17
2020
2014-11-23

Krótka refleksja o kolejnictwie z wojną w tle


Kiedy słyszę o ciągłym bałaganie w Polskich Kolejach Państwowych, kiedy czytam o groźbach strajków i bezpardonowej walce o zachowanie peerelowskich przywilejów, moje sympatie do kolejarzy i dziecięco-młodzieżowy podziw dla ich pracy i wspaniałych parowozów zaczyna odchodzić w dal jak wspomnienia z podróżowania koleją z Sokołowa przez Siedlce do Warszawy i z Warszawy przez Małkinię do Sokołowa.
Pierwsze podróże zaliczyłem, kiedy dworzec kolejowy był ruiną wysadzoną przez uciekających Niemców i zapisaną na ich konto. Bilety kupowałem w drewnianym budynku, w którym jedno z mieszkań kolejarskich przeznaczono na kasę i poczekalnię. Woziłem do Rembertowa surowe, obficie zasolone skórki cielęce do nielegalnej garbarni. To była frajda i niezły zarobek 20 zł i koszty podróży. Później, już jako maturzysta woziłem wałówki siostrze i jej koleżankom studentkom zakwaterowanym w Nowej Dziekance na Krakowskim Przedmieściu. Radość była wielka. Kaszanka i kiełbasy z Sokołowa miały swoją zasłużoną sławę, a mnie bardzo smakował kisiel – podstawowe danie przyszłych dziennikarek i aktorek, którym mnie zawsze częstowano. Raz miałem pecha. Jakiś koleś wywołał mnie z przedziału, by pokazać w drugim przedziale słuchawkowe radio. Gdy wróciłem na swoje miejsce, walizka z wędlinami zniknęła. Koledzy z sąsiedztwa także. Odnalazłem konduktora i ze łzami w oczach opowiedziałem mu całe zdarzenie. Obiecał odnaleźć moją walizkę i słowa dotrzymał. Kaszanka dotarła do Warszawy, chociaż już nie cała, bo poczęstować wypadało konduktora.
Dostałem kiedyś od pani Milikowej z Seroczyna, żony przedwojennego posła, piękny album zatytułowany „Dziesięciolecie Polski Odrodzonej”. Były w nim zdjęcia i opisy osiągnięć Polski po pierwszej wojnie światowej. W pamięci utkwiły mi zdjęcia wspaniałych lokomotyw bijących rekordy prędkości, produkowanych w Polsce i z powodzenie eksportowanych do wielu krajów Europy. Nasłuchałem się opowieści o punktualności PKP, z których wynikało, że można było kiedyś regulować zegarki wg ruchu pociągów. Naczytałem się artykułów i książek o bohaterskiej postawie kolejarzy w czasach wojny i okupacji. Przywołam tu tylko jednego kolejarza, którego miałem zaszczyt poznać podczas spotkania żołnierzy AK, jakie w 1975 zorganizował w szkolnej Izbie Pamięci w Kosowie Lackim kierownik szkoły p. Zdzisław Nowak. Wojskowa Wytwórnia Filmowa „Czołówka” nakręciła film o kolejarzu Franciszku Ząbeckim i ten film wyświetliłem uczestnikom spotkania. Były tam fragmenty zeznań składanych w procesach komendanta obozu zagłady w Treblince Franca Stangla. Ponadto ppor. Ząbecki ps. „Dawny” napisał ciekawą książkę o konspiracji kolejarzy z 8 brygady kolejowej AK obejmującej odcinek kolejowy od Siedlec do Małkini. Jest w niej opis życia naszych rodaków w czasach hitlerowskiej okupacji, są fragmenty akcji sabotażowych organizowanych przez kolejarzy przeciwko okupacyjnym władzom powiatu. Szczególnie niebezpiecznych, bo na kolei pieczołowicie nadzorowanej przez Niemców. Jest też wspomnienie wyniesienia i zabezpieczenia z podminowanej stacji kolejowej w Treblince dokumentów przewozowych i przekazania ich przedstawicielowi Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Dokumenty te były niepodważalnym dowodem zbrodni hitlerowców na narodzie żydowskim. Prawnikom pozwoliły na uzyskanie sprawiedliwych wyroków w sądach RFN. Historykom pozwoliły na ustalenie, z jakich państw Europy i z jakich miast w Polsce przychodziły transporty do Treblinki. Dzisiaj po sokołowskiej kolei pozostały wspomnienia i część nierozebranych torów do Treblinki. W dawnym dworcu funkcjonuje biblioteka. Tylko pamiątkowa tablica przed nią przypomina, że był tu dworzec kolejowy, z którego na Sybir wywieziono w 1945 roku blisko 3000 młodych mężczyzn z powiatu sokołowskiego. Gdyby wśród obecnych kolejarzy byli ludzie tacy jak Ząbecki, może pomyśleliby, jak uratować od zapomnienia kolejarską walkę z okupantem w okolicach Treblinki. Zamiast rozbierać historyczne tory - uruchomić szynobus dowożący turystów do Mauzoleum Walki i Męczeństwa w Treblince. Te niespełnione marzenia dedykuje następcom por. Ząbeckiego, by tak jak On zostawili trwały ślad na torach swojego kolejarskiego żywota.
 
Wacław Kruszewski

« wróć | komentarze [1]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

PISZ PAN KSIĄŻKĘ !! Lekkość pióra, ciekawie opowiedziane historie czyta się z przyjemnością. Kolej do Treblinki to pamięć o wszystkich tam zamordowanych, winni jesteśmy to następnym pokoleniom.

gość
2014-11-24 18:44:46
Strona 1/1






Dane kontaktowe