworgiem dzieci i chorym mężem przemieściła się znad wody, nad wodę. Z południowej Polski - na Podlasie, w samo piekło bratobójczych walk o suwerenną Polskę.
Najstarszy z żyjących z rodu Brochockich, Roman, pamięta częste odwiedziny żołnierzy wyklętych w ich starym domu i strach przed odpowiedzialnością za kursy zwalczania analfabetyzmu, który na zlecenie nowej władzy prowadziła jego matka. Także strach przed funkcjonariuszami bezpieki za słuchanie radia Wolna Europa. Bywało, że w nocy do Brochockich zachodzili „leśni” spragnieni wiadomości z „wolnego świata” i odpowiedzi na pytanie, czy Anders - a z nim cała zachodnia koalicja antyhitlerowska - ruszy na Związek Radziecki, czy jeszcze muszą trwać w bezsensownej walce przeciw nowej władzy i tym, co tę nową władzę Polsce organizowali za przyzwoleniem naszych sojuszników, zauroczonych wujkiem Stalinem w Jałcie.

Łagier był blisko
Wędrówka z Rudnik na Podlasie trwała 2 tygodnie, a mogła potrwać dłużej i zakończyć się gdzieś w Kazachstanie, gdyby zawiodła kobieca intuicja pani Marii. Na jednej ze stacji PKP odczepiony wagon bydlęcy z dobytkiem i rodziną Brochockich czekał na pociąg jadący w kierunku wschodnim, by dołączyć do jego składu. Ale w bałaganie, jaki wówczas panował na kolei, chciano dołączyć go do transportów wywożących Polaków do sowieckich łagrów.
Na szczęście zorientowana w sytuacji pani Maria zapobiegła tragedii i przekonała radzieckiego komendanta stacji, że wprawdzie też podróżuje na wschód, ale nie tak daleko, co potwierdzały okazane dokumenty.
Wagon odczepiono i czekał jeszcze kilka dni na pociąg zdążający w kierunku Warszawy. Wreszcie, w sierpniu 1946 r., zobaczyli rzekę Bug i drewnianą szkołę obok pounickiego starego kościółka w Gródku. Tu w 1950 r. przyszedł na świat najmłodszy z Brochockich - Andrzej i wiedziony sentymentem do ludzi, nadbużańskiego krajobrazu i rzeki, zauroczony sięgającą XIII wieku historią Gródka, postanowił tu powrócić. Najpierw na miejscu, gdzie stała szkoła i mieszkała cała rodzina, zbudował trzy segmenty wielosezonowych mieszkań letniskowych. Dla siebie, brata i siostry.

Pozostawić ślad
I mógłby na tym poprzestać. Miał swoje miejsce w ukochanym Gródku. Miejsce rodzinnych i muzycznych spotkań, odpoczynku, wędkarskich przygód. Ale dla najmłodszego z Brochockich, zaprawionego w bojach o lepszą przyszłość dla swoich dzieci to było za mało. Postanowił zakupić, przynoszący straty budżetowi miasta, ośrodek wczasowy w Gródku i doprowadzić go do rozkwitu.
- Lata całe pracowałem w Niemczech i dla Niemców. Zarobiłem ciężką pracą i wieloma wyrzeczeniami trochę pieniędzy i teraz chcę zainwestować je w Gródek – mówi Andrzej Brochocki. - Chcę pozostawić swój ślad na tej ziemi. Jak moja matka, ucząca tutaj dzieci i ojciec - społeczny bibliotekarz - roznoszący książki i zachęcający do ich czytania mieszkańców wsi. Chcę, by ośrodek w Gródku był znowu miejscem letniego wypoczynku mieszkańców Sokołowa i Warszawy, miejscem zabaw dzieci, sobotnich i niedzielnych występów artystycznych, imprez sportowych uroczystości rodzinnych, miejscem pielęgnowania bogatej tradycji ludowej i upowszechniania kultury.

Gródek widzi wielki
Czas pokaże, czy uda się nowemu właścicielowi ośrodka w Gródku przywrócić popularność i sławę jaką cieszył się w latach 80. a nawet wcześniej, kiedy przed wojną, pani prezydentowa Mościcka organizowała w tej wsi kolonie letnie dla ubogich dzieci z robotniczych dzielnic Warszawy.
Niełatwe to zadanie i kosztowne. Hotel, gastronomia, urządzenia sanitarne - nie spełniają obecnych wymogów .Wszystko trzeba modernizować lub budować na nowo. Do tego trzeba zadbać urządzenia umożliwiające turystom atrakcyjny pobyt. Zdrowy wypoczynek i rozrywki, szczególnie dla dzieci. Same piękne krajobrazy, wiekowa architektura i bogata historia Gródka - nie wystarczą. W dalekosiężnych planach inwestycyjnych jest modernizacja hotelu, z wyprowadzeniem tarasu widokowego na skarpę rzeki, budowa amfiteatru, przystani żeglugowej, strzeżonego kąpieliska, plaży, boisk do gier zespołowych, ścieżek rowerowych i spacerowych a nawet stawu z możliwością połowu ryb. Jak wędkarzom wiadomo z rybami w Bugu jest coraz gorzej a być w Gródku i nie zjeść smacznej rybki - to szczyt absurdu.
Trzymajmy kciuki za powodzenie tego ambitnego przedsięwzięcia rodziny Brochockich i wspierajmy je, jak kto może, bowiem w czasach kryzysu finansowego Państwa i obywateli nie będzie łatwo zrobić z Gródka wieś letniskową o europejskich standardach. Ale Polak potrafi. Wierzymy, że zaprawiony w bojach o lepszą przyszłość swojej rodziny pan Andrzej Brochocki udowodni, że potrafi. Przecież jest Polakiem i na dodatek Podlasiakiem z nad Buga.
TEKST/FOT. WACŁAW KRUSZEWSKI

« wróć | komentarze [5]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Byłam tam w zeszłym roku z rodziną na wakacjach z rodziną. Bardzo mile wspominam ten czas i jeszcze nie raz tam wrócimy. Widać że Pan Andrzej robi wszystko by ośrodek był na wysokim poziomie. W każdym razie to super miejsce na wakacje z dzieciakami.

Marzena
2017-03-28 18:31:56

Brawo Andrzeju! Zawsze byłeś aktywny i pomysłowy, a znam Ciebie od pierwszej klasy technikum. Podziwiałem Twoje szerokie spojrzenie na to co wokół się dzieje i nieobojętność.Dbajmy o nasze korzenie,o naszą polskość.Ty jesteś tego wspaniałym przykładem.Życzę powodzenia w realizacji kolejnych planów.Jesteś wspaniały,a ja dumny żeś mym kolegą.


2014-09-01 20:57:36

Wielkie słowa uznania dla p. Andrzeja Brochockiego. Wreszcie to miejsce zacznie funkcjonować na odpowiednim poziomie i służyć turystom w malowniczo położonym Gródku

Piter58
2013-07-26 08:41:50

ja też, ja teeeżżż!!!!

bużanka
2011-04-11 21:22:28

Panie Andrzeju zycze panu aby wszystkie cele ktore pan sobie wyznaczyl sie spelnily. Pieknie by bylo jakby w Grodku powstal osrodek wypoczynkowy z prawdziwego zdarzenia.Bede pana wspieral duchowo i trzymal kciuki. Tylko tak moge panu pomoc.

mieszkaniec gminy.
2011-04-08 16:52:37
Strona 1/1






Dane kontaktowe