17
2020
2011-10-13

Konferencja naukowa w Treblince


Konferencja odbywała się pod hasłem "Co wiemy o Treblince? Stan badań". To pierwsze z trzech takich spotkań planowanych w Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince. - To podsumowanie naszej wiedzy na temat obozów w Treblince - podkreśla kierownik Muzeum, Edward Kopówka. - Na kolejnych konferencjach będziemy mówić o edukacji na temat Treblinki oraz o tym, jak utrzymywać tereny poobozowe.

 

Ważne miejsce

- Treblinka powinna być celem wizyt młodzieży, bo jest to ważne miejsce historyczne - uważa Tomasz Kranz z Państwowego Muzeum na Majdanku. - W Polsce są inne miejsca pamięci, które nie są odwiedzane przez uczniów. Jednak koncepcja miejsc pamięci została zauważona przez szkoły. Mimo wszystko wciąż byłe obozy "Aktion Reinhard" odgrywają marginalną rolę w pamięci społecznej. Przyczynił się do tego w poprzednim systemie brak odczuwania żałoby po Żydach. W III RP zaszły jednak znaczące zmiany w podręcznikach szkolnych. Retrospektywne spojrzenie na te sprawy może odbywać się w skali mokro oraz na płaszczyźnie międzynarodowej. Muzeum może stać się katalizatorem i podmiotem oddziaływań społecznych. Treblinka jest przecież jednym z największych cmentarzy II wojny światowej. Osoby młode odwiedzające to miejsce oczekują emocjonalności, zobaczenia na własne oczy do czego zdolny jest człowiek.

- W obozie zagłady w Treblince było 30 - 40 funkcjonariuszy SS. Wszyscy oni brali wcześniej udział w operacji T4 - przypomina Jacek Młynarczyk z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. - Było też od 90 do 120 ukraińskich wartowników. Warto zauważyć, że w relacjach dotyczących tego terenu dominują informacje o Ukraińcach jako wartownikach, ale wiadomo też, że byli wśród nich również Litwini czy Łotysze. W lipcu 1942 r. zakończono prace nad budową obozu zagłady w Treblince. Wiedział o tym Judenrat w Warszawie, bo dużo materiałów to tej budowy brano właśnie z warszawskiego getta.

 

Duże deportacje

- Dokumentację i badania masowego mordowania polskich Żydów i Akcji Reinhardt prowadziły same ofiary podczas wciąż trwających zajść - przypomina Katrin Stoll z Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. - Po wyzwoleniu ocaleni z Holocaustu kontynuowali próby dokumentowania zagłady Żydów przez gromadzenie zeznań, dzienników, pamiętników i innych materiałów źródłowych. Jeśli chodzi o deportacje z małych miasteczek z okręgu białostockiego, to zeznania ocalałych zebrane przez członków Żydowskiej Komisji Historycznej są często jedynym źródłem informacji o dniu likwidacji getta i liczbie deportowanych ofiar. Do końca 1942 roku większość polskich Żydów została wymordowana przez przez niemieckich okupantów. Deportacja z okręgu białostockiego zaczęła się wtedy, gdy deportacja większości Żydów z Generalnej Guberni była już zakończona. Deportacje z Białegostoku do Treblinki były częścią Akcji Lutowej w getcie białostockim, która rozpoczęła się 5 lutego transportem do Auschwitz. Między 5 a 12 lutego 1943 r. Niemcy wywieźli od 8 do 10 tysięcy jego mieszkańców do obozów w Treblince i Auschwitz, a kolejnych kilkaset zamordowali na miejscu. W sierpniu 1943 r., po dwóch latach istnienia, getto białostockie uległo niemal całkowitej likwidacji.

O deportacji Żydów z dystryktu lubelskiego do obozu zagłady w Treblince mówił podczas konferencji Robert Kuwałek z Państwowego Muzeum na Majdanku. - Podczas likwidacji gett angażowano w to również polską straż pożarną, którą wykorzystywano do wyłapywania Żydów i przeszukiwania mieszkań - mówi Robert Kuwałek. - Kiedy w sierpniu 1942 r. likwidowano getto w Międzyrzecu Podlaskim, część Żydów słyszała już o Treblince i kojarzyła tę nazwę z Zagładą Żydów z Warszawy. Niektórzy z nich mieli krewnych w warszawskim getcie i kontaktowali się z nimi. Wszystkie akcje w poszczególnych miastach były bardzo krwawe, setki osób mordowano na stacjach kolejowych i cmentarzach żydowskich. Uważano, że ludzie starsi, niepełnosprawni oraz dzieci bez rodziców powinni być "przesiedlani w miejscu", co oznaczało zabijanie ich od razu w danym mieście. Żydzi, którzy uciekali z transportów wiedzieli, że im dalej od linii kolejowej, tym większe szanse na uratowanie, bo miejscowa ludność też stanowiła dla nich zagrożenie. Z dystryktu lubelskiego wywieziono do Treblinki 47 - 49 tys. osób.

 

Niewiele robiono

- Pierwsza komisja, mająca zbadać, czym była Treblinka przyjechała tu już jesienią 1944 r. - przypomina Martyna Rusiniak-Karwat z Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. - Zanotowano też, że teren ten jest profanowany. Każda z późniejszych komisji opisywała teren podobnie. Wszyscy wspominali o kopaczach, ale nikt nie mówił o tym, czy coś udało im się wykopać oraz co z ewentualnym skarbem później zrobiono. Przyjeżdżano i biadolono nad tym, jak wygląda teren, ale nie zrobiono nic poza ogrodzeniem go. Na brak wcześniejszego upamiętnienia terenu poobozowego wpłynęło to, że pod koniec lat 40. doszło do samolikwidacji organizacji żydowskich oraz emigracji ich członków z Polski. Nie miał kto upomnieć się o właściwe upamiętnienie.

 

Katarzyna Markusz

« wróć | komentarze [1]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Ciekawe,czego się nauczyli.Czyżby powtórka materiału przed klasówką?.

v-ss
2011-10-15 19:11:42
Strona 1/1






Dane kontaktowe