21
2019
2011-11-18

Kolekcjonerzy są wśród nas


 

W naszym małym mieście są takie wyspy zaczarowane, jeszcze nieodkryte ciekawe miejsca. Jednym z nich jest skromny dom pana Edwarda  i jego żony. Przechodnia może jedynie zaintrygować biało - czerwona flaga ciągle górująca nad budynkiem. Kiedy jednak wejdziemy do środka, tego, co może zaciekawić i zachwycić, jest znacznie więcej. Gościnny gospodarz chętnie prezentuje to, co zgromadził w czasie swojej zawodowej działalności i dłuższego zamieszkiwania w różnych miejscach.

Główną fascynacją mojego rozmówcy są Aborygeni. Nazwę tę dziś najczęściej stosuje się w odniesieniu do rdzennych mieszkanców Australii i Tasmanii. Aborygeni prowadzili koczowniczy tryb życia. Przemierzali ogromne obszary zakładając tymczasowe obozy w pobliżu zbiorników wodnych. Kiedy tylko skończyły się zapasy jedzenia, wyruszali w dalszą drogę. Handlowali z innymi plemionami, wymieniając z nimi różne towary. Aborygeni polowali na zwierzęta, np. kangury. Mięsną dietę uzupełniali tym, co zdołali zebrać: dzikimi roślinami, orzechami, jagodami. Myśliwi używali włóczni z kamiennymi ostrzami, a także drewnianych bumerangów. Aborygeni przekazywali z pokolenia na pokolenie legendy, pieśni i tradycje. Ich kultura przetrwała dzięki corroborres, ceremoniom towarzyszącym zgromadzeniom plemiennym, podczas których pieśniami, muzyką i tańcem odtwarza się pradawne opowieści o przeszłości Australii. Obecnie żyją głównie w rezerwatach, choć wielu z nich włączyło się w życie australijskiego społeczeństwa i pracują jako rolnicy albo hodowcy, a tylko kilkadziesiąt tysięcy rdzennych mieszkańców Australii kontynuuje tradycje swoich przodków. Z ich cywilizacją pan Edward zetknął się w czasie dwóch dłuższych pobytów w Australii w latach 70-ty ubiegłego wieku. Pracował tam jako elektryk, a w wolnym czasie poznawał kulturę rdzennych mieszkańców tego odległego kontynentu. Zafascynowany ich życiem i sztuką, zgromadził bogatą kolekcję przedmiotów wykonanych przez aborygeńskich twórców, które przywiózł do rodzinnego miasta, osiedlając się w nim na stałe.  

Wśród swoich skarbów pan Edward ma kilka bumerangów, dzidy do polowań, tzw. tutki do porozumiewania się na duże odległości, prymitywne instrumenty muzyczne, sztukę użytkową, ozdoby z drewna i opalu. Każdy przedmiot miał ciekawe zastosowanie. Na przykład kij wielofunkcyjny służył Aborygenom do zdobywania pożywienia w oryginalny sposób. Otóż w czasie marszu podnosili nim robaki z ziemi i zjadali na surowo, nie przerywając przemieszczania się w terenie. Wiele miejsca w zbiorach zajmuje malarstwo Aborygenów wykonywane metodą kropkową, własnoręcznie przygotowanymi farbami naturalnymi, na różnym podłożu; desce, korku, korze, tkaninie. W tych obrazach motywem dominującym są zwierzęta oraz tematy ze snów. Właściciel tych skarbów ma dużą wiedzę na temat współczesnych Aborygenów, ich życia codziennego, rękodzieła, filozofii życia, przeszłości i z pasją potrafi o tym opowiadać. Chętnie też udostępniłby swoje zbiory do pokazania w naszym środowisku.

Pan Edward wiele lat mieszkał w Krakowie, mieście ocalałym z wojennej pożogi.  Może pobyt w tym mieście – muzeum wpłynął na różnorodność kolekcjonerskich pasji mojego rozmówcy.  W jego domowym muzeum poza eksponatami z Australii można oglądać interesujące obrazy Anny Maślakiewicz- Brzozowskiej, uczennicy Józefa Mehoffera, kolekcję kilkuset wiecznych piór i tysiąca interesujących scyzoryków, zabytkowe lampy, dzbanki, rzeźby z Ameryki Południowej, cenne krucyfiksy oraz dużą ilość medali i kopie najważniejszych odznaczeń polskich, rosyjskich i radzieckich.

Warto byłoby chociaż część kolekcji pokazać zainteresowanym, tym bardziej, że właściciel jest otwarty na propozycje i bezinteresownie chciałby  udostępnić swoje skarby. Może i inni nasi czytelnicy też mają jakieś ciekawe  zbiory. Czekamy na informacje.

 

J. O

« wróć | komentarze [1]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Z całego serca pragnę podziękować P.Redaktor Naczelnej za okazanie mi pomocy i zaufania dla mojej pasji.Pragnę również podziękować p.Redaktor,która to opisała "moje"zbieractwo. od kilku miesięcy starałem się zainteresować wielu ludzi moją miłością do tej sztuki.Nie ukrywam ,że obiecano mi " złote góry "- ale tylko i wyłącznie !!!zaistniałem dzięki Pani aprobacie i Pani Gazecie "która kocha ......ludzi" . z całego serca jeszcze raz dziękuję Pani i Pani Redakcji za to ..."że mimo braku obietnic i wykorzystywania drugiego człowieka...dajecie tyle serca!!!!dziękuję i zapraszam Edward z Rodziną!!

Edward
2011-11-18 19:03:40
Strona 1/1






Dane kontaktowe