17
2020
2011-01-09

Jak uczyli się w czasie okupacji


Od początku okupacji Niemcy nie tylko gospodarczo i politycznie dyskryminowali Polaków, ale robili to także na polu oświaty i nauki. Wszystkie szkoły w mieście były zajęte przez Niemców. Nie oznaczało to jednak, że młodzi sokołowianie zaprzestali nauki.

Jedyna szkołą, jaką udostępniono polskim uczniom była ta przy ulicy Repkowskiej. Były to dwa drewniane baraki i niewielki budynek szkoły pożydowskiej, gdyż Żydom od początku wojny zabroniono się uczyć. W tych trzech budynkach musiały się zmieścić wszystkie dzieci z całego miasta i jego kolonii.

Nauka w stodole
W 1941 roku, na kilka tygodni przed napaścią Niemiec na ZSRR, zabrano nam i tę szkołę, zamieniając ją na magazyn paszowy, gdzie składano owies dla koni. Przeniesiono wówczas szkołę na ulicę Siedlecką, do domu Moczulskiego. Był to jednopiętrowy, murowany budynek, o czterech dużych izbach i bardzo małym podwórzu. Ale trzeba się było i tym zadowolić. W klasach było niesamowicie ciasno. W jednej ławce siedziało po troje i czworo uczniów.  Na szczęście był to początek czerwca, było ciepło. Wszyscy byli lekko ubrani i jakoś mieścili się w ławkach.
Po wakacjach sytuacja jeszcze się pogorszyła – zabrano nam i tę szkołę. Wtedy gościny udzielił nam Aleksander Księżopolski, zamieszkały przy ulicy Kościuszki. Budynkiem do którego nas przyjął był zwykła stodoła, jakich dziesiątki stoją w każdej wsi. Ale co to była w niej za nauka?
Pamiętam był koniec października… Tego dnia padał śnieg, a przecież wiadomo, że w stodole nie ma okien, tylko szeroko otwarte wrota, przez które wpadał zimny wiatr i śnieg. Bardzo trudno było coś pisać, gdyż drętwiały nam ręce. Klasa, do której chodziłem miała lekcje po południu. Zaczynały się one przed czternastą. Ale po dwóch lekcjach zaczynało się robić ciemno i trzeba było przerywać naukę. Trwała ona tak przez kilka tygodni. Dużo dzieci było nieobecnych z powodu zimna.

Tablica i kreda
Podczas jednej lekcji nauczycielka zwróciła się do nas, abyśmy przychodzili uczyć się nadal, gdyż w przeciwnym wypadku szkoła może być rozwiązana. Po kilku tygodniach nauki Niemcy zwrócili nam baraki szkolne. Jakaż to wtedy była uciecha i radość! W szkole tej też było zimno, ale były ławki, okna i nie hulał wiatr i śnieg. Nie było czym palić, ale byliśmy już we własnej szkole. Pierwsze trzy zimy okupacyjne były wyjątkowo mroźne. Uczniowie przynosili z domu drzewo do szkolnego, żelaznego piecyka, stojącego na środku klasy, przy którym my i nauczyciele grzaliśmy ręce.
Podczas jednej z takich lekcji nauczycielka zaczęła sprawdzać listę obecności. Zacząłem wtedy po cichu liczyć ilość wyczytanych nazwisk. Było ich siedemdziesiąt dwa – olbrzymia klasa, a raczej połączone dwie. Trudno sobie wyobrazić jak ciężka była wtedy praca nauczyciela. W takiej klasie nie sposób było utrzymać ład i porządek – panował gwar jak w ulu. Trudno też było sprawdzić lekcję z poprzedniego dnia.
Nie istniały żadne pomoce naukowe poza tablicą i kredą. Jedynymi podręcznikami do języka polskiego były tak zwane „Stery”, ponieważ z książek przedwojennych nie pozwolono się uczyć, drukowano je pod nadzorem okupacyjnych władz w Krakowie, przystosowane do nauki języka polskiego w szkołach. Ale nie było na to rady. Wszyscy dobrze wiedzieli, że dopóki trwa wojna i okupacja, na nic lepszego nie można liczyć.

Tajne komplety
Oprócz tych szkół legalnych były również szkoły nielegalne, zakonspirowane w prywatnych mieszkaniach, gdzie uczono się historii, geografii i innych przedmiotów, zakazanych przez okupacyjne władze. Dyrektorem jednej z takich szkół (gimnazjum) był profesor Nikodem Księżopolski, zamieszkały przy ulicy Kościuszki. Była ona finansowana przez Polskę Podziemną. Podobna szkołę prowadzili księża Salezjanie oraz pani Dudkiewicz przy ulicy Kościelnej.
Jedyną legalna szkołą ponadpodstawową była szkoła handlowa. Uczęszczało do niej dużo młodzieży. Chroniła ona w pewnym stopniu starsze roczniki uczniów przed wywiezieniem na przymusowe roboty do Niemiec. Ponadto douczanie historii, geografii i innych przedmiotów z zakresu szkół podstawowych prowadzili m.in. nauczyciele Wolańska, Sankowska, Ilczuk, Prawecki, Pietrak.

Groziły surowe kary
W ostatnim roku okupacji chodziłem na tajne douczanie się przedmiotów zakazanych. W tym czasie stanowiło ono wielkie ryzyko dla nauczyciela i uczniów, a szczególnie dla tego pierwszego. W wypadku wykrycia takiej szkoły przez Niemców, natychmiast aresztowano nauczyciela, osadzając go w więzieniu czy w obozie. Natomiast względem starszych wiekiem uczniów i ich rodziców również stosowano różnego rodzaju represje jak wysyłanie na przymusowe roboty do Niemiec i inne. Jednak młodzież uczyła się nie zważając na to, co się stanie. Szkoły te a raczej grupki, były przeważnie małe – uczono się po kilka lub kilkanaście osób. W mieszkaniach, gdzie odbywała się nauka, liczono się zawsze z tym, że w każdej chwili mogą wejść tu Niemcy. Toteż uczniowie mieli pod ręką uprzednio przygotowane różne gry towarzyskie lub instrumenty muzyczne czy gazety wydane przez Niemców, aby w razie wpadki było jakieś tłumaczenie. Często zdarzało się, że nie pomogły żadne tłumaczenia. Następowało aresztowanie, potem obóz i więzienie. Często śmierć.
MARIAN PIETRZAK
FOT. ARCHIWUM
NA ZDJĘCIU UCZNIOWIE GIMNAZJUM W SOKOLOWIE, LATA 1942-1943

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe