25
2019
2012-02-16

DKF o muzyce punk


"Beats of freedom" w reżyserii Wojciecha Słoty i Leszka Gnoińskiego to obraz przygotowany  głównie z myślą o zagranicznym odbiorcy. Jego narratorem jest angielski dziennikarz muzyczny, który przyjeżdża do Polski po to, by przeprowadzić wywiady z muzykami, którzy rozpoczynali swoje kariery w okresie PRL. - To próba rzetelnego przedstawienia faktów, ale nie są to wszystkie fakty - uważa Robert Matera. - Do filmu wybrano te zespoły, po których zostały jakiekolwiek rejestracje, nagrania. Jeżeli chodzi o scenę punkową lat 80. to tutaj pokazano jedynie skrawek tego, co się wówczas działo. Nie wszystkie grupy docierały do Jarocina. Bywało, że grały jedynie w swoich miastach. Z kolei w Jarocinie też występowało kilkadziesiąt kapel. Tych, które grały na festiwalu przez kilka lat z rzędu było niewiele. "Beats of freedom" nie jest oczywiście pełnym obrazem sceny tamtych lat. To raczej próba pokazania czym w ogóle była ta scena i czym się różniła od tego, co mamy dzisiaj.

 

Szlaban na wszystko

Założenie zespołu w tamtych czasach nie było sprawą prostą. - Był szlaban praktycznie na wszystko - mówi Matera. - Gitary budowało się własnoręcznie. Każdy kto chciał grać rocka i mieć gitarę elektryczną tego doświadczył. W sklepach nie było mięsa, masła, odbiorników radiowych, telewizorów, pralek, lodówek, brakowało też oczywiście instrumentów. Ja też próbowałem zbudować gitarę samodzielnie. Odkupiłem od kolegi gryf, który został wycięty z jakiegoś kawałka drewna. Próbowałem podkleić to jakąś deską, ale nie bardzo mi to szło. Następnym etapem był zakup całego kawałka drewna z gitary produkowanej fabrycznie. Była to gitara marki Samba. Nic poza drewnem tam nie było. Musiałem samodzielnie zdobyć i zamontować całą elektronikę. Kiedy wreszcie za pomocą kleju z żywicy epoksydowej udało mi się to zlepić, gitara wydawała nawet jakieś dźwięki. Były to oczywiście dźwięki słabe i nieprzesterowane. Jak wszystkim punkowym zespołom zależało nam jednak na radykalnym brzmieniu. Trzeba było jeszcze osiągnąć efekt, który powodowałby przesterowanie. Chodziliśmy do szkoły elektronicznej i mogliśmy sami lutować różne układy. W czasopiśmie "Radioamator i elektronik" znalazłem odpowiedni schemat na urządzenie zniekształcające dźwięk. Pojechałem na bazar, gdzie sprzedawano części wyniesione z fabryki Kasprzak w Warszawie i kupiłem mniej lub bardziej pasujące elementy. Metalową obudowę zrobiłem z pudełka po herbacie. Wszystko to razem po podłączeniu dawało efekt odpowiedniego przesteru.

 

Koncert w Kijowie

Mimo wielu trudności w codziennym życiu Dezerter był jednym z tych zespołów, którym udało się wystąpić za granicą. - W latach 80. graliśmy w klubie Hybrydy, wówczas centralnym klubie studenckim - wspomina Matera. - Dzięki kontaktom z zagranicznymi organizacjami studenckimi zorganizowano wymianę kulturalną zespołów. Na festiwalu "Rock dla Pokoju" organizowanym przez stowarzyszenie pionierskie w Kijowie zespół Dezerter, Daab i Voo Voo zostały zaproszone na koncert. Po koncercie zespół dostał zgodnie z umową honorarium. Problem polegał na tym, że nie było na co wydać tych pieniędzy, bo kryzys wyglądał podobnie jak w Polsce. Sklepowe półki świeciły pustkami. Kupiliśmy więc korkociąg i parę kilo orzechów na bazarze. To były jedyne rzeczy, na jakie mogliśmy wydać wtedy pieniądze, poza skonsumowaniem na miejscu alkoholu i chałwy. Korkociąg ten mam do dziś i po 25 latach działa znakomicie.

 

Różne kierunki

- Ciekawym zjawiskiem jest wiek XXI, kiedy muzyka punkowa nie jest już taka, jak kiedyś - przyznaje Matera. - Nie chodzi już o burzenie pewnego porządku. Muzyka idzie w różnych kierunkach. Początkowo punk był niszą i w zasadzie pozostał nią do dziś. Koncerty odbywają się w małych klubach. Zabawne jest to, że po otwarciu granic pokolenie lat 90. rozpierzchło się po świecie i to spowodowało, że zespołowi Dezerter i paru innym zdarza się grać na Zachodzie dla Polaków. Kilka dni temu wróciliśmy z Anglii, gdzie graliśmy w Londynie i Manchesterze. 80 procent publiczności to byli oczywiście Polacy, ale przyprowadzili oni też swoich angielskich znajomych.

 

Katarzyna Markusz

« wróć | komentarze [0]

Dodaj komentarz

Komentarz zostanie dodany po akceptacji przez administratora serwisu






Odśwież kod



Komentarze do tego wpisu

Nie utworzono jeszcze komentarzy dla tego wpisu

Strona 1/1






Dane kontaktowe