17
2020
2012-10-16

Leśni mordercy


Kłusownictwo jest przestępstwem polegającym na zabijaniu, chwytaniu, ściganiu zwierzyny lub łowieniu ryb bez posiadania uprawnień w sposób niedozwolony lub w niedozwolonym miejscu i czasie. Jak wynika z danych, około 30 procent pozyskiwanej w lasach zwierzyny to ofiary kłusowników. Proceder ten jest zjawiskiem groźnym, uczy okrucieństwa. Rodzaj i sposoby kłusowania zależą od regionu. Na przykład w regionie krakowskim i kieleckim do tego celu używa się psów. Są to specjalnie głodzone i agresywne psy, często niebezpieczne dla ludzi. W opolskim, katowickim i częstochowskim stosuje się wnyki, w województwach zachodnich najczęściej używa się samopałów. W niektórych miejscach naszego kraju kłusownictwo stało się prawdziwą plagą. Nie ma praktycznie dnia, aby strażnicy leśni nie ujawniali przypadków uprawiania tego procederu. Najczęściej łupem padają zające, sarny, rzadziej wilki, dziki czy niedźwiedzie. 

Nielegalne posiadanie broni
Z problemem kłusownictwa ściśle wiąże się nielegalne posiadanie broni i amunicji. Działania policyjne w tym kierunku prowadzone są od zawsze. Policjanci zatrzymują w okresie roku ponad 500 osób podejrzanych o nielegalne posiadanie broni palnej i odzyskują ponad sto tysięcy sztuk amunicji.
Przestępcy rocznie kradną (myśliwym, osobom prywatnym, instytucjom państwowym, strażnikom i pracownikom ochrony) około 500 sztuk różnego rodzaju broni. W większości służy ona do nielegalnych polowań. Kłusownictwo z użyciem broni palnej, choć rzadziej spotykane, należy do najbardziej niebezpiecznych. Zdarza się, że od kuli kłusowników giną strażnicy leśni lub osoby, które znalazły się na linii strzału zupełnie przypadkowo.

Z ojca na syna
Zdaniem leśników i myśliwych, kłusownictwo jest procederem bardzo starym. Wzrosło zastraszająco szybko na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Jest bardzo często uprawiane rodzinnie, z pokolenia na pokolenie. Głównym powodem jest chęć wyżywienia rodziny, a za sprzedane skóry lub poroża otrzymanie pieniędzy. Jednak czasem zajmują się nim ludzie o wysokim statusie materialnym. „Dla sportu” – jak twierdzą po zatrzymaniu. Kłusownicy doskonale znają teren i obyczaje zwierząt. Wiedzą, jak uniknąć spotkania ze strażnikami czy myśliwymi. Wiedzą, jak i gdzie zastawiać wnyki. Często do ich sporządzenia używają między innymi drutu z linii wysokiego napięcia. Proceder uprawiany jest głównie w okresie zimowym, gdy na śniegu dokładnie widać ścieżki wydeptane przez zwierzynę. Szczególnie narasta przed każdymi świętami. Nierzadko kłusownicy zabierają tylko najlepsze mięso, pozostawiając w lesie resztki zabitej zwierzyny. W niektórych rejonach kraju zdarzają się przypadki, że  kłusownicy ze złości podpiłowują ambony. Chodzi o to, aby stamtąd nie można było ich obserwować. Grozi to nawet śmiercią osobom, które znajdą się przypadkowo w pobliżu.

Leśni barbarzyńcy
Zwierzęta złapane we wnyki umierają w straszliwych męczarniach. Walczący o życie jeleń czy sarna rzuca się, próbuje uwolnić z pętli. Tymczasem metalowy drut coraz bardziej zaciska się na jego szyi. Zwierzę zaczyna się dusić. Często samo się okalecza, wybija oko lub wyrwa ze stawu kolanowego tylną nogę Bywa, że walczy niekiedy nawet i dwadzieścia godzin. Jedynym wybawieniem jest dobicie rannego jelenia czy sarny.
Przerażające jest okrucieństwo ludzi wobec zwierząt. Leśnicy twierdzą, że nawet po postawieniu wnyków lub innych pułapek, kłusownicy rzadko do nich zaglądają. Oznacza to okrutne męczarnie zwierząt, które w nie wpadną. Kłusownicy posuwają się do coraz wymyślniejszych sposobów. Na polowanie wyruszają późną nocą, samochodami z ogromnej mocy reflektorami. Dzięki temu cel jest doskonale widoczny, a strzały celne i skuteczne. Dla kłusowników nie istnieją żadne okresy ochronne.
Znany jest przypadek, że leśnicy pojechali do człowieka podejrzewanego o kradzież choinek i znaleźli w jego zabudowaniach klatkę do łapania jastrzębi i trzy martwe ptaki. Zwrócono się o opinię do Towarzystwa Ochrony Fauny i okazało się, że jest tylko około pięciu tysięcy tych ptaków w Polsce. Sprawa trafiła do sądu. Mężczyzna odpowiadał za zabijanie gatunków chronionych. Kłusownictwo jest ścigane z ustawy Prawo łowieckie. Na przykład za samo posiadanie i przechowywanie wnyków mona być pozbawionym wolności do roku, za polowanie nawet do pięciu lat.

Współdziałanie służb
Od czerwca 1997 roku obowiązuje rozporządzenie Ministra Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w sprawie współdziałania Państwowej Straży Leśnej z Policją i Polskim Związkiem Łowieckim. Obejmuje ono zapobieganie i zwalczanie kłusownictwa oraz przestępstw i wykroczeń przeciwko łowiectwu, zwalczanie obrotu zwierzyną nielegalnie pozyskaną oraz ochronę mienia dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich. Służby te organizują wspólne akcje i patrole na obszarach obwodów łowieckich, udzielają pomocy policji w akcjach, które są na terenie tych obwodów prowadzone oraz podejmują wspólne działania mające na celu zwalczanie kłusownictwa. Wymieniają także informacje, zwłaszcza o środowiskach, z których wywodzą się kłusownicy.
Bardzo często zdarza się, że wspólne patrole przeczesują okolicę w poszukiwaniu wnyków i innych pułapek. Efekty są niekiedy zdumiewające. W ciągu kilku godzin leśnicy potrafią znaleźć nawet kilkanaście zastawionych wnyków.

Poroże na ścianie
Wiele osób zadaje sobie pytanie – co dzieje się z zabraną kłusownikom zwierzyną. Mięso najczęściej trafia do skupu, zaś odzyskane poroże leśnicy zabierają do nadleśnictwa, gdzie zostaje wyeksponowane.
Wielokrotnie w mieszkaniach kłusowników policjanci znajdują liczące po kilkadziesiąt okazów kolekcje „kłusowniczych trofeów”. Składają się na nie wypchane okazy rzadkich gatunków ptaków i zwierząt futerkowych,
szable dzików, poroża jeleni, łosi.
Wielu leśników i myśliwych twierdzi, że walka z kłusownictwem jest beznadziejna. Także samo udowodnienie uprawiania tego procederu jest niezwykle trudne. Samych ścigających jest również o wiele za mało. Jak wynika ze statutu PZŁ, każde koło łowieckie powinno zatrudniać co najmniej jednego strażnika łowieckiego do obwodu, zaś nadleśnictwo dwóch na kilkanaście tysięcy ha lasu. Zrozumiałe, że fizycznie nikt nie jest w stanie temu zapobiegać. Kłusownictwo było, jest i będzie. Nikt nie zdoła całkowicie go zlikwidować, najwyżej można próbować ograniczać.
Leszek Koper

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe